✨ Świeża dostawa•nowe kody na kinetyka.pl: Gemini Pro 18 mies. 170 zł•Cursor, ElevenLabs, Lovable i więcej, roczne plany AI w ułamku ceny Zobacz →
Przejdź do treści
Magazyn

Połowa moich tekstów jest już nieprawdą. I dobrze

O tym, dlaczego pisanie o sztucznej inteligencji to zawód, w którym data ważności jest krótsza niż na jogurcie.

8 min czytania
Połowa moich tekstów jest już nieprawdą. I dobrze

👁 150 przeczytań

// w skrócie
  • Autor przeczytał wszystkie teksty o AI z ostatnich 12 miesięcy i stwierdził, że połowa z nich jest dziś przestarzała i nieaktualna.
  • Najszybciej dezaktualizują się teksty z konkretnymi nazwami wersji, cenami i zrzutami ekranu - im więcej szczegółów, tym krótsze życie artykułu.
  • Autor świadomie zostawia przestarzałe teksty z błędami w archiwum, bo ich istnienie dowodzi, że przez cały czas naprawdę myślał zamiast przepisywać komunikaty prasowe.

Zrobiłem sobie w styczniu prezent, którego nikomu nie polecam: usiadłem i przeczytałem wszystko, co napisałem o sztucznej inteligencji przez ostatnie dwanaście miesięcy. Wszystko. Od pierwszego do ostatniego akapitu, w kolejności chronologicznej, jak człowiek, który postanowił obejrzeć własne stare zdjęcia z wakacji i dopiero po godzinie zrozumiał, że to była pomyłka. Wnioski? Połowa tych tekstów jest dziś przestarzała. Nie „trochę nieaktualna”. Przestarzała. Martwa. Nadająca się do gabloty z podpisem „tak kiedyś wyglądał internet”.

I zamiast się tym załamać - a przyznaję, że przez jeden wieczór miałem ochotę usunąć pół archiwum i udawać, że nigdy się nie wydarzyło - postanowiłem zrobić coś odwrotnego. Postawić tezę, której będę bronił przez cały ten tekst: przestarzałość moich tekstów nie jest moją porażką. Jest dowodem, że w ogóle warto było je pisać.

Połowa moich tekstów jest już nieprawdą. I dobrze

Data ważności krótsza niż na jogurcie

Są tematy, o których można napisać raz i wracać do tekstu przez dekadę. Historia. Filozofia. Dobre przepisy na rosół. Piszesz „cebulę podsmażamy na złoto” i to zdanie będzie prawdziwe, kiedy ja już dawno przestanę pisać, a ktoś inny będzie prowadził bloga o czymś, o czym dziś nie mamy pojęcia. To komfortowa pozycja. Piszesz o rzeczy, która stoi w miejscu, i możesz się czuć jak strażnik wiecznej prawdy.

Pisanie o AI to jest dokładne przeciwieństwo tego komfortu. To jest zawód, w którym data ważności twojego tekstu bywa krótsza niż na jogurcie w promocji. Napisałem kiedyś obszerny, dopieszczony poradnik o tym, jak obejść pewne ograniczenie danego modelu - jak sprytnie sformułować polecenie, żeby dostać to, czego się chce. Byłem z niego dumny jak paw. Trzy miesiące później to ograniczenie po prostu zniknęło, bo ktoś w jakimś biurowcu wypuścił nową wersję i mój genialny obchodzik stał się opisem drogi, której już nie ma. Zostawiłem tekst na blogu. Świadomie. Jako nagrobek.

Bo w tym cała rzecz: kiedy piszesz o technologii, która zmienia się co kwartał, twój tekst nie jest mapą terenu. Jest zdjęciem terenu z konkretnego dnia. A teren jest ruchomy. To trochę tak, jakby ktoś kazał ci fotografować chmury i potem oceniał cię po tym, czy chmury nadal wyglądają tak samo. Nie wyglądają. I nigdy nie miały.

Co się zestarzało, a co przeżyło

Kiedy przejrzałem archiwum uważniej, zauważyłem, że przestarzałość nie rozłożyła się równomiernie. To nie było tak, że starsze teksty umarły, a nowsze żyją. Umierało coś zupełnie innego.

Umarły wszystkie teksty, w których podawałem konkrety. Nazwy wersji. Ceny. Zrzuty ekranu z przyciskami, których już nie ma, bo ktoś przeprojektował interfejs. Listy „dziesięciu najlepszych narzędzi”, z których trzy już nie istnieją, dwa zostały wykupione i zamknięte, a jedno zmieniło się nie do poznania. To była ta połowa, która mnie zabolała. Bo wkładałem w te teksty najwięcej pracy, najwięcej researchu, najwięcej godzin klikania i sprawdzania. I to właśnie one rozłożyły się najszybciej. Im więcej konkretu, tym krótsze życie.

A co przeżyło? Przeżyły teksty, w których się myliłem, ale myliłem się o coś ważnego. Przeżyły felietony, w których nie pisałem „kliknij tutaj”, tylko „zastanówmy się, co to z nami robi”. Przeżyły akapity, w których miałem odwagę mieć zdanie zamiast robić za instrukcję obsługi. Okazało się, że najtrwalsze jest to, co najbardziej moje.

Konkret się starzeje. Sposób myślenia zostaje. Jeśli twój tekst po roku jest bezużyteczny, to znaczy, że napisałeś instrukcję. Jeśli po roku ktoś nadal chce się z nim kłócić - napisałeś coś, co żyje.

To był dla mnie moment otrzeźwienia. Przez cały rok wydawało mi się, że moja wartość polega na tym, że wiem, który przycisk jest gdzie i która wersja umie co. A prawda jest taka, że tę wiedzę i tak wszyscy mają na wyciągnięcie ręki, i to zawsze aktualną. Nikt nie potrzebuje mnie do tego, żeby dowiedzieć się, że jakiś model dostał nową funkcję. Potrzebuje mnie - jeśli w ogóle - do tego, żeby ktoś mu powiedział, czy to wszystko ma sens.

Połowa moich tekstów jest już nieprawdą. I dobrze

Pokusa udawania, że się nie pomyliłem

Jest w tym zawodzie pokusa, o której mało kto mówi głośno, a która jest naprawdę silna. Pokusa cichego poprawiania. Wracasz do starego tekstu, po kryjomu zmieniasz datę, aktualizujesz nazwy, podmieniasz zrzuty ekranu i udajesz przed czytelnikiem, a przede wszystkim przed samym sobą, że zawsze wiedziałeś, jak będzie. Że nigdy się nie myliłeś. Że jesteś prorokiem, który od początku widział to, co inni dopiero teraz zaczynają dostrzegać.

Robiłem tak. Przyznaję się bez bicia. Kilka razy wszedłem do panelu, otworzyłem stary tekst i zacząłem go po cichu retuszować, żeby lepiej pasował do tego, co wiem dzisiaj. I za każdym razem, kiedy to robiłem, czułem się jak ktoś, kto fałszuje własną historię. Bo to właśnie jest fałszowanie historii. Najgorsze w tym jest to, że odbieramy sobie w ten sposób jedyną rzecz, którą mamy wobec czytelnika naprawdę cennego - wiarygodność.

Wyobraźcie sobie kogoś, kto pisze o rynku, o inwestycjach, o czymkolwiek, co wymaga przewidywania. I który po każdej pomyłce po cichu poprawia swoje archiwum tak, żeby wyglądało, że zawsze miał rację. Po roku ma archiwum samych trafień. Genialnie, prawda? Tyle że to archiwum jest warte dokładnie tyle, co puste. Bo skoro nigdy się nie mylił, to znaczy, że nigdy nic nie ryzykował. A kto nic nie ryzykuje, ten nic ciekawego nie ma do powiedzenia.

Dlatego postanowiłem, że przestarzałe teksty zostają. Z błędami. Z prognozami, które się nie sprawdziły. Z zachwytami nad rzeczami, które okazały się ślepą uliczką. To jest moje archiwum pomyłek i jestem z niego, o dziwo, coraz bardziej dumny. Bo ono udowadnia, że przez cały ten czas naprawdę myślałem, a nie tylko przepisywałem cudze komunikaty prasowe.

Dlaczego w ogóle o tym piszę

Co sam z tego zbudowałem

Osiem narzędzi, które powstały z problemów opisywanych na tym blogu - razem z tym, czego nie udało się dowieźć.

Zobacz portfel

Można by w tym miejscu wzruszyć ramionami i powiedzieć: no dobra, Piotr, twoje teksty się starzeją, wielkie rzeczy, wszystko się starzeje. I mielibyście rację, gdyby nie jedno. To nie jest problem tylko mój, blogerski, egoistyczny. To jest coś, co dotyczy każdego, kto próbuje dziś zrozumieć świat, w którym technologia zmienia się szybciej, niż zdążymy o niej pomyśleć.

Bo jeśli mój tekst po roku jest przestarzały, to co z waszymi decyzjami? Co z firmą, która pół roku temu wdrożyła jakieś narzędzie na podstawie tego, jak wyglądało wtedy? Co z człowiekiem, który nauczył się jednej metody i jest przekonany, że ona jest jedyna słuszna, bo tak było, kiedy się jej uczył? Żyjemy w czasach, w których wiedza operacyjna - ta konkretna, praktyczna, „który przycisk” - psuje się w tempie, do którego nasze głowy nie są przystosowane. My jesteśmy ewolucyjnie zaprojektowani do świata, w którym rzeczy trwają. Uczyłeś się polować raz i polowałeś tak samo przez czterdzieści lat. A teraz uczysz się czegoś w poniedziałek i w piątek to jest nieaktualne.

To jest naprawdę męczące. I myślę, że spora część zmęczenia, które ludzie czują w kontakcie z AI, nie bierze się z samej technologii, tylko właśnie z tego - z poczucia, że cokolwiek się nauczysz, zaraz i tak trzeba będzie uczyć się od nowa. Że nie ma dokąd dojść, bo meta ciągle się przesuwa. To jest wyczerpujące i nie zamierzam udawać, że nie jest.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →

Jedyna rada, którą jestem gotów podpisać na dłużej

Skoro połowa moich konkretów się starzeje, to co ma sens? Doszedłem do jednej odpowiedzi i jestem gotów się pod nią podpisać nawet za rok, kiedy pewnie znów przeczytam całe archiwum i znów się skrzywię. Otóż: przestańcie zapamiętywać odpowiedzi, zacznijcie zapamiętywać pytania.

Konkretna metoda promptowania się zestarzeje. Ale pytanie „czego ja właściwie od tego narzędzia chcę” jest wieczne. Konkretna wersja modelu zniknie. Ale pytanie „czy naprawdę potrzebuję to zautomatyzować, czy tylko mnie kusi, bo mogę” będzie aktualne, dopóki będziemy ludźmi. Lista najlepszych narzędzi się zdezaktualizuje w kwartał. Ale umiejętność oceny, czy dane narzędzie jest do mnie skrojone, czy tylko dobrze się sprzedaje, zostanie na całe życie.

To dlatego coraz mniej chce mi się pisać poradniki, a coraz bardziej felietony. Nie dlatego, że jestem leniwy, tylko dlatego, że przeczytałem własne archiwum i policzyłem, co przeżyło. Instrukcje umarły. Zostało myślenie. A skoro tak, to szkoda mojego i waszego czasu na produkcję rzeczy, które psują się szybciej, niż zdążę je opublikować.

Wiem, że to niepopularne. Ludzie chcą konkretów. Chcą „dziesięciu sposobów”, chcą „zrób to i to”, chcą gotowca, który wkleją i będą mieli spokój. Rozumiem to. Sam bym chciał. Problem w tym, że gotowiec, który dziś działa, jutro jest złomem, a umiejętność samodzielnego myślenia nie zestarzeje się nigdy. To jest niewygodna prawda, bo wymaga wysiłku. Ale nie znam lepszej.

Więc tak - połowa moich tekstów z zeszłego roku jest przestarzała. Zostawiam je tam, gdzie są. Niech leżą jak stare gazety na strychu, dowód na to, że kiedyś świat wyglądał inaczej i że ktoś to zauważył na czas. A za rok znów usiądę, znów przeczytam wszystko i znów zobaczę, że połowa umarła. I wtedy będę wiedział, że nadal robię coś, co ma sens. Bo dzień, w którym przeczytam swoje archiwum i wszystko będzie idealnie aktualne, będzie dniem, w którym przestałem pisać o czymkolwiek żywym. A na to jeszcze za wcześnie.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Dlaczego teksty o sztucznej inteligencji szybko się dezaktualizują?

Technologia AI zmienia się co kwartał, więc konkretne porady, nazwy wersji i opisy interfejsów tracą ważność szybciej niż data na jogurcie. Autor opisuje przypadek poradnika o obchodzeniu ograniczeń modelu, który stał się bezużyteczny już po trzech miesiącach, gdy nowa wersja po prostu zlikwidowała to ograniczenie.

Co warto robić, żeby wiedza o AI nie starzała się tak szybko?

Zamiast zapamiętywać konkretne odpowiedzi i metody, lepiej zapamiętywać pytania - na przykład 'czego właściwie chcę od tego narzędzia' albo 'czy naprawdę potrzebuję to zautomatyzować'. Umiejętność oceny narzędzi i samodzielnego myślenia nie dezaktualizuje się w przeciwieństwie do list najlepszych aplikacji, które tracą aktualność w kwartał.

Czy powinienem aktualizować stare teksty o AI, żeby były zgodne z obecnym stanem rzeczy?

Autor odradza ciche poprawianie archiwum i podmianę dat, bo nazywa to wprost fałszowaniem własnej historii. Takie działanie niszczy wiarygodność - ktoś, kto w archiwum ma same trafienia, nigdy nic nie ryzykował i nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

Jakie teksty o AI przetrwają próbę czasu?

Przeżywają felietony i teksty, w których autor ma własne zdanie i zastanawia się nad konsekwencjami technologii, a nie instrukcje obsługi z konkretnymi przyciskami. Jak pisze autor: jeśli po roku ktoś nadal chce się kłócić z tekstem, to znaczy, że ten tekst żyje.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

AUTOR I WYDAWCA

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony

🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Lovable Pro 450 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× ‹ powiększenie ›