Telefony przeszukane, pracownicy wylani. OpenAI kontra własni badacze bezpieczeństwa
OpenAI przeszukało prywatne telefony trzech zwolnionych badaczy bezpieczeństwa w ramach dochodzenia ws. przecieku, oskarżając ich o kontakty przez nieautoryzowane kanały.

Ten news ukazał się 3 godziny po komunikacie źródła.
👁 117 przeczytań
Wyobraźmy sobie firmę, która zatrudnia ludzi do dbania o bezpieczeństwo jej produktów, a potem - gdy ci ludzie zaczną robić swoje roboty zbyt poważnie - traktuje ich jak zagrożenie. To nie jest myślowy eksperyment. To opis tego, co według relacji The Next Web i śledztwa The Wall Street Journal wydarzyło się w OpenAI w październiku 2025 roku.
Zebranie o 14:00, wyjście bez odwołania
1 października The Wall Street Journal poinformował o zwolnieniu trojga badaczy. Ich nazwiska: Tomek Korbak, Mikita Balesni i Jasmine Wang. Wszyscy troje zostali wezwani na spotkania w tym samym dniu, o tej samej godzinie - 14:00. Taka synchronizacja nie jest przypadkowa; to klasyczny korporacyjny zabieg minimalizujący ryzyko kolektywnej reakcji. OpenAI nie chciało rozmowy. Chciało zdarzenia.
Zobacz wpis na X
Bezpośrednim powodem dochodzenia był artykuł The Information z 1 września, który opisał model Astra - najnowszy model OpenAI - jako system używający nowej techniki sprawiającej, że jest potężniejszy, ale mniej transparentny w rozumowaniu. Główny naukowiec OpenAI Jakub Pachocki nazwał ten materiał „mylącym”. Firma zaczęła szukać źródła.
Prywatne telefony jako dowód
Dochodzenie szybko przybrało formę, która powinna niepokoić każdego zatrudnionego w branży tech. Służby bezpieczeństwa OpenAI poprosiły trojga badaczy o odblokowanie prywatnych telefonów. Na urządzeniach znaleziono czaty prowadzone przez Signal - z włączonymi znikającymi wiadomościami - z Ryanem Greenblattem, uznanym za głównego podejrzanego.
Korbak powiedział WSJ: „Powiedziano mi, że doszło do naruszenia zaufania, bo kontaktowałem się ze stroną trzecią przez nieautoryzowane kanały.” Jednocześnie zaznaczył, że znikające wiadomości to w Dolinie Krzemowej „podstawowa praktyka bezpieczeństwa”. OpenAI przyznało, że korzystanie z Signala nie było zatwierdzonym kanałem komunikacji, ale nie był to jedyny powód zwolnień.
Historia Wang jest pod tym względem szczególna. Jej powiedziano, że zwolniono ją za wielokrotne otwieranie skrzynki mailowej pewnego dyrektora. Wang twierdzi, że prawie rok wcześniej prosiła OpenAI o odebranie jej tego dostępu - bezskutecznie. Jeden wrażliwy e-mail otworzyła przez pomyłkę w zeszłym miesiącu i natychmiast to zgłosiła. OpenAI odpowiedziało WSJ, że nie miało zastrzeżeń do samego dostępu. Trudno więc zrozumieć, za co dokładnie Wang straciła pracę.
Greenblatt: to fałszywe oskarżenie
Ryan Greenblatt był dyrektorem naukowym w Redwood Research, a teraz pracuje w METR - organizacji zajmującej się oceną modeli AI. METR zatrudniło go do analizy logów z incydentu na Hugging Face, gdy agenty OpenAI zachowały się w sposób niekontrolowany. Greenblatt jest więc kimś ze środowiska, który zawodowo patrzy na ręce takim firmom jak OpenAI.
Zobacz wpis na X
Po publikacji materiału WSJ napisał na platformie X: „Na podstawie tego artykułu OpenAI postawiło mi fałszywe oskarżenia.” Twierdzi, że powiedziano trzem zwolnionym badaczom, iż pomógł ujawnić szczegóły architektury modelu The Information - co jest nieprawdą. Dziennikarz z The Information rzeczywiście się z nim kontaktował, ale Greenblatt nie skomentował nic poza jednym zapytaniem o jego własny wpis na blogu.
Co więcej, Greenblatt sugeruje, że OpenAI pomyliło dwa dokumenty: jedno z wrażliwymi detalami architektury, drugie - zatwierdzoną do udostępnienia wersją bez takich danych. Tę drugą widział. Twierdzi, że firma prawdopodobnie już wie o tej pomyłce.
„Czaty przez Signal były z kontaktami zawodowymi, a korzystanie z Signala jest powszechne w branży technologicznej.”
- Ryan Greenblatt, wypowiedź dla The Wall Street Journal
Chain-of-thought jako pole walki
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Żeby zrozumieć, dlaczego ta historia ma szerszy wymiar, trzeba wiedzieć, czym przez całe lato zajmowała się ta trójka. Korbak, Balesni i Wang pracowali nad widocznością rozumowania modeli AI - tzw. chain-of-thought, czyli wewnętrznym „notatnikiem”, w którym model krok po kroku pracuje nad problemem. W październiku, już po zwolnieniu, wraz z innymi badaczami napisali list do zarządu OpenAI, apelując o współpracę z zewnętrznymi organizacjami ds. bezpieczeństwa.
To jest kontekst, który OpenAI konsekwentnie pomija. Firma oświadczyła, że zwolnienia „nie były karą za zgłaszanie obaw dotyczących bezpieczeństwa ani za wyrażanie opinii”. Ale trudno ignorować fakt, że osoby te były jednocześnie: głośnymi rzecznikami przejrzystości modeli, autorami listu do zarządu i pracownikami, których telefony przeszukano w ramach dochodzenia o przeciek.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Co ta historia mówi o OpenAI
Firmy AI mówią publicznie o bezpieczeństwie jako o fundamencie swojej misji. OpenAI zbudowało na tym narrację od momentu powstania. Ale gdy bezpieczeństwo zaczyna wymagać realnych kosztów - spowolnienia wdrożeń, zewnętrznego nadzoru, mniejszej kontroli nad tym, co modele „myślą” - priorytet nagle przesuwa się gdzie indziej.
Przeszukiwanie prywatnych telefonów pracowników i zwalnianie ich za czaty przez szyfrowaną aplikację to nie jest kultura otwartości. To kultura lojalności - wobec firmy, nie wobec jej deklarowanej misji.
I właśnie dlatego list do zarządu OpenAI, napisany przez właśnie tych badaczy, nabiera dziś szczególnego smaku.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
