Australijskie uczelnie pozwalają AI oceniać prace studentów. Wykładowcy są podzieleni
Kilka australijskich uczelni oficjalnie zezwala wykładowcom na używanie AI do oceniania prac i wystawiania informacji zwrotnej studentom, co wywołuje ostrą debatę o przyszłości szkolnictwa wyższego.

Ten news ukazał się 2 godziny po komunikacie źródła.
👁 111 przeczytań
Kilka australijskich uczelni oficjalnie dopuściło używanie generatywnej AI przez wykładowców do oceniania prac i wystawiania informacji zwrotnej - i to nie w trybie eksperymentalnym, ale jako element obowiązujących zasad. Jak opisuje The Guardian, na liście instytucji, które wydały taki zielony light, znalazły się University of Newcastle i Western Sydney University w Nowej Południowej Walii, Deakin University i RMIT w Wiktorii oraz University of Adelaide w Australii Południowej.
Każda z tych uczelni nakłada jednak ograniczenia. Newcastle daje studentom prawo do rezygnacji z oceniania przez AI. Deakin zezwala na AI wyłącznie w celu „poprawy efektywności i wsparcia działań administracyjnych oraz oceniania”, ale wyraźnie wyklucza przyznawanie ocen przez algorytm. Western Sydney University podkreśla z kolei, że stosuje „podejście skoncentrowane na człowieku”, a „odpowiedzialność za wystawianie ocen, stopni i informacji zwrotnej musi zawsze spoczywać na pracownikach akademickich”.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Ryzyko zamkniętego kręgu
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Głównym krytykiem tego kierunku jest Armin Alimardani, starszy wykładowca prawa i technologii w Western Sydney University. Choć sam określa się jako entuzjasta technologii i od lat bada zastosowania AI, rozmawiał z redakcją z Palermo, gdzie uczestniczył w serii warsztatów poświęconych tej technologii. Rosnące zainteresowanie kolegów wykorzystaniem AI do oceniania prac nazywa wprost „skrajnie niepokojącym”.
„Musimy bardzo uważać, gdzie stawiamy kroki. Uważam, że w tej chwili szkolnictwo wyższe jest realnie zagrożone zapaścią”
- mówi Alimardani.
Jego największą obawą jest tzw. slop-cycle - zamknięty krąg, w którym studenci składają prace wygenerowane przez AI, a wykładowcy oceniają je również przy użyciu AI. Wynik: proces edukacyjny staje się w dużej mierze transakcją między algorytmami, a rzeczywista wartość dyplomu dla pracodawców maleje.
„Studenci już teraz mają problemy finansowe” - mówi Alimardani. „Jeśli nie otrzymują rzetelnej informacji zwrotnej, jeśli czują, że ich dyplom nie jest atrakcyjny dla pracodawców i nie daje im realnych szans na zatrudnienie - po co w ogóle mają przychodzić na uczelnię?”
Argument po drugiej stronie tej debaty jest równie konkretny: australijscy wykładowcy są przeciążeni pracą. Alimardani sam przyznaje, że AI może pełnić rolę „drugiej pary oczu” i poprawiać jakość oceniania - pracuje nawet nad modelami wykrywającymi niespójności w ludzkich ocenach. Pytanie nie brzmi więc, czy AI może być pomocna, ale gdzie przebiega granica między wsparciem a zastąpieniem akademickiego osądu.
Na razie australijskie uczelnie rysują tę granicę w podobnym miejscu: AI może wspierać, ale nie może decydować. Czy to rozróżnienie będzie możliwe do utrzymania w praktyce - tego żadna z polityk uczelnianej dokumentacji jeszcze nie rozstrzyga.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
