✨ Świeża dostawa•nowe kody na kinetyka.pl: Gemini Pro 18 mies. 170 zł•Cursor, ElevenLabs, Lovable i więcej, roczne plany AI w ułamku ceny Zobacz →
Przejdź do treści
Magazyn

Mój poranek przejęła maszyna i nie czuję z tego powodu żadnego dramatu

AI nie zabrało mi poranka z hukiem, tylko po cichu, kawałek po kawałku, i to chyba najbardziej mnie w tym niepokoi.

8 min czytania
Mój poranek przejęła maszyna i nie czuję z tego powodu żadnego dramatu

👁 123 przeczytań

// w skrócie
  • Autor nie czuje dramatu z powodu przejęcia poranka przez AI, bo zmiany następowały stopniowo - przez małe, wygodne kroki, nie jedną głośną decyzję.
  • Autor wyznaczył własną granicę: maszynie oddaje czynności transportowe jak podsumowanie i tłumaczenie, ale zachowuje dla siebie wszystkie momenty wymagające sądu i wyboru.
  • Eksperyment z pierwszą wolną od AI półgodziną po przebudzeniu przyniósł powrót przestrzeni myślowej i kilka pomysłów, których nie byłoby przy natychmiastowej podpowiedzi algorytmu.

Jest 6:41, jeszcze nie piłem kawy, a już podjąłem trzy decyzje, których nie powinienem był podejmować. Trasę do pracy wybrał za mnie telefon. Playlistę dobrał algorytm, który wie o moich porannych nastrojach więcej niż ja sam. A pierwszy mail, który przeczytałem, zdążył zostać podsumowany przez model językowy, zanim moje oczy w ogóle się rozkleiły. Wstałem jako człowiek, ale przez pierwsze dwadzieścia minut funkcjonowałem bardziej jak pasażer własnego życia niż jego kierowca.

I teraz najważniejsze, bo od tego zależy, czy warto czytać dalej: nie będę z tego robił tragedii. Mam serdecznie dość tekstów, w których AI albo zbawia ludzkość, albo ją pożera. Prawda jest nudniejsza i przez to ciekawsza. Sztuczna inteligencja nie wparowała do mojego poranka z fanfarami. Ona się do niego wsączyła - tak jak kiedyś wsączył się smartfon, a wcześniej pilot do telewizora. Bez dramatu. I właśnie ten brak dramatu jest, moim zdaniem, całą historią.

Mój poranek przejęła maszyna i nie czuję z tego powodu żadnego dramatu

Poranek, który przestał być mój bez jednej głośnej decyzji

Zawsze uważałem poranek za ostatni bastion. Wieczór należy do zmęczenia, popołudnie do obowiązków, ale poranek - poranek miał być mój. Ta chwila, w której mózg jest jeszcze miękki, nieuzbrojony, zdolny do przypadkowej myśli. To tam przychodziły mi do głowy najlepsze pomysły, dokładnie dlatego, że nic ich nie organizowało.

Dziś ten bastion jest obsadzony. Nie przez wrogów - przez usługi. Budzik, który analizuje fazy snu. Aplikacja, która mówi mi, że spałem „gorzej niż zwykle”, przez co natychmiast czuję się gorzej, niż czułem się sekundę wcześniej. Kalendarz, który sam zaproponował, żeby przesunąć poranne spotkanie, bo „przewiduje opóźnienie”. Asystent, który podsuwa trzy warianty odpowiedzi na wiadomość, zanim zdążę pomyśleć, czy w ogóle chcę odpowiadać.

Zauważcie - nic z tego nie było przemocą. Każda z tych rzeczy to drobna uprzejmość. Problem w tym, że z drobnych uprzejmości da się zbudować całkiem szczelną klatkę. Nikt mi niczego nie zabrał siłą. Ja sam oddawałem po kawałku, w zamian za wygodę, o którą nawet nie prosiłem.

AI nie odebrało mi poranka w jednym dramatycznym geście. Odebrało go metodą małych kroków, za każdym razem pytając grzecznie, a ja za każdym razem byłem zbyt zaspany, żeby odmówić.

To jest dokładnie ten rodzaj zmiany, którego nie da się dobrze opisać w nagłówku. Nagłówek chce dramatu, wybuchu, „AI zniszczyło”, „AI zrewolucjonizowało”. A tu nie ma wybuchu. Jest erozja. Powolna, przyjemna, aromatyzowana wanilią wygody.

Wygoda jest najlepszym handlowcem, jakiego AI kiedykolwiek zatrudniło

Muszę być uczciwy, bo inaczej ten felieton będzie kłamstwem w pięknym opakowaniu. Te narzędzia działają. Serio działają. Odkąd podsumowania maili robi za mnie model, pierwsza godzina pracy nie zaczyna się od grzebania w skrzynce jak w worku z nieposortowaną pocztą. Odkąd oddałem rutynowe, nudne akapity do wstępnego szkicu maszynie, zostaje mi więcej energii na te zdania, które naprawdę chcę napisać sam. Pisanie tego bloga też w jakiejś części przyspieszyło - nie dlatego, że AI pisze za mnie, tylko dlatego, że przestałem tracić poranną ostrość na czynności, które ostrości nie wymagały.

I tu jest haczyk, na który sam się złapałem. Bo łatwo powiedzieć „oddaję maszynie tylko to, co nudne, a sobie zostawiam to, co twórcze”. Brzmi mądrze. Brzmi jak dorosła, świadoma decyzja. Tylko że granica między „nudne” a „twórcze” nie jest stała. Ona się przesuwa. I przesuwa się zawsze w jedną stronę.

Rok temu „nudne” było dla mnie sortowanie maili. Dziś „nudne” bywa też sformułowanie pierwszego zdania. A pierwsze zdanie, każdy piszący to wie, to nie jest czynność techniczna. Pierwsze zdanie to decyzja o tym, kim jesteś w danym tekście. Jeśli oddaję je maszynie, bo „i tak potem poprawię”, to oddaję coś więcej niż czas. Oddaję moment, w którym tekst mógł pójść w nieoczywistą stronę.

Największym zagrożeniem nie jest to, że AI zrobi coś źle. Jest to, że zrobi wystarczająco dobrze, żebyśmy przestali chcieć robić to sami. Przeciętność na żądanie jest groźniejsza od katastrofy, bo katastrofa budzi, a przeciętność usypia.

Wyobraźcie sobie kogoś - pewnie takiego znacie, a może sami nim jesteście w gorsze dni - kto rano otwiera dokument i zamiast pomyśleć, od razu pyta model, „o czym mam dzisiaj napisać”. Nie ma w tym nic skandalicznego. To po prostu moment, w którym delegowana została nie praca, tylko ciekawość. A ciekawość to jedyny silnik, którego żaden algorytm nie powinien dla nas odpalać.

Mój poranek przejęła maszyna i nie czuję z tego powodu żadnego dramatu

Dlaczego nie wyrzucam tego wszystkiego przez okno

Teraz spodziewacie się zwrotu akcji, w którym ogłaszam cyfrowy detoks, wracam do papierowego notesu i piszę gęsim piórem przy świetle świecy. Nie będzie tego zwrotu. Byłby nieszczery, a poza tym próbowałem i wytrzymałem półtora dnia, zanim tęsknota za wyszukiwarką mnie przegięła.

Nie jestem luddystą. Uważam, że panika wokół AI jest często równie leniwa intelektualnie jak zachwyt. Panikarz i entuzjasta to ta sama osoba w dwóch kostiumach - oboje odmawiają zrobienia rzeczy najtrudniejszej, czyli rozróżnienia. Rozróżnienia między tym, co warto maszynie oddać, a tym, czego oddawać nie wolno, bo przestaniemy wtedy być sobą.

Moja prywatna linia frontu wygląda tak. Oddaję chętnie wszystko, co jest transportem - przewiezienie informacji z punktu A do punktu B. Podsumuj. Przetłumacz. Uporządkuj. Znajdź. To są czynności, w których moja ludzka obecność nie dodaje nic poza zmęczeniem. Natomiast bronię jak niepodległości wszystkiego, co jest sądem - momentu, w którym trzeba zdecydować, co jest ważne, co jest prawdziwe, co jest moje. Maszyna może mi podać dziesięć wariantów. Który wybiorę, to już musi boleć mnie, nie ją.

Brzmi prosto. W praktyce jest to codzienna, drobna dyscyplina, dokładnie tak nudna jak każda dyscyplina. Bo pokusa jest nieustanna i cierpliwa. Narzędzie zawsze szepcze: „mogę to zrobić za ciebie, przecież jesteś zmęczony, przecież się spieszysz”. I ono ma rację co do faktów. Jestem zmęczony, spieszę się. Tylko że nie każda rzecz, którą da się komuś oddać, powinna być oddana.

Poranek jako ćwiczenie z bycia sobą

Wróćmy do tej 6:41. Zrobiłem w ostatnich tygodniach mały eksperyment, bez aplikacji do mierzenia eksperymentów, co samo w sobie było rewolucyjne. Postanowiłem, że przez pierwsze pół godziny po przebudzeniu nie pozwolę żadnej maszynie podjąć za mnie decyzji, która wymaga smaku. Telefon dalej wybiera trasę - proszę bardzo, nie mam ambicji konkurować z nim w znajomości korków. Ale pierwsza myśl dnia ma być moja. Nawet jeśli będzie głupia. Zwłaszcza jeśli będzie głupia.

Efekt był zaskakująco niewielki i zaskakująco duży jednocześnie. Niewielki, bo świat się nie zawalił, produktywność nie spadła, nikt nie zauważył. Duży, bo wróciło coś, czego brak nawet nie umiałem nazwać, dopóki nie wróciło. Przestrzeń. Ten dziwny, nieproduktywny moment, w którym mózg się nudzi i dlatego zaczyna kombinować. Kilka pomysłów, które naprawdę lubię, przyszło właśnie w tych odzyskanych półgodzinach - nie dlatego, że byłem mądrzejszy, tylko dlatego, że nikt mi za szybko nie podsunął gotowej odpowiedzi.

Bo to jest, jak sądzę, prawdziwa cena wygody, której nie widać na pierwszy rzut oka. AI nienawidzi pustki. Każdą ciszę natychmiast chce wypełnić sugestią, każde wahanie - propozycją, każdy pusty dokument - szkicem. A człowiek rośnie właśnie w pustce. W tej niewygodnej chwili, kiedy nie wiesz jeszcze, co myślisz, i musisz to z siebie wydobyć. Jeśli pozwolimy, żeby maszyna wypełniała każdą taką chwilę, przestaniemy mieć własne myśli - będziemy mieli tylko zręcznie zredagowane cudze.

I tu dochodzę do sedna, które chciałbym, żeby zostało w głowie dłużej niż ten tekst. Nie boję się AI, które jest głupie. Boję się AI, które jest tak uprzejme, że przestaję ćwiczyć bycie sobą. Mięsień, którego się nie używa, zanika - to prawda równie stara jak ciało i równie prawdziwa w odniesieniu do umysłu. Jeśli każdego ranka ktoś podnosi za mnie wszystkie ciężary, nie zdziwię się, że pewnego dnia nie uniosę nawet własnej myśli.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →

Więc o co mi w końcu chodzi

Nie o to, żebyście wyłączyli narzędzia. Byłbym hipokrytą, pisząc to na urządzeniu, które samo poprawia mi literówki szybciej, niż je zauważam. Chodzi o coś znacznie mniej efektownego i przez to trudniejszego do sprzedania: o świadomość tego, co oddajemy.

Każde „pozwól, że zrobię to za ciebie” ma drugą stronę, której narzędzie nigdy nie wypowie na głos: „a ty już nie będziesz musiał umieć tego zrobić”. Czasem to świetny deal. Nie tęsknię za liczeniem słupków na kartce ani za pamiętaniem trzydziestu numerów telefonów. Ale czasem to deal, w którym oddajemy coś, co było rdzeniem nas samych, w zamian za dwadzieścia zaoszczędzonych sekund. I te dealʼe trzeba rozróżniać na bieżąco, rano, zanim kawa zdąży ostygnąć, bo potem jest już tylko pęd.

Mój poranek zmienił się naprawdę. Nie na gorsze i nie na lepsze - zmienił się na inny. Jest sprawniejszy, cichszy, mniej chaotyczny i odrobinę mniej mój. Zawarłem z tą maszyną układ, z którego jestem umiarkowanie zadowolony, i zamierzam renegocjować jego warunki każdego dnia, bo to jedyny sposób, żeby nie obudzić się pewnego poranka jako najlepiej obsłużony pasażer własnego życia.

Tak więc jest 6:41, kawa stygnie, telefon już wie, którędy mam jechać. A ja siedzę jeszcze chwilę w fotelu i nie robię nic, zupełnie nic, wbrew wszystkim uprzejmym podpowiedziom. To moja jedyna poranna rebelia. Mała, głupia, kompletnie nieproduktywna. I właśnie dlatego jej nie oddam.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Czy AI zabiera nam poranną kreatywność i własne myśli?

Autor uważa, że AI nie kradnie kreatywności jednym gestem, lecz wypełnia każdą chwilę ciszy gotową sugestią, przez co człowiek przestaje ćwiczyć wydobywanie własnych myśli. Największym zagrożeniem nie jest AI robiące coś źle, lecz AI robiące wystarczająco dobrze, żebyśmy przestali chcieć robić to sami.

Co zrobić, żeby nie uzależnić się od AI w codziennej pracy?

Autor proponuje codzienną, drobną dyscyplinę polegającą na rozróżnieniu między czynnościami transportowymi a momentami wymagającymi własnego sądu. Maszynie warto oddać sortowanie, tłumaczenie i podsumowania, ale decyzja o tym, co jest ważne i prawdziwe, powinna boleć człowieka, nie algorytm.

Czy cyfrowy detoks i rezygnacja z AI ma sens?

Autor próbował i wytrzymał półtora dnia, po czym wrócił do narzędzi - sam ocenia takie podejście jako nieszczere. Uważa, że zarówno panika wokół AI, jak i bezkrytyczny zachwyt to ta sama intelektualna lenistwo w dwóch kostiumach.

Jak pierwsze zdanie tekstu wiąże się z tożsamością piszącego?

Autor twierdzi, że pierwsze zdanie to decyzja o tym, kim się jest w danym tekście, a nie czynność techniczna. Oddanie go maszynie oznacza utratę momentu, w którym tekst mógł pójść w nieoczywistą, niepowtarzalną stronę.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

AUTOR I WYDAWCA

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony

🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Lovable Pro 450 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× ‹ powiększenie ›