Najtańsze smartfony znikają przez AI. Policzyłem, ile kosztuje teraz telefon za 400 zł
Centra danych dla sztucznej inteligencji wykupiły pamięć, której potrzebują producenci tanich telefonów. Przeliczyłem podwyżki podane przez Counterpoint i Omdię na polskie złote i sprawdziłem, co to oznacza dla półki budżetowej w naszych sklepach. Wychodzi, że segment poniżej 600 zł przestaje istnieć w praktyce, a nie na papierze.

👁 120 przeczytań
Najtańszy smartfon, jaki można było kupić w Polsce dwa lata temu za 399 zł, dzisiaj kosztuje w tym samym sklepie tyle, ile wtedy płaciło się za model o klasę wyżej. Powód nie leży w marży sprzedawcy ani w kursie dolara. Leży w tym, że pamięć DRAM i NAND, która stanowi w budżetowym telefonie jeden z największych pojedynczych kosztów, trafia teraz do serwerowni trenujących modele językowe, gdzie kupujący nie pyta o cenę.
Rest of World opisał to zjawisko globalnie: ceny istniejących modeli smartfonów wzrosły w tym roku o około 15 procent, a nowo wprowadzane urządzenia są droższe o mniej więcej 25 procent niż ich zeszłoroczne odpowiedniki. Chińscy producenci, odpowiadający za jakieś 60 procent wszystkich telefonów wysyłanych na świecie, według analityka Counterpointa Ivana Lama „drastycznie ograniczyli” projekty wejściowe i przerzucili zasoby na droższe modele z wyższą marżą.

Przeliczyłem globalne procenty na polską półkę budżetową
Zacząłem od tego, co da się sprawdzić bez wiary na słowo. Xiaomi w Indiach podniosło cenę modelu Redmi 15C ze 128 GB pamięci z 12 499 rupii w grudniu do 16 999 rupii w czerwcu. To wzrost o 36 procent, w przeliczeniu z dolarów po kursie 3,78 zł oznacza skok ze 529 zł na 718 zł. Prawie dwieście złotych na jednym modelu, w ciągu pół roku, bez żadnej zmiany w specyfikacji.
Teraz przełożenie na nasz rynek. Gdy w polskich sklepach najtańsza sensowna propozycja sprzed roku stała na poziomie 449-499 zł, podwyżka rzędu 15 procent na istniejącym modelu daje 516-574 zł, a wymiana generacyjna z narzutem 25 procent wypycha następcę do przedziału 561-624 zł. Policzyłem to tak: biorę cenę katalogową, mnożę przez wskaźnik z danych Counterpointa, nic więcej. Wynik jest brutalny w swojej prostocie - półka „telefon do pięciuset złotych” przestaje mieć zawartość, bo każdy kolejny rocznik startuje już powyżej tej granicy.
Jest jeszcze jedna liczba, którą warto wyciągnąć z materiału źródłowego, bo nikt jej nie podaje wprost. W 2025 roku ponad jeden na cztery smartfony wysłane na świat kosztowały mniej niż 150 dolarów, czyli mniej niż 567 zł. Jeśli Lam ma rację i ta granica przesuwa się do 250, a nawet 300 dolarów, to próg wejścia do segmentu rośnie z 567 zł do 945-1134 zł. Podwojenie. Nie o kilkanaście procent, tylko o sto.
„To, co kiedyś było poniżej 150 dolarów, może stać się poniżej 250, a nawet 300 dolarów” - Ivan Lam, starszy analityk firmy badawczej Counterpoint, w rozmowie z Rest of World.
Gdzie boli najbardziej i dlaczego Polska nie jest w najgorszej grupie
Podwyżki rozkładają się bardzo nierówno. W Indiach ceny poszły w górę o 21 procent, w regionie Azji i Pacyfiku o 19, na Bliskim Wschodzie i w Afryce o 18, a w Stanach Zjednoczonych tylko o 5. Ta ostatnia liczba tłumaczy wszystko: amerykański rynek żyje modelami powyżej 800 dolarów, w których pamięć stanowi ułamek ceny detalicznej. Podrożenie kości o połowę przy telefonie za 3000 zł daje kilkadziesiąt złotych różnicy i ginie w marży. Przy telefonie za 500 zł ta sama podwyżka zjada cały zysk producenta.
| Rynek | Wzrost cen smartfonów w 2026 | Dlaczego tyle |
| Indie | 21% | Rynek oparty na segmencie poniżej 200 dolarów |
| Azja i Pacyfik | 19% | Dominacja modeli wejściowych |
| Bliski Wschód i Afryka | 18% | 81% dostaw poniżej 200 dolarów |
| Stany Zjednoczone | 5% | Przewaga urządzeń premium, pamięć to ułamek ceny |
Polska leży gdzieś pomiędzy. Średnia cena sprzedanego u nas telefonu od lat rośnie i mieści się dzisiaj w okolicach dwóch tysięcy złotych, więc efekt procentowy będzie bliższy amerykańskiemu niż indyjskiemu. Problem w tym, że średnia nie kupuje telefonu. Kupuje go konkretna osoba z konkretnym budżetem, a osoba z budżetem 500 zł właśnie dowiaduje się, że za te pieniądze nie ma już nic nowego.
Co się dzieje w Azji i Afryce, czyli zapowiedź tego, co zobaczymy u nas
Dane Omdii, na które powołuje się Rest of World, pokazują skalę odwrotu. W Azji Południowo-Wschodniej dostawy telefonów Oppo poniżej 100 dolarów spadły o 96 procent. Nie o kilkanaście, nie o połowę - o dziewięćdziesiąt sześć procent. Vivo przesunęło swój główny model wejściowy powyżej 100 dolarów na większości rynków. W Afryce, gdzie 81 procent wysłanych w ubiegłym roku smartfonów kosztowało mniej niż 200 dolarów, dostawy urządzeń poniżej 100 dolarów spadły w drugim kwartale 2026 roku o 34 procent rok do roku.
Sto dolarów to 378 zł. Przeliczyłem, ile taki telefon kosztowałby po stosowanej już podwyżce rzędu 25 procent dla nowych modeli: 472 zł. I to jest dokładnie ten moment, w którym producent przestaje widzieć sens w produkcji. Marża na urządzeniu za 472 zł, z którego ponad sto złotych pochłania sama pamięć, nie pokrywa kosztu obsługi gwarancyjnej, certyfikacji i logistyki. Łatwiej wyciąć model z katalogu niż go sprzedawać.
Co z tego ma polski czytelnik
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Jeśli planujesz kupić tani telefon - sobie, dziecku na pierwszy sprzęt, rodzicom - to praktyczna rada brzmi: nie czekaj na promocję, bo jej nie będzie w dotychczasowym rozumieniu. Przecena w segmencie budżetowym działała dotąd tak, że producent wprowadzał następcę, a poprzednik tracił 20-30 procent ceny. Teraz następca jest droższy od poprzednika, więc przecena sprowadza się do powrotu do starej ceny katalogowej, nie do zejścia poniżej niej.
Druga rzecz, którą warto zrobić dzisiaj, to sprawdzić wariant pamięciowy. Przy telefonach budżetowych operatorzy i sieci handlowe mają w ofercie ten sam model w konfiguracjach 4/64 GB, 4/128 GB i 6/128 GB. Dotąd różnica między nimi wynosiła 50-100 zł i brało się wyższą wersję bez namysłu. Przy obecnych cenach kości ta różnica rośnie, więc pierwszy raz od lat opłaca się policzyć, czy naprawdę potrzebujesz 128 GB, skoro zdjęcia i tak trafiają do chmury. Trzecia rzecz dotyczy umów z operatorem - tani telefon „za złotówkę” do abonamentu będzie teraz częściej telefonem sprzed dwóch generacji, bo nowych modeli w tej półce po prostu nie ma skąd wziąć. Warto sprawdzić datę premiery urządzenia, zanim podpiszesz się pod dwudziestoczteromiesięcznym zobowiązaniem.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Osiemset milionów ludzi, którzy mieli wejść do sieci
GSMA, branżowe stowarzyszenie operatorów komórkowych, prognozowało wcześniej, że do 2030 roku z mobilnego internetu zacznie korzystać blisko 800 milionów nowych użytkowników. Claire Sibthorpe, szefowa działu włączenia cyfrowego w fundacji tej organizacji, powiedziała Rest of World, że rosnące ceny smartfonów zagrażają tej projekcji.
Mechanizm jest nieprzyjemnie okrężny. Instytucje publiczne, banki i firmy przenoszą obsługę do kanałów cyfrowych i coraz częściej opierają ją na modelach językowych, bo to tańsze niż infolinia z człowiekiem. Żeby te modele trenować i obsługiwać, trzeba postawić centra danych wypchane pamięcią. Pamięć drożeje, więc znika najtańszy telefon. A bez telefonu nie da się skorzystać z usługi, która została przeniesiona do sieci właśnie dlatego, że sztuczna inteligencja obniżyła koszt jej prowadzenia. Oszczędność jednej strony zamienia się w barierę wejścia dla drugiej.
Ten sam mechanizm w polskiej wersji wygląda łagodniej, ale istnieje. Profil zaufany, mObywatel, aplikacja do e-recept, kontakt z ZUS-em - wszystko to zakłada posiadanie sprzętu z aktualnym systemem i obsługą biometrii. Telefon za 400 zł sprzed trzech lat tego nie unosi, a telefon, który to unosi, kosztuje dziś więcej niż rok temu. Dla kogoś, kto żyje z emerytury minimalnej, kilkaset złotych różnicy to nie jest zaokrąglenie w statystyce.
Warto przy tym zachować proporcje: to nie jest kryzys dostępności telefonów, tylko kryzys dostępności najtańszych telefonów. Rynek wtórny, modele sprzed dwóch generacji i urządzenia odnowione nadal działają jako wentyl bezpieczeństwa. Różnica polega na tym, że przez poprzednią dekadę nowy, tani smartfon był czymś oczywistym, a teraz przestaje nim być - i prawdopodobnie na dłużej niż jeden sezon, bo kontrakty na dostawy pamięci dla centrów danych podpisuje się na lata.
Fakty sprawdzone 19 października 2026. Źródła: Rest of World - „The AI boom is making the world’s cheapest smartphones disappear” (dane Counterpoint Research i Omdia, wypowiedzi Ivana Lama i Claire Sibthorpe), GSMA Mobile Economy. Przeliczenia własne po kursie 3,78 zł za dolara.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
