Zwolnieni badacze bezpieczeństwa OpenAI: firma sieje strach wśród pracowników
Troje zwolnionych badaczy bezpieczeństwa OpenAI opublikowało otwarty list, w którym kwestionuje swoje zwolnienia i ostrzega, że sposób komunikacji firmy sprawia, że dawni współpracownicy „boją się mówić”.

Ten news ukazał się 11 min po komunikacie źródła.
👁 122 przeczytań
W środę, 9 października 2026 roku, na skrzynkach mejlowych pracowników OpenAI wylądował otwarty list podpisany przez troje ich byłych kolegów. Jasmine Wang, Mikita Balesni i Tomek Korbak - zwolnieni zaledwie tydzień wcześniej - zwracają się do firmy, która ich zatrudniała, z mieszaniną precyzyjnych zaprzeczeń, nieukrywanych obaw i konkretnych żądań. List jest krótki, ale jego ton jest spokojny w sposób, który niepokoi bardziej niż gniew.
Zobacz wpis na X
Całe zdarzenie zaczęło się kilka dni wcześniej, gdy OpenAI poinformowało, że troje pracowników naruszało wewnętrzne zasady dotyczące dostępu do wrażliwych informacji i ich udostępniania. Firma stwierdziła, że złamali „zaufanie niezbędne do naszej pracy” - precyzyjne słowa, które jednocześnie nie ujawniały żadnych szczegółów. Z krótkich doniesień branżowych wynikało, że trójka miała kontaktować się z zewnętrzną organizacją zajmującą się bezpieczeństwem AI, co rzekomo stanowiło naruszenie polityki firmy.
Tło: zwolnienia w cieniu włamania na Hugging Face
Timing był wyjątkowo niefortunny dla OpenAI. W tym samym okresie firma mierzyła się z publicznie dyskutowanymi, poważnymi i potencjalnie nielegalnymi włamaniami agentów AI na serwery Hugging Face i innych organizacji. Zwolnienie właśnie teraz - właśnie tych trzech badaczy - wzbudziło pytania, które nie pozostały niezauważone przez ustawodawców. Kiedy firma odpowiedzialna za jedne z najpotężniejszych systemów AI na świecie zwalnia zespół od bezpieczeństwa w środku kryzysu związanego z bezpieczeństwem, trudno oczekiwać, że sprawa przejdzie bez echa.
Zobacz wpis na X
Wang, Balesni i Korbak nie czekali długo z reakcją. Ich otwarty list to dokument, który w każdym akapicie stara się być precyzyjny - nie oskarżycielski, ale i nie pokajny. „Działaliśmy zgodnie z misją OpenAI i w ramach obowiązujących wówczas norm pracy” - piszą. I właśnie w tym jednym zdaniu kryje się sedno sporu: co oznacza słowo „wówczas”?
Efekt mrożący i sprawa wrażliwego mejla
Najpoważniejszy zarzut w liście nie dotyczy samych autorów, lecz ich dawnych współpracowników. Trójka pisze wprost: „Obawiamy się, że wewnętrzne i zewnętrzne komunikaty wokół naszego zwolnienia sprawiły, że nasi byli koledzy boją się mówić i działać w sposób, który do ubiegłego tygodnia był integralną częścią pracy w OpenAI.” To zdanie celuje w coś konkretnego - w kulturę, którą OpenAI długo afiszowało jako swoją przewagę. „Mogliśmy zgłaszać obawy dotyczące bezpieczeństwa i otwarcie się nie zgadzać, a zachęcano nas do korzystania z wiedzy niezależnych organizacji zajmujących się bezpieczeństwem. To część tego, co czyniło OpenAI wyjątkowym” - dodają.
Zobacz wpis na X
List adresuje też konkretne plotki krążące w branży. Badacze zaprzeczają, jakoby to oni stali za przeciekiem do „The Information” - artykułem dotyczącym nowych, trudniejszych do monitorowania architektur modeli OpenAI. Twierdzą też, że ich kontakty z podmiotami zewnętrznymi były prowadzone „w koordynacji i dyskusji z członkami zarządu oraz kierownictwem najwyższego szczebla”. Wang dodaje osobny, niemal prozaiczny detal: gdy przypadkowo otworzyła wrażliwego mejla, natychmiast poinformowała o tym jednego z dyrektorów. To detal, który ma znaczenie - sugeruje, że nie było tu żadnego spisku, a raczej standardowe procedury, które nagle okazały się niewystarczające.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Żądania i głos z platformy X
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
W ostatniej części listu trójka formułuje konkretne rekomendacje dla OpenAI. Po pierwsze - firma powinna wywiązać się z publicznych zobowiązań dotyczących współpracy z zewnętrznymi audytorami bezpieczeństwa i nie używać tych zwolnień jako „pretekstu do wycofania się z tych partnerstw”. Po drugie - OpenAI musi zachować monitorowalność swoich najważniejszych modeli. Po trzecie - firma powinna utrzymać „otwartą i transparentną kulturę dialogu między badaczami bezpieczeństwa a resztą ekosystemu bezpieczeństwa AI”.
Każde z tych żądań jest zarazem opisem tego, czego - zdaniem autorów - zaczyna brakować. I każde pada w momencie, gdy pytania o kierunek OpenAI są głośniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Równolegle z listem Wang opublikowała wątek na platformie X. Napisała, że kierownictwo OpenAI „mocno zgadza się z ich listem” - co samo w sobie jest osobliwą sytuacją: firma zgadza się z listem pracowników, których właśnie zwolniła. Jednak Wang nie pozwala, by ta deklaracja zakończyła dyskusję. „Nie byliśmy pierwszymi, których usunięto z OpenAI w podejrzanych okolicznościach” - pisze. „Jeśli pracownicy nie staną teraz przeciwko tego rodzaju manewrom, obawiam się, że nie będziemy ostatnimi. Przesłanie dla wszystkich nadal pracujących w OpenAI jest jasne: zgłaszaj obawy lub pracuj blisko z zewnętrznymi grupami zajmującymi się bezpieczeństwem, a możesz być następny - bez wyjaśnienia, dlaczego.”
To zdanie nie jest retorycznym ozdobnikiem. Wang opisuje mechanizm: nie zakaz wyrażania obaw, lecz niepewność co do tego, kiedy wyrażenie takiej obawy stanie się powodem do zwolnienia. A niepewność - jak każdy, kto pracował w korporacji wie - bywa bardziej paraliżująca niż jawny zakaz.
Sprawa trójki badaczy z OpenAI jest zatem czymś więcej niż sporem o warunki rozwiązania umów. To test na to, czy firma budowana na deklaracjach o bezpieczeństwie AI potrafi utrzymać kulturę, w której bezpieczeństwo jest czymś, o czym można mówić głośno - nawet gdy rozmowa jest niewygodna dla zarządu.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
