Czterdzieści dolarów miesięcznie za dwóch niewidzialnych stażystów
Dlaczego płacę za Claude i ChatGPT jednocześnie, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że jedno w zupełności by wystarczyło.
👁 158 przeczytań
- Za dwa modele AI - Claude i ChatGPT - autor płaci łącznie 40 dolarów miesięcznie, czyli około 160 złotych, i nie anuluje żadnej subskrypcji od kilkunastu miesięcy.
- Claude służy do pracy z długimi tekstami i redakcji, a ChatGPT pełni rolę scyzoryka - obsługuje obrazki, pliki, generowanie grafik i dostęp do bieżących informacji z internetu.
- Autor przyznaje, że posiadanie dwóch modeli rodzi pułapkę 'przebierania w odpowiedziach' - wybierania tej odpowiedzi, która jest wygodniejsza, a nie prawdziwsza.
Raz w miesiącu przychodzą dwa maile. Jeden mówi, że pobrano dwadzieścia dolarów za Claude’a. Drugi, że pobrano dwadzieścia dolarów za ChatGPT. Zawsze w odstępie kilku dni, jakby te firmy się umówiły, że nie zabiorą mi pieniędzy jednego popołudnia, bo wtedy poczułbym cios. Rozkładają go w czasie, po dżentelmeńsku. I za każdym razem myślę dokładnie to samo: przecież to absurd, żeby jeden człowiek płacił dwóm firmom za w gruncie rzeczy tę samą rzecz.
A potem nie anuluję żadnej z nich. Robię to od kilkunastu miesięcy. I doszedłem do wniosku, że skoro nie mam odwagi zrezygnować, to przynajmniej powinienem sobie uczciwie odpowiedzieć, dlaczego. Bez ściemy, że „AI zmienia świat”. Świat zmienia się od zawsze i zwykle bez mojej subskrypcji. Pytanie jest węższe i brutalniejsze: czy te czterdzieści dolarów wraca do mnie w jakiejkolwiek postaci, którą da się nazwać.

Teza, której będę bronił do końca
Postawię ją od razu, żeby nie było, że się wykręcam. Uważam, że płacenie za dwa modele naraz to nie jest rozrzutność ani gadżeciarstwo. To najtańsza polisa ubezpieczeniowa, jaką kiedykolwiek kupiłem - polisa od bycia zakładnikiem jednego dostawcy myślenia. I twierdzę, że każdy, kto z AI pracuje serio, a nie tylko pyta ją o przepis na naleśniki, prędzej czy później dojdzie do tego samego wniosku, tylko wstydzi się przyznać, bo brzmi to jak wymówka nałogowca.
Bo brzmi. „Potrzebuję obu, naprawdę, to nie to samo” - to zdanie wypowiadane tym samym tonem, co „biorę tylko na weekend”. Dlatego postanowiłem nie bronić się emocją, tylko rachunkiem. Czterdzieści dolarów miesięcznie to około stu sześćdziesięciu złotych. Za tyle mam dwa obiady na mieście albo jedną książkę i poczucie moralnej wyższości. Więc niech te dwa modele udowodnią, że są warte więcej niż dobry obiad.
Co dostaję za pierwszą dwudziestkę
Claude’a używam do wszystkiego, co ma dłużej niż jedno zdanie i wymaga, żeby druga strona nie zgubiła wątku w połowie. Kiedy mam do przełknięcia długi, nudny dokument, wklejenie go do Claude’a i poproszenie o streszczenie z zachowaniem niuansów jest jak zatrudnienie kogoś, kto czyta szybciej ode mnie i nie ma nastroju. Piszę tu, na tym blogu, teksty długie. Claude jest moim pierwszym czytelnikiem - tym, który powie, że akapit trzeci jest pusty, zanim powie mi to ktokolwiek żywy i zanim się skompromituję publicznie.
Ma też coś, co trudno wycenić, a co czuję fizycznie: pisze prozą, która nie brzmi jak instrukcja obsługi pralki. Gdy proszę o przeredagowanie zdania, dostaję zdanie, a nie listę punktów o tym, jak ważna jest komunikacja. To niby drobiazg. Ale ja z tekstu żyję, więc dla mnie to różnica między narzędziem a asystentem, którego chce się słuchać.
Płacę nie za to, że model umie odpowiedzieć. Płacę za to, że umie odpowiedzieć tak, żebym nie musiał poprawiać go trzy razy. Cała wartość ukryta jest w tych trzech razach, których nie robię.
Gdybym miał policzyć twardo: załóżmy, że dzięki niemu w tygodniu oszczędzam dwie godziny, których wcześniej nie oszczędzałem - na czytaniu, przeredagowywaniu, szukaniu tego jednego słowa, które nie chce przyjść. Dwie godziny mojej pracy są warte znacznie, znacznie więcej niż pięć dolarów tygodniowo. Rachunek zamyka się gdzieś w okolicach wtorku po południu. Reszta miesiąca to już czysty zysk. Pierwsza dwudziestka broni się sama i to bez trudu.
Więc po co druga dwudziestka
Tu robi się ciekawie, bo tu właśnie zaczyna się rozmowa, którą prowadzę sam ze sobą przy każdym maile z banku. Gdyby chodziło tylko o pisanie, anulowałbym ChatGPT bez mrugnięcia. Ale ChatGPT ma coś, czego Claude w mojej głowie nie zastąpił: jest wszechstronnym majstrem od wszystkiego, który potrafi wejść do internetu, obejrzeć obrazek, wygenerować grafikę, przełknąć plik i zrobić z tego coś użytecznego, i to nie zmieniając piątej aplikacji.
Kiedy potrzebuję szybko sprawdzić coś świeżego, coś, co wydarzyło się w tym tygodniu, albo obrobić zrzut ekranu, albo wygenerować obrazek do notatki, sięgam po ChatGPT, bo tam to po prostu jest, w jednym miejscu, pod ręką. To scyzoryk. Claude jest skalpelem. I tu dochodzę do sedna, bo wielu ludzi w tym miejscu popełnia błąd: porównują dwa modele tak, jakby jeden musiał wygrać. A ja nie chcę, żeby jeden wygrał. Chcę mieć skalpel i scyzoryk, bo nie każde zadanie to operacja.

Jest jeszcze druga funkcja tej drugiej dwudziestki, mniej wygodna do przyznania. Kiedy Claude coś zmyli albo brnie w bzdurę z pełnym przekonaniem - a brnie, oba brną, każdy model brnie - mam gdzie sprawdzić. Zadaję to samo pytanie drugiemu i patrzę, czy dostanę tę samą historię. To jak druga opinia lekarska. Nie dlatego, że nie ufam pierwszemu lekarzowi. Dlatego że stawka bywa na tyle wysoka, że nie chcę być zakładnikiem jednego zdania. Za możliwość powiedzenia „chwila, zapytam drugiego” płacę dwadzieścia dolarów i uważam, że to śmiesznie mało jak na spokój sumienia.
Rozliczam się uczciwie, także z porażek
Nie byłbym sobą, gdybym nie wytoczył argumentów przeciwko własnej tezie, bo felieton, który nie ryzykuje, że sam sobie zaprzeczy, to ulotka. Więc powiem wprost: są tygodnie, w których do jednego z tych narzędzi w ogóle nie zaglądam. Zdarza się miesiąc, w którym ChatGPT służy mi głównie do wygenerowania obrazka, na który mógłbym poświęcić pięć minut szukania. Dwadzieścia dolarów za obrazki - gdyby ktoś tak sformułował moją fakturę, spaliłbym się ze wstydu.
Jest też pułapka głębsza, o której mało kto mówi, a która mnie osobiście niepokoi bardziej niż koszt. Mając dwa modele, zaczynam grać w grę, którą nazwałem sobie „przebieranie w odpowiedziach”. Pytam jednego, nie podoba mi się odpowiedź, pytam drugiego, dostaję coś ładniejszego i przyjmuję to za prawdę - nie dlatego, że jest prawdziwsze, tylko dlatego, że wygodniejsze. To nie jest weryfikacja. To jest szukanie modelu, który mi przyklaśnie. I podejrzewam, że robi tak więcej ludzi, niż się przyzna, bo mechanizm jest ten sam, co przy przeglądaniu opinii w internecie do skutku, aż znajdziemy tę, którą chcieliśmy usłyszeć.
Uczciwość każe też powiedzieć rzecz, która podważa cały mój rachunek zysków: bardzo trudno jest udowodnić, że te zaoszczędzone godziny naprawdę istnieją. Łatwo mi powiedzieć „oszczędzam dwie godziny tygodniowo”. Ale człowiek ma cudowną zdolność do rozdmuchiwania własnych oszczędności, gdy chce usprawiedliwić wydatek. Może oszczędzam godzinę. Może pół. Może te modele zjadają mi tyle samo czasu, ile dają, bo zamiast napisać zdanie od razu, prowadzę z maszyną negocjacje o jego brzmienie. To realne ryzyko i nie zamierzam udawać, że go nie ma.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Więc opłaca się czy nie
Doszedłem do miejsca, w którym muszę przestać kręcić i powiedzieć konkret. Opłaca mi się. Ale nie z powodu, który wypisałem wyżej w kolumnie „oszczędności czasu”, bo tej kolumnie sam do końca nie ufam. Opłaca mi się z powodu, który zrozumiałem dopiero, gdy przestałem liczyć godziny, a zacząłem patrzeć na to jak na dostęp.
Za czterdzieści dolarów miesięcznie mam nieprzerwany, prywatny dostęp do dwóch najlepszych dostępnych na rynku silników do myślenia na głos. Nie do prawdy - one nie mają prawdy. Do myślenia. Kiedy utknę, mam z kim się nie zgodzić. Kiedy mam mętlik, mam komu go opowiedzieć, żeby usłyszeć własne zdanie odbite z powrotem, często w lepszej formie, niż je wypowiedziałem. To jest najbliższe posiadaniu inteligentnego rozmówcy na wezwanie, jakie ludzkość dotąd wymyśliła, i historycznie rzecz biorąc jest to obscenicznie tanie. Sto lat temu za dostęp do dwóch bystrych umysłów o każdej porze płaciło się majątkiem albo urodzeniem w odpowiedniej rodzinie.
Dlatego uważam, że pytanie „czy warto płacić za dwa” jest źle postawione. Właściwe pytanie brzmi: ile jest warte to, że w momencie, gdy naprawdę czegoś potrzebujesz, nie stoisz przed jednym zamkniętym okienkiem, tylko masz wybór, drugą opinię i zapasowe wyjście, gdy jedno z narzędzi akurat leży albo zwariowało. Ja na to pytanie odpowiadam: więcej niż czterdzieści dolarów. Znacznie więcej. I dlatego, mimo comiesięcznego odruchu, żeby anulować - nie anuluję.
Ale zostawię was z myślą, która mnie samego uwiera. Płacę dwóm firmom za dwóch niewidzialnych stażystów, którzy nigdy nie chorują, nigdy nie mają dość i zawsze odpowiadają grzecznie. To fantastyczny interes. Tylko czy na pewno to ja jestem tu klientem? Bo im dłużej z nimi pracuję, tym bardziej podejrzewam, że produktem, który ci dwaj stażyści szlifują dzień w dzień, jestem ja - moje nawyki, mój sposób pisania, moja rosnąca niecierpliwość do robienia czegokolwiek bez nich. Czterdzieści dolarów płacę za wygodę. Czym płacę za resztę, dowiem się dopiero za kilka lat. I podejrzewam, że wtedy będzie już za późno, żeby anulować.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →Najczęstsze pytania
Czy warto płacić jednocześnie za Claude i ChatGPT?
Autor twierdzi, że tak, i nazywa to najtańszą polisą ubezpieczeniową od bycia zakładnikiem jednego dostawcy. Za 40 dolarów miesięcznie ma dostęp do dwóch różnych narzędzi, z których każde robi coś, czego drugie nie zastępuje.
Czym różni się Claude od ChatGPT w codziennej pracy?
Claude to według autora skalpel - sprawdza się przy długich tekstach, redakcji i pracy wymagającej zachowania wątku. ChatGPT to scyzoryk - obsługuje obrazki, pliki, generuje grafiki i sięga po świeże informacje z internetu, wszystko w jednym miejscu.
Jakie są wady płacenia za dwa modele AI naraz?
Autor wymienia dwie główne wady: zdarzają się tygodnie, gdy jedno z narzędzi leży nieużywane, co oznacza 20 dolarów wyrzuconych w błoto. Głębszym problemem jest 'przebieranie w odpowiedziach' - pytanie kolejnego modelu nie po weryfikację, lecz po potwierdzenie tego, co chce się usłyszeć.
Ile czasu tygodniowo można zaoszczędzić używając Claude'a?
Autor szacuje, że oszczędza około dwóch godzin tygodniowo na czytaniu, redagowaniu i szukaniu właściwych słów, choć sam zastrzega, że tej liczbie do końca nie ufa. Przyznaje, że człowiek ma zdolność do rozdmuchiwania własnych oszczędności, gdy chce usprawiedliwić wydatek.



