✨ Świeża dostawa•nowe kody na kinetyka.pl: Gemini Pro 18 mies. 170 zł•Cursor, ElevenLabs, Lovable i więcej, roczne plany AI w ułamku ceny Zobacz →
Przejdź do treści
Magazyn

Płacę 40 dolarów za dwa AI i nie zamierzam przestać. Oto dlaczego

Dlaczego płacę za Claude i ChatGPT jednocześnie, czemu mnie to nie boli i gdzie naprawdę leży granica opłacalności.

8 min czytania
Płacę 40 dolarów za dwa AI i nie zamierzam przestać. Oto dlaczego

👁 115 przeczytań

Policzmy to raz, na spokojnie, bez tej protekcjonalnej miny, którą robią ludzie słyszący, że płacę za dwa czaty naraz. Czterdzieści dolarów miesięcznie to w przeliczeniu mniej więcej cena dwóch wyjść na kawę z ciastkiem w centrum większego miasta. To tyle, ile wydaję na jeden niezbyt udany obiad na mieście, po którym i tak jest mi głupio, że nie zrobiłem sobie makaronu w domu. To, mówiąc wprost, kwota, której większość ludzi czytających ten tekst nawet nie zauważyłaby na wyciągu, gdyby nie opisywano jej jako „wydatek na sztuczną inteligencję”.

A jednak to właśnie te dwie dwudziestki budzą w ludziach dziwny opór. Jakby płacenie za narzędzie, które realnie zmienia sposób, w jaki pracują, było mniej uprawnione niż płacenie za serwis streamingowy, którego nie otwierali od trzech tygodni. Postawię więc tezę na wejściu i będę jej bronił do końca: oszczędzanie na drugiej subskrypcji AI to jeden z najgłupszych odruchów ekonomicznych człowieka, który pracuje głową. I owszem, wiem, jak to brzmi z ust kogoś, kto za to płaci. Zaraz się wytłumaczę.

Płacę 40 dolarów za dwa AI i nie zamierzam przestać. Oto dlaczego

Skąd w ogóle dwa, skoro teoretycznie wystarczy jeden

Najczęstsze pytanie, jakie dostaję, brzmi: „Przecież one robią to samo, po co ci dwa?”. I to jest pytanie zadane przez kogoś, kto nigdy nie używał obu naprawdę. Bo one nie robią tego samego. Mają inny charakter, inną osobowość, inny sposób myślenia o problemie - i to nie jest marketingowy frazes, tylko coś, co czuje się po tygodniu intensywnej pracy.

Powiem tak, jak to widzę ze swojego biurka. Claude jest dla mnie tym, do którego idę, kiedy mam myśleć. Kiedy piszę długi tekst, redaguję, układam argumentację, ważę zdania, szukam tej jednej frazy, która nie brzmi jak korporacyjna ulotka. Ma w sobie coś z dobrego redaktora, który nie podlizuje się autorowi i potrafi powiedzieć, że akapit jest słaby. ChatGPT z kolei jest moim scyzorykiem wielofunkcyjnym. Szybka researchowa zagwozdka, generowanie obrazka, ogarnięcie czegoś w locie, przeszukanie sieci, przełączenie się między trybami. To są dwa różne narzędzia udające, że są tym samym narzędziem.

Gdybym miał to sprowadzić do jednego zdania: jeden z nich jest moim partnerem do rozmowy, a drugi moim asystentem do zadań. I szczerze nie chciałbym, żeby to była ta sama osoba, bo rzadko kiedy najlepszy rozmówca jest zarazem najsprawniejszym wykonawcą.

Rozliczenie, którego się ode mnie spodziewacie

Dobrze, obiecałem konkrety, więc rozliczmy to jak dorosły człowiek, a nie jak entuzjasta technologii na haju z nowej zabawki. Zacznijmy od tego, ile ja realnie na tym zarabiam, bo przecież to jest sedno pytania „czy się opłaca”.

Pracuję tekstem. Pisanie, redakcja, researche, przygotowywanie materiałów. Kiedyś na przygotowanie solidnego, długiego tekstu schodził mi cały dzień plus porządny kawałek kolejnego: zbieranie, porządkowanie, pierwsza wersja, odpoczynek od tekstu, redakcja, znowu redakcja. Dzisiaj ten sam proces mieści się w jednym dniu, czasem w połowie. Nie dlatego, że AI pisze za mnie - bo nie pisze, i kto tak twierdzi, ten nie czytał tekstów, które AI faktycznie generuje. Tylko dlatego, że znosi mi z barków tę najbardziej wyczerpującą część: pustkę białej strony, mechaniczne porządkowanie, sprawdzanie, czy niczego nie przeoczyłem.

Jeżeli ktoś wycenia swoją godzinę pracy umysłowej choćby skromnie, to oszczędność kilku godzin w tygodniu zwraca te czterdzieści dolarów w pierwszy poniedziałek miesiąca, zanim jeszcze zdąży dopić poranną kawę. Reszta miesiąca to już czysty zysk. I nie mówię tego, żeby sprzedać wam kurs. Mówię to, bo kiedy ostatnio siadłem i policzyłem, zrobiło mi się głupio, że w ogóle się nad tym zastanawiałem.

Czterdzieści dolarów za dwie sztuczne inteligencje to nie jest wydatek. To jest najtańszy pracownik, jakiego kiedykolwiek zatrudniłem, i jedyny, który nie obraża się, gdy każę mu przepisać coś dziesiąty raz o drugiej w nocy.

Ale żeby nie było, że sprzedaję wam bajkę o cudownym rozmnożeniu produktywności. Jest druga strona tej monety i jest całkiem realna.

Płacę 40 dolarów za dwa AI i nie zamierzam przestać. Oto dlaczego

Pułapka, w którą sam wpadłem

Najbrzydsza prawda o płaceniu za AI jest taka, że subskrypcja daje ci złudzenie, że już wygrałeś. Że skoro płacisz, to jesteś z definicji produktywny, nowoczesny i wyprzedzasz tych frajerów, którzy jeszcze piszą ręcznie. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który sprawia, że ludzie kupują karnet na siłownię w styczniu i czują się sportowcami, nie podnosząc do grudnia niczego cięższego niż ten karnet.

Znam ten stan z autopsji. Były miesiące, kiedy płaciłem za oba narzędzia i otwierałem je może dwa razy w tygodniu, żeby zadać pytanie, na które równie dobrze odpowiedziałby mi darmowy model albo zwykła wyszukiwarka. W takich miesiącach te czterdzieści dolarów to był po prostu podatek od poczucia, że nadążam. Podatek od lęku, że zostanę w tyle. I to jest wydatek najgłupszy z możliwych, bo płacisz nie za narzędzie, tylko za uspokojenie własnego sumienia.

Więc jeśli mam być uczciwy, a felieton bez uczciwości to tylko reklama w przebraniu, to opłacalność tych dwóch dwudziestek nie wynika z samego faktu zapłaty. Ona wynika z tego, że używam ich tak intensywnie, że graniczy to z nawykiem oddychania. Dla kogoś, kto zagląda do czatu raz na tydzień z ciekawości, druga subskrypcja jest marnotrawstwem. Dla kogoś, kto buduje na tym swój dzień pracy, jedna subskrypcja jest zbyt skromnym budżetem.

Dlaczego nie „wystarczy darmowa wersja”

Co sam z tego zbudowałem

Osiem narzędzi, które powstały z problemów opisywanych na tym blogu - razem z tym, czego nie udało się dowieźć.

Zobacz portfel

I tu dochodzimy do argumentu, który słyszę od ludzi inteligentnych, więc warto go potraktować poważnie: „Przecież są darmowe wersje, po co płacić”. Otóż darmowe wersje są jak jazda próbna samochodem, w którym możesz przejechać tylko wokół parkingu salonu. Dają ci poczucie, że wiesz, jak to jedzie, a tak naprawdę nie wyjechałeś jeszcze na szosę.

Różnica między darmowym a płatnym dostępem to nie jest różnica ilościowa, że masz więcej zapytań. To różnica jakościowa. Płacąc, dostajesz dostęp do lepszych, mocniejszych modeli, do funkcji, które realnie zmieniają sposób pracy, do stabilności, kiedy pół świata wali w te same serwery i darmowym użytkownikom się odmawia. W momencie, w którym narzędzie staje się częścią twojego zawodowego warsztatu, oszczędzanie na jego pełnej wersji jest jak kupno profesjonalnego aparatu i trzymanie go w trybie automatycznym, bo „przecież robi zdjęcia”.

Mówiąc brutalnie: jeśli twój czas jest cokolwiek wart, to liczenie, czy opłaca ci się płacić dwadzieścia dolarów za lepszą wersję narzędzia, którego używasz codziennie, jest matematyką, której wynik znasz, zanim ją rozpoczniesz. Problem w tym, że ludzie nie liczą swojego czasu. Liczą tylko to, co wychodzi z konta, bo to widać na wyciągu. Czasu nie widać, więc udajemy, że jest darmowy.

Gdzie naprawdę leży granica rozsądku

Żeby nie wyjść na człowieka, który każe wszystkim rozdawać pieniądze firmom technologicznym, postawię granicę jasno. Nie uważam, że każdy powinien płacić za dwa AI. Uważam, że większość ludzi, którzy to czytają i pracują głową, powinna płacić przynajmniej za jedno, a przestać się wmawiać, że darmowa wersja im wystarczy, skoro otwierają ją dziesięć razy dziennie.

Druga subskrypcja ma sens w jednym konkretnym przypadku: kiedy złapiesz się na tym, że oba narzędzia używasz do różnych rzeczy i że regularnie denerwujesz się na ograniczenia jednego, uciekając do drugiego. To jest moment, w którym druga dwudziestka przestaje być ekstrawagancją, a staje się logiką. U mnie ten moment nastąpił dawno temu i od tej pory nie oglądam się za siebie.

Natomiast płacenie za trzy, cztery, pięć różnych modeli „dla porównania” to już nie jest praca, tylko hobby. Szlachetne, ciekawe, ale nazwijmy je po imieniu. Ja sam musiałem sobie uczciwie powiedzieć, że przestaję kolekcjonować subskrypcje jak znaczki pocztowe i zostaję przy dwóch, które realnie napędzają moją robotę. Wszystko ponadto byłoby już płaceniem za poczucie bycia na bieżąco, a to, jak ustaliliśmy wyżej, jest najgłupszym powodem, żeby wydawać pieniądze.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →

Rachunek, który zamyka sprawę

Na koniec najprostsza możliwa kalkulacja, bez żadnej technologicznej mgły. Czterdzieści dolarów miesięcznie to w skali roku kwota, którą wielu ludzi wydaje na jeden weekendowy wypad albo na parę butów, których i tak nie donoszą. W zamian dostaję dwa narzędzia, które skracają mój dzień pracy, które są ze mną o każdej porze, które nie chorują, nie mają humorów i nie proszą o podwyżkę. Narzędzia, które - i tu jest cała tajemnica - czynią mnie lepszym w tym, co robię, a nie tylko szybszym.

Bo to jest różnica, którą najtrudniej wyjaśnić komuś z zewnątrz. Oni myślą, że płacę za to, żeby pracować mniej. A ja płacę za to, żeby móc podjąć więcej prób. Przepisać akapit nie dwa razy, tylko osiem. Sprawdzić pomysł, który normalnie bym porzucił, bo nie starczyłoby mi energii. Zapytać o coś głupiego bez wstydu. Te czterdzieści dolarów kupuje mi nie czas, tylko odwagę do marnowania czasu na próby, które wcześniej były dla mnie luksusem.

Więc kiedy ktoś następnym razem uniesie brew na wieść, że płacę za dwa AI naraz, odpowiem mu dokładnie to samo, co powiem teraz wam. Nie pytaj, czy stać cię na te czterdzieści dolarów. Pytaj, ile kosztuje cię każdy dzień, w którym pracujesz tak, jakbyśmy byli wciąż w roku, w którym te narzędzia jeszcze nie istniały. Bo ten drugi rachunek jest znacznie, znacznie wyższy. Tylko nikt wam go nie przysyła na e-mail pierwszego dnia miesiąca.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.
// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

AUTOR I WYDAWCA

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony

🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Lovable Pro 400 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× ‹ powiększenie ›