Google zmienił politykę prywatności: treści z Gmaila mogą karmić reklamy. Policzyłem, ile wart jest jeden europejski użytkownik
16 października weszła w życie nowa wersja polityki prywatności Google, w której zniknęła bezwarunkowa obietnica, że treści z Gmaila, Zdjęć i Dysku nie posłużą do personalizacji reklam. Przeliczyłem przychody reklamowe Google w regionie EMEA na jednego użytkownika i zestawiłem to z tym, ile danych faktycznie oddaje przeciętny polski posiadacz konta Google.

👁 118 przeczytań
Zmiana jest jednozdaniowa i łatwo ją przeoczyć. W polityce prywatności Google, która obowiązuje od 16 października 2026 roku, deklaracja o nieużywaniu treści z Gmaila, Dysku i Zdjęć do personalizowania reklam dostała doklejony warunek: obowiązuje, chyba że zdecydujesz się udostępnić dane z tych usług innym usługom Google, które obsługują reklamy spersonalizowane. Jedno zdanie podrzędne zamienia obietnicę w opcję domyślną, od której istnieje wyjątek. Zmianę jako pierwszy wychwycił serwis Android Authority, a opisał ją Dexerto.
Jedno zdanie podrzędne, które zmienia konstrukcję całej obietnicy
Warto zobaczyć, jak wyglądała ta deklaracja wcześniej. Przez lata Google powtarzało wersję bezwarunkową: treści z Gmaila, Dysku i Zdjęć nie są używane do kierowania reklam, kropka. Firma zrezygnowała ze skanowania Gmaila pod kątem reklam w 2017 roku i zrobiła z tego element marketingu usług dla firm. Nowa formuła nie odwołuje tamtej obietnicy wprost - przenosi ją z poziomu zasady na poziom ustawienia konta, które użytkownik może sam wyłączyć, włączając funkcje Personal Intelligence w Wyszukiwarce i Gemini.

„Nie wykorzystujemy treści z Dysku, Gmaila i Zdjęć do personalizowania reklam, chyba że zdecydujesz się udostępnić dane z tych usług innym usługom Google, które obsługują reklamy spersonalizowane.” - fragment polityki prywatności Google obowiązującej od 16 października 2026 roku.
Praktyczna różnica jest taka: żeby skorzystać z asystenta, który podpowie restaurację obok hotelu z potwierdzenia rezerwacji w skrzynce, trzeba dać Gemini dostęp do skrzynki. A dane wpuszczone do tego obiegu przestają być chronione tamtym zapisem. Google podkreśla, że reklamodawcy nie dostają bezpośrednio treści e-maili ani zdjęć i że wyjątek dotyczy wyłącznie danych udostępnionych świadomie. To prawda i to ważne zastrzeżenie - problem w tym, że granica „świadomie” biegnie dziś przez ekran powitalny nowej funkcji, a nie przez osobną zgodę reklamową.
Policzyłem, ile Google zarabia rocznie na jednym europejskim użytkowniku
Najciekawsza liczba w tej sprawie nie leży w polityce prywatności, tylko w sprawozdaniach finansowych. Alphabet raportuje przychody w podziale na regiony, a w kategorii EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) zamknął 2025 rok kwotą rzędu 118 miliardów dolarów. Google podaje też, że Gmail ma ponad 2 miliardy aktywnych kont na świecie, z czego na Europę przypada według szacunków branżowych mniej więcej jedna piąta bazy, czyli około 400 milionów użytkowników. Zestawienie tych dwóch wielkości daje przychód rzędu 295 dolarów rocznie na jednego użytkownika w regionie EMEA, czyli po kursie 3,78 złotego - około 1 115 złotych. Na miesiąc wychodzi mniej więcej 93 złote.
Ta kwota to oczywiście cały przychód regionalny podzielony przez liczbę kont, a nie wartość samych danych z Gmaila. Ale pokazuje skalę stawki. Jeśli dostęp do kontekstu ze skrzynki pocztowej podniesie skuteczność kierowania reklam choćby o dwa procent - a to ostrożne założenie przy reklamach kontekstowych, gdzie branża mówi o kilkunastoprocentowych skokach konwersji - to przy 400 milionach europejskich kont mówimy o 2,36 miliarda dolarów rocznie, czyli blisko 8,9 miliarda złotych. To jest rząd wielkości, dla którego warto przepisać jedno zdanie w dokumencie prawnym.
Ile danych oddaje polski użytkownik konta Google
Drugą stronę rachunku też da się oszacować. Przeciętny użytkownik poczty odbiera według raportów Radicati w okolicach 120 wiadomości dziennie, co daje około 44 tysiące e-maili rocznie. Do tego dochodzą zdjęcia - typowy posiadacz smartfona robi ich około tysiąca rocznie, a Google Photos przechowuje je z pełnymi metadanymi EXIF: współrzędne GPS, data, godzina, model aparatu. Zdjęcie z geolokalizacją to w praktyce punkt na mapie z sygnaturą czasową. Tysiąc zdjęć to tysiąc punktów, z których odtwarza się trasa dojazdu do pracy, miejsce wakacji i adres domowy.
Suma jest taka: około 45 tysięcy rekordów rocznie, z czego każdy zawiera treść, nadawcę lub lokalizację i znacznik czasu. Przy przychodzie 1 115 złotych rocznie na użytkownika wychodzi mniej więcej 2,5 grosza na jeden rekord. To jest cena, po jakiej - w uproszczeniu i na poziomie statystycznym - rynek wycenia pojedynczy e-mail albo pojedyncze zdjęcie z twojego telefonu. Dzielenie to moje, Google takiego przelicznika nie publikuje i nie musi.
RODO wymaga zgody osobnej, a nie wbudowanej w nową funkcję
Teraz kwestia, która w polskich warunkach jest najważniejsza. RODO nie zabrania przetwarzania danych z poczty do reklam, ale stawia warunki, jak ma wyglądać zgoda. Artykuł 7 ustęp 2 rozporządzenia mówi wprost, że jeśli zgoda jest częścią szerszego dokumentu, musi być przedstawiona w sposób wyraźnie odróżniający ją od pozostałych kwestii. Motyw 32 dodaje, że milczenie, okienka domyślnie zaznaczone i bezczynność nie są zgodą. A przy danych, które mogą ujawniać stan zdrowia, poglądy polityczne czy orientację - a treść skrzynki pocztowej ujawnia to codziennie - wchodzi artykuł 9 i wymóg zgody wyraźnej.
Pytanie brzmi więc, czy zaakceptowanie funkcji asystenta w Gemini spełnia test osobnej, wyraźnej zgody na przetwarzanie reklamowe. Moim zdaniem nie - bo użytkownik klika w coś, co jest mu przedstawione jako usprawnienie skrzynki, a skutkiem ubocznym jest rozszerzenie profilu reklamowego. To dokładnie ten mechanizm, za który francuski CNIL w styczniu 2022 roku nałożył na Google karę 150 milionów euro - czyli po kursie 4,30 złotego 645 milionów złotych - za to, że odmowa plików cookie wymagała więcej kliknięć niż zgoda. Wcześniej, w 2019 roku, ten sam organ ukarał Google kwotą 50 milionów euro (215 milionów złotych) właśnie za brak ważnej zgody na personalizację reklam i za rozproszenie informacji po wielu dokumentach. Zestawienie tych dwóch kar daje 860 milionów złotych - i jednocześnie pokazuje, że przy przychodzie rzędu 8,9 miliarda złotych rocznie z samego wzrostu skuteczności kierowania taka kara jest dla Alphabetu kosztem operacyjnym, nie barierą.
Co zrobić z polskim kontem Google w najbliższy weekend
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Polski UODO na razie się w tej sprawie nie wypowiedział, co nie dziwi - główny nadzór nad Google w UE sprawuje irlandzka Data Protection Commission w ramach mechanizmu one-stop-shop, więc ewentualne postępowanie ruszy z Dublina, a UODO będzie jednym z organów zainteresowanych. Praktyczny wniosek dla czytelnika jest taki, że nie ma co czekać na decyzję, która w irlandzkim tempie zapadnie za dwa, trzy lata. Trzeba wejść na stronę ustawień konta Google, w sekcji Dane i prywatność odnaleźć pozycję Personal Intelligence oraz Rekomendacje spersonalizowane i rozłączyć tam Gmaila, Zdjęcia i Dysk. Osobno warto sprawdzić zakładkę Personalizacja reklam i wyłączyć ją całkowicie.
Jedno zastrzeżenie, o którym Google nie mówi głośno: rozłączenie aplikacji nie kasuje tego, co już zostało zapisane w historii usług wyszukiwania. Dane zebrane między 16 października a momentem wyłączenia zostają na serwerach i trzeba je usunąć ręcznie, przez narzędzie Moja aktywność, wybierając usunięcie całego zakresu czasowego. To oznacza, że każdy dzień zwłoki to kolejne 120 e-maili i kilka zdjęć z geolokalizacją w puli, której potem trzeba szukać osobno. Przy wspomnianych 45 tysiącach rekordów rocznie tydzień zwłoki to mniej więcej 860 rekordów do ręcznego sprzątania.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dwie polityki obok siebie
| Element | Polityka do 15.10.2026 | Polityka od 16.10.2026 |
| Treści z Gmaila, Dysku, Zdjęć w reklamach | Wykluczone bezwarunkowo | Wykluczone, chyba że użytkownik udostępni dane innym usługom |
| Podstawa wyłączenia | Zasada w dokumencie | Ustawienie konta |
| Punkt wyrażenia zgody | Brak - nie było takiej opcji | Włączenie funkcji Personal Intelligence |
| Usunięcie danych po rezygnacji | Nie dotyczy | Nie następuje automatycznie |
Największa zmiana nie polega więc na tym, że Google zaczyna czytać pocztę - bo w sensie reklamowym nie zaczyna, dopóki użytkownik sam nie otworzy drzwi. Polega na tym, że decyzja przeniosła się z poziomu firmowej zasady, której nie dało się obejść, na poziom checkboxa w ustawieniach, o którym większość ludzi nie usłyszy. Ten checkbox będzie coraz częściej zaznaczany przy okazji czegoś innego.
Fakty sprawdzone 25 października 2026 roku. Przeliczenia walutowe po kursie 3,78 złotego za dolara i 4,30 złotego za euro. Wyliczenia przychodu na użytkownika i kosztu jednostkowego rekordu są moje, oparte na publicznych danych finansowych Alphabetu i deklarowanej liczbie kont Gmail; Google nie publikuje ARPU w podziale na usługi.
Źródła:
- Dexerto - Google quietly changes privacy policy
- Polityka prywatności Google
- Rozporządzenie RODO, tekst polski (EUR-Lex)
- CNIL - kara 150 mln euro dla Google (2022)
- CNIL - kara 50 mln euro dla Google (2019)
- Alphabet - raporty finansowe dla inwestorów
- Urząd Ochrony Danych Osobowych
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
