Przejdź do treści
Magazyn

Połowa mnie się zdezaktualizowała i to najlepsze, co mi się przydarzyło

O tym, dlaczego pisanie o AI starzeje się szybciej niż mleko i co to mówi o nas, którzy je piszemy.

8 min czytania
Połowa mnie się zdezaktualizowała i to najlepsze, co mi się przydarzyło

👁 111 przeczytań

// w skrócie
  • Autor odkrył w styczniu, że połowa jego tekstów z minionego roku jest już nieaktualna - dokładnie ta, w której relacjonował nowości, zamiast wyrażać własne opinie.
  • Teksty opisujące konkretne funkcje i aktualizacje modeli zestarzały się w tygodniach, podczas gdy te zawierające odważne interpretacje i osobiste zdanie przeżyły cały rok.
  • Autor zamierza pisać o nowościach wyłącznie jako pretekście do mówienia o ludziach, pracy i strachu - nie jako o temacie samym w sobie.

Zrobiłem sobie w styczniu prezent, którego nikomu nie życzę: przeczytałem po kolei wszystko, co napisałem na tym blogu przez ostatni rok. Od pierwszego do ostatniego akapitu, z tą samą powagą, z jaką czyta się cudzy tekst przed wysłaniem opinii. I mniej więcej w połowie tej lektury dotarło do mnie coś, co powinienem był przewidzieć, a jednak mnie zabolało: połowa tego, co napisałem, jest dziś nieaktualna. Nie „trochę do odświeżenia”. Przestarzała. Martwa. Napisana o narzędziach, których już nie ma, o limitach, które zniknęły, o zachowaniach modeli, które ktoś w międzyczasie po cichu załatał aktualizacją w środku nocy.

I zamiast wpaść w panikę, poczułem coś dziwnie bliskiego uldze. Bo ta martwa połowa okazała się mapą. Pokazała mi, gdzie przez cały rok byłem leniwy, gdzie udawałem eksperta, a gdzie naprawdę myślałem. Problem w tym, że nie zdezaktualizowały się teksty przypadkowe. Zdezaktualizowała się bardzo konkretna połowa. I to jest cała historia.

Połowa mnie się zdezaktualizowała i to najlepsze, co mi się przydarzyło

Data ważności jak na kefirze

Pisanie o sztucznej inteligencji ma jedną cechę, o której nikt nie uprzedza początkujących: to najszybciej psujący się gatunek publicystyki, jaki znam. Tekst o polityce sprzed roku bywa aktualny do bólu. Esej o ludzkiej naturze sprzed dwóch tysięcy lat wciąż działa. Ale poradnik „jak najlepiej rozmawiać z modelem X” ma trwałość świeżej ryby. Napisałem kilka takich. Były dobre. Ludzie je udostępniali. A dziś czytam je jak instrukcję obsługi magnetowidu - z sympatią i lekkim zażenowaniem.

Najgorsze, że wtedy naprawdę wierzyłem, że opisuję coś trwałego. Że „tak to działa”. Otóż nie działa tak od dawna. Model, który opisywałem, dostał następcę, potem następcę następcy, a każda z tych wersji miała inny temperament, inne słabości i inne sztuczki, którymi dało się ją podejść. Wszystkie moje sprytne obserwacje o tym, że „warto zaczynać prompt od roli”, zestarzały się nie dlatego, że były błędne, tylko dlatego, że opisywały pogodę, a nie klimat.

I tu jest sedno rzeczy, które zrozumiałem dopiero przy tej styczniowej lekturze. Teksty, które umarły, to były teksty o pogodzie. O tym, co akurat padało za oknem konkretnego modelu w konkretnym tygodniu. A te, które przeżyły, mówiły o klimacie - o tym, jak w ogóle myśleć o maszynie, która udaje, że rozumie.

Połowa, której nie żałuję, i połowa, której się wstydzę

Kiedy podzieliłem te teksty na dwie kupki, wyszło coś, co mnie samego zawstydziło swoją oczywistością. Na kupce „wciąż aktualne” leżały teksty, w których miałem odwagę mieć zdanie. W których pisałem, że coś jest przereklamowane, że boję się konkretnej rzeczy, że nie kupuję hurraoptymizmu, że moim zdaniem cała branża pędzi w złą stronę. Te teksty zestarzały się pięknie, jak dobra kurtka. Może w kilku punktach się myliłem, ale przynajmniej myliłem się szczerze i było widać, że to napisał człowiek.

Na drugiej kupce, tej martwej, leżały teksty grzeczne. Opisowe. Takie, w których byłem korespondentem wojennym relacjonującym z bezpiecznej odległości, co ogłosiła kolejna firma. „Nowa funkcja pozwala na”. „Model teraz obsługuje”. „Aktualizacja wprowadza”. Byłem tubą. Przekaźnikiem. I dokładnie te teksty, w których najbardziej się starałem być obiektywny, rzeczowy i profesjonalny, umarły najszybciej, bo obiektywna relacja z premiery jest aktualna dokładnie do następnej premiery.

Nie zdezaktualizowały się moje opinie. Zdezaktualizowało się moje udawanie, że opinii nie mam.

To była gorzka lekcja, bo przez rok wmawiałem sobie, że rzetelność to opisywanie faktów. A okazało się, że rzetelność to raczej odwaga interpretacji. Fakty o AI mają termin przydatności liczony w tygodniach. Interpretacja - jeśli jest odważna i uczciwa - potrafi żyć latami, nawet gdy się zestarzeje. Bo wtedy staje się świadectwem tego, jak myślano w danym momencie. A relacja z premiery staje się tylko śmieciem w archiwum.

Połowa mnie się zdezaktualizowała i to najlepsze, co mi się przydarzyło

Kult nowości, czyli dlaczego wszyscy piszemy to samo

Zauważyłem u siebie mechanizm, który podejrzewam, że dotyka każdego, kto pisze o tej branży. Nazywam go kultem nowości. Polega na tym, że pisze się o rzeczy, bo jest nowa, a nie dlatego, że jest ważna. Te dwie kategorie tylko czasem się pokrywają.

Wyobraźcie sobie tę mechanikę: jakaś firma ogłasza aktualizację o dziesiątej rano. O jedenastej pół polskiego internetu ma już o tym tekst. Wszystkie te teksty są niemal identyczne, bo wszystkie opierają się na tym samym komunikacie prasowym, przepisanym własnymi słowami z dodatkiem trzech przymiotników. Ja też takie pisałem. Ścigałem się z zegarem, bo wydawało mi się, że jak nie napiszę dziś, to jutro nikogo to nie obchodzi. I miałem rację - jutro faktycznie nikogo to nie obchodziło. Łącznie ze mną.

To jest pułapka, w którą wpada się z najlepszymi intencjami. Chcesz być na bieżąco. Chcesz, żeby czytelnik dowiedział się od ciebie. A kończysz jako kolejny głos w chórze śpiewającym ten sam komunikat prasowy. Kult nowości sprawia, że produkujemy treści o dacie ważności krótszej niż czas, jaki zajęło ich napisanie.

I najzabawniejsze jest to, że czytelnik wcale tego od nas nie oczekuje. Komunikat prasowy przeczyta sobie sam, jak zechce. Ode mnie chce czegoś innego - chce wiedzieć, co ja o tym sądzę. Czy warto. Czy się boję. Czy to zmienia jego pracę, jego dzień, jego głowę. A tego akurat w większości moich zeszłorocznych tekstów było najmniej, bo byłem zbyt zajęty byciem pierwszym.

Co znaczy pisać o czymś, co zmienia się szybciej niż zdanie

Co sam z tego zbudowałem

Osiem narzędzi, które powstały z problemów opisywanych na tym blogu - razem z tym, czego nie udało się dowieźć.

Zobacz portfel

Jest w tym wszystkim głębszy problem, z którym mierzy się każdy, kto opisuje technologię pędzącą szybciej, niż jesteśmy w stanie o niej myśleć. Kiedy przedmiot twojego pisania zmienia się co miesiąc, masz dwa wyjścia. Możesz gonić - i wtedy jesteś zawsze spóźniony, zawsze zdyszany, zawsze piszesz o czymś, co za tydzień będzie nieaktualne. Albo możesz się zatrzymać i pisać o rzeczach, które się nie zmieniają, mimo że narzędzia wokół nich wirują jak karuzela.

Bo pewne rzeczy się nie zmieniają. Nie zmienia się to, że ludzie mają skłonność wierzyć maszynie, która mówi pewnym tonem. Nie zmienia się to, że wygoda potrafi uśpić czujność. Nie zmienia się to, że oddajemy tym systemom coraz więcej myślenia i coraz mniej się nad tym zastanawiamy. Nie zmienia się lęk o pracę, pokusa oszczędzania na jakości, pokusa ściągania na skróty. To są tematy, które będą aktualne, gdy dzisiejsze modele będą już eksponatami muzealnymi obok magnetowidu.

Moje teksty o tych rzeczach przeżyły. Nie dlatego, że jestem mądrzejszy niż wtedy, tylko dlatego, że przypadkiem trafiłem w warstwę, która się nie psuje. I teraz, po tej styczniowej lekturze, chcę już celowo pisać o tej warstwie, a nie o pianie na jej powierzchni.

Nie oznacza to, że nigdy nie napiszę o nowej funkcji. Napiszę. Ale różnica jest taka: chcę pisać o nowości jako pretekście, nie jako temacie. Nowa funkcja to okazja, żeby powiedzieć coś o nas, o pracy, o strachu, o wygodzie. Sama funkcja mnie już nie interesuje. Interesuje mnie, co ona z nami robi. To pierwsze się zdezaktualizuje do wiosny. To drugie może zostać.

Wstyd jako narzędzie pracy

Ktoś mógłby powiedzieć: przecież to normalne, że stare teksty o technologii się starzeją, po co robić z tego dramat. I ma rację. Ale ja nie robię dramatu z tego, że się zestarzały. Robię rachunek sumienia z tego, dlaczego akurat te, a nie inne.

Bo gdyby zestarzały się losowo, machnąłbym ręką. Tymczasem zestarzała się dokładnie ta połowa, w której byłem tchórzem. W której nie chciałem się narazić, nie chciałem ryzykować, wolałem być poprawny niż szczery. Okazuje się, że tchórzostwo ma krótszą datę ważności niż odwaga. To całkiem sprawiedliwe.

Przeczytanie własnych tekstów po roku polecam każdemu, kto pisze - i to nie jako miłe wspomnienie, tylko jako zimny prysznic. To brutalny audyt. Widać w nim wszystko: gdzie się starałeś, gdzie odbębniłeś, gdzie napisałeś coś, w co nie wierzyłeś, tylko dlatego, że akurat trzeba było coś opublikować. Tekst pamięta o tobie więcej, niż byś chciał. A po roku dystansu pamięta to całkiem bezlitośnie.

Znalazłem u siebie akapity, których się wstydzę - nie dlatego, że były głupie, tylko dlatego, że były puste. Ładnie napisana pustka. Zgrabne zdania o niczym. I te akapity zdezaktualizowały się jako pierwsze, bo pustka nie ma czego bronić przed upływem czasu. Kiedy nic nie mówisz, każda zmiana świata cię unieważnia. Kiedy mówisz coś prawdziwego, świat może się zmienić, a twoje zdanie zostaje jako ślad tego, jak się wtedy myślało.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Do zobaczenia za rok

Nie zamierzam usuwać tej martwej połowy. Zostawię ją tam, gdzie jest, jako pomnik własnej naiwności i dowód, że kiedyś naprawdę wierzyłem, że warto ścigać się z komunikatami prasowymi. Niech leży. Ktoś kiedyś ją znajdzie i uśmiechnie się tak, jak ja uśmiecham się dziś do siebie sprzed roku.

Ale wnioski na ten rok mam twarde. Mniej gonienia, więcej myślenia. Mniej relacjonowania, więcej opinii. Mniej „model teraz obsługuje”, więcej „moim zdaniem to niebezpieczne”. Chcę pisać rzeczy, które za dwanaście miesięcy będą mogły się zestarzeć wyłącznie z godnością - jako zapis tego, co sądziłem, a nie jako nieważna instrukcja obsługi czegoś, czego już nie ma.

Za rok znowu usiądę i przeczytam wszystko od nowa. Wiem już, że część będzie do wyrzucenia. Taki jest los pisania o czymś, co zmienia się szybciej niż zdanie. Ale mam teraz jeden konkretny cel, mały i uparty: chcę, żeby ta martwa połowa była za rok mniejsza, i chcę, żeby umierała z innych powodów niż tchórzostwo.

Bo jeśli mam się zdezaktualizować - a zdezaktualizuję się na pewno - to niech to będzie dlatego, że świat mnie wyprzedził, a nie dlatego, że sam sobie nie ufałem na tyle, żeby coś naprawdę powiedzieć. To pierwsze jest losem. To drugie jest wyborem. I to jest jedyna część tego rachunku, na którą mam realny wpływ.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Dlaczego teksty o sztucznej inteligencji tak szybko się dezaktualizują?

Autor porównuje pisanie o AI do opisywania pogody zamiast klimatu - relacja z premiery narzędzia jest aktualna dokładnie do następnej premiery. Teksty oparte na komunikatach prasowych mają datę ważności krótszą niż czas ich napisania.

Jakie teksty o AI przeżywają próbę czasu?

Przeżywają teksty, które mówią o rzeczach niezmiennych - o ludzkiej skłonności do ufania maszynie mówiącej pewnym tonem, o lęku o pracę, o pokusie oddawania myślenia systemom. Te tematy będą aktualne, gdy dzisiejsze modele staną się eksponatami muzealnymi.

Czym jest kult nowości w pisaniu o technologii?

To mechanizm, w którym pisze się o rzeczy dlatego, że jest nowa, a nie dlatego, że jest ważna - te dwie kategorie tylko czasem się pokrywają. Efektem jest pisanie niemal identycznych tekstów opartych na tym samym komunikacie prasowym, przepisanym własnymi słowami z dodatkiem trzech przymiotników.

Jak ocenić jakość własnych starych tekstów?

Autor poleca przeczytanie własnych tekstów po roku jako zimny prysznic i brutalny audyt - widać w nim, gdzie się starałeś, gdzie odbębniłeś i gdzie napisałeś coś, w co nie wierzyłeś. Tekst pamięta o autorze więcej, niż by chciał, i po roku robi to bezlitośnie.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony

🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok n8n Cloud Starter 320 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie