🔥 5 promocji w KinetyceGemini Pro 170 zł -91%Adobe CC 169 zł -84%Brain.fm 109 zł -70%i 2 więcej do 13.09 Zobacz →
Przejdź do treści
Magazyn

Mój najtańszy ekspert kosztuje 80 zł i nigdy nie idzie na urlop

Dlaczego subskrypcja AI za 80 zł miesięcznie okazała się najtańszym i najbardziej cierpliwym ekspertem, z jakim kiedykolwiek pracowałem - i co to mówi o wartości wiedzy.

8 min czytania
Mój najtańszy ekspert kosztuje 80 zł i nigdy nie idzie na urlop

👁 120 przeczytań

// w skrócie
  • Miesięczna subskrypcja modelu językowego kosztuje autora 80 zł, czyli mniej niż pół godziny pracy prawnika lub konsultanta w Polsce.
  • Model językowy kłamie płynnie i z pełnym przekonaniem - potrafi wymyślić nieistniejący przepis prawny lub przypisać cytat osobie, która go nigdy nie wypowiedziała.
  • To, co potaniało, to nie wiedza, lecz jej dopasowanie do konkretnego pytania i kontekstu, co wcześniej było najdroższą częścią eksperckiej usługi.

Kiedyś eksperta trzeba było ugłaskać. Umówić się z tygodniowym wyprzedzeniem, dopasować do jego kalendarza, wysłać maila z trzema uprzejmościami na wstępie, żeby w ogóle raczył odpisać. Potem zapłacić za godzinę tyle, ile ja płacę dziś za miesiąc dostępu do modelu językowego, który odpowiada mi o trzeciej w nocy, w niedzielę, w Wielkanoc, i ani razu nie wzdycha, gdy proszę o czwartą wersję tego samego akapitu. Osiemdziesiąt złotych. Tyle kosztuje mnie miesięcznie najbardziej cierpliwy, najlepiej oczytany i najmniej urażony współpracownik, jakiego kiedykolwiek miałem.

Wiem, jak to brzmi. Brzmi jak reklama, a ja reklam nie znoszę. Więc od razu zaznaczę: to nie jest tekst o tym, że sztuczna inteligencja zastąpi ekspertów. To tekst o czymś dużo bardziej niepokojącym - o tym, jak tanio nagle stała się wiedza, którą przez całe zawodowe życie uczyliśmy się traktować jak towar luksusowy.

Mój najtańszy ekspert kosztuje 80 zł i nigdy nie idzie na urlop

Ekspert, który nie ma ego

Przez lata płaciłem ludziom za to, żeby wiedzieli rzeczy, których ja nie wiem. To zdrowy układ, na tym stoi cała gospodarka. Problem w tym, że wraz z wiedzą kupowałem cały pakiet dodatków, których nie chciałem. Kupowałem czyjś nastrój. Kupowałem to, że dobry specjalista jest zajęty do końca kwartału. Kupowałem ryzyko, że zapyta „a po co to panu”, zanim odpowie na pytanie. Kupowałem godzinę jego czasu, z której realnej pracy było czterdzieści minut, bo dziesięć zeszło na „jak leci” i dziesięć na to, że akurat dzwonił mu telefon.

Nie mam o to pretensji. Sam jestem człowiekiem i sam mam nastroje, telefon i kwartał zapełniony po brzegi. Ale kiedy siadam z modelem językowym, znika cała ta warstwa międzyludzkiego szumu. Zostaje czysta transakcja: pytanie i odpowiedź. Mogę zapytać o strukturę umowy, o różnicę między dwoma frameworkami, o to, jak przetłumaczyć branżowy żargon na język, który zrozumie moja mama. I dostaję odpowiedź natychmiast, bez oceniania, bez tego mikrosekundowego grymasu, który pojawia się na twarzy specjalisty, gdy zadajesz pytanie zbyt podstawowe.

Najdroższy element pracy z ludzkim ekspertem to nie jego wiedza. To lęk, że go zawstydzę własną niewiedzą. Ten lęk potrafi kosztować więcej niż faktura, bo sprawia, że wielu z nas woli nie zapytać, niż wyjść na głupka.

Z maszyną tego lęku nie ma. Mogę zadać najgłupsze pytanie świata dwadzieścia razy pod rząd i za każdym razem dostanę spokojną, uporządkowaną odpowiedź. To brzmi błaho, dopóki nie uświadomicie sobie, ile decyzji w waszym życiu zawodowym podjęliście źle tylko dlatego, że wstyd było dopytać.

Osiemdziesiąt złotych i arytmetyka, która nie ma sensu

Zróbmy rachunek, bo lubię rachunki, kiedy wychodzą na moją korzyść. Godzina pracy przyzwoitego prawnika, konsultanta albo copywritera to dziś w Polsce spokojnie kilkaset złotych. Powiedzmy, że skromnie - dwieście. Za miesięczną subskrypcję płacę mniej niż za pół godziny takiego specjalisty. A korzystam z niej codziennie, czasem po kilkanaście razy dziennie, w kilkunastu różnych dziedzinach naraz.

W praktyce oznacza to, że mam pod ręką kogoś, kto rano jest redaktorem, w południe analitykiem, po obiedzie tłumaczem, a wieczorem cierpliwym korepetytorem, który tłumaczy mi pojęcie, przy którym poległem na studiach. Żaden człowiek nie ma takiego przekroju kompetencji. A jeśli ma, to nie pracuje za osiemdziesiąt złotych miesięcznie, tylko prowadzi wykłady i wydaje książki.

Nie zatrudniłem taniego eksperta. Zatrudniłem stu ekspertów naraz i dostałem od nich zbiorczy rachunek, który wygląda jak pomyłka księgowej.

Oczywiście słyszę już oburzenie z tylnych rzędów. „Ale przecież to nie jest prawdziwa wiedza, to statystyczne zgadywanie, to halucynuje, to się myli.” Wszystko prawda. I do tego jeszcze wrócę, bo nie jestem naiwny. Ale zauważcie jedną rzecz: ludzie też się mylą. Ludzie też zgadują. Ludzcy eksperci potrafią z pełnym przekonaniem powiedzieć bzdurę, a różnica polega jedynie na tym, że robią to droższym głosem i z lepszym kontaktem wzrokowym.

Cierpliwość jako produkt luksusowy

Jest jedna cecha mojego nowego eksperta, którą cenię ponad wiedzę, ponad szybkość i ponad cenę. To cierpliwość. Nieskończona, matematyczna, obojętna cierpliwość.

Kiedy piszę tekst i po raz piąty proszę: „nie, jednak wróćmy do wersji drugiej, ale z zakończeniem z wersji czwartej i tonem z wersji pierwszej” - dostaję dokładnie to, o co proszę, bez westchnienia. Wyobraźcie sobie, że mówicie to żywemu człowiekowi. Pewnie znacie kogoś, kto po trzeciej takiej rundzie poprawek zaczyna odpowiadać coraz krótszymi zdaniami, a jego uprzejmość robi się cienka jak lód na listopadowym stawie. Ja też takim człowiekiem bywam, gdy ktoś każe mi poprawiać w kółko. Jesteśmy ludźmi. Męczy nas powtarzalność, nudzi nas cudze niezdecydowanie, irytuje nas, gdy ktoś sam nie wie, czego chce.

Maszyna nie ma tego problemu, bo nie ma dumy, którą można urazić. I paradoksalnie właśnie dlatego pracuję z nią lepiej niż sam ze sobą. Pozwalam sobie na to, na co nie pozwalałbym u drogiego specjalisty - na eksperymentowanie, na głupie pomysły, na dwadzieścia wariantów, z których dziewiętnaście jest do wyrzucenia. Bo za dziewiętnaście nietrafionych wariantów nie płacę dziewiętnastu faktur. Płacę te same osiemdziesiąt złotych.

Mój najtańszy ekspert kosztuje 80 zł i nigdy nie idzie na urlop

Tania cierpliwość zmienia sposób, w jaki myślimy, bo znosi karę za próbowanie. A większość dobrych pomysłów rodzi się dopiero w tej dziesiątej, wstydliwej, „a gdyby tak” próbie, której z drogim ekspertem nigdy byśmy nie odważyli się zrobić.

Gdzie ten ekspert kłamie mi prosto w twarz

A teraz obiecana szczera część, bo felieton bez uczciwości to tylko ulotka. Mój tani ekspert kłamie. Robi to elegancko, płynnie, z pełnym przekonaniem i doskonałą gramatyką. Potrafi wymyślić przepis prawny, którego nie ma, przypisać cytat komuś, kto go nigdy nie wypowiedział, i podać liczbę z taką pewnością, jakby przed chwilą osobiście ją policzył. To nie jest wiedza. To wiedza podszyta blefem, a blef bywa nieodróżnialny od prawdy, dopóki nie sprawdzisz.

I tu dochodzimy do sedna, którego żaden entuzjasta nie chce powiedziećeć głośno: tani ekspert jest tani tylko dla tego, kto sam ma dość wiedzy, żeby go sprawdzić. Dla początkującego to samo narzędzie potrafi być pułapką, bo pewność siebie maszyny łatwo pomylić z jej kompetencją. Ja korzystam z niego dobrze nie dlatego, że mu ufam, tylko dlatego, że mu nie ufam - i wiem, w których miejscach dopytać, sprawdzić, skonfrontować.

Dlatego nie zwolniłem ludzkich ekspertów. Zmieniłem tylko to, po co do nich przychodzę. Nie przychodzę już po podstawy, bo podstawy dostaję za osiemdziesiąt złotych. Przychodzę po to, czego maszyna nie ma: po odpowiedzialność. Po podpis pod dokumentem. Po zdanie kogoś, kto poniesie konsekwencje, jeśli się pomyli. Maszyna nie poniesie żadnych. Maszyna nawet nie wie, że się pomyliła.

Co tak naprawdę potaniało

Zastanawiam się czasem, co tu właściwie potaniało. Bo wiedza sama w sobie nigdy nie była droga - biblioteki są darmowe, internet jest pełen, a większość faktów świata leży odłogiem, dostępna za jedno kliknięcie. Droga zawsze była nie wiedza, lecz jej obróbka. Ktoś, kto weźmie chaos i ułoży go pod moje konkretne pytanie, w moim kontekście, w tej jednej sytuacji, którą mam przed sobą. To była praca eksperta. I to właśnie potaniało.

Model językowy nie zna więcej niż dobra biblioteka. On po prostu potrafi tę bibliotekę przemielić i podać mi jedno zdanie skrojone na miarę - w trzy sekundy, o dowolnej porze. Sprzedaje mi nie wiedzę, tylko jej dopasowanie. A dopasowanie było zawsze najdroższą częścią rachunku.

Trochę mnie to niepokoi, i byłbym nieuczciwy, gdybym udawał, że wyłącznie mnie cieszy. Bo jeśli obróbka wiedzy tanieje do zera, to co zostaje ludziom, którzy z tej obróbki żyli? Zostaje im to, czego maszyna podrobić nie umie: smak, odwaga, odpowiedzialność, intuicja wykuta na własnych błędach, i ta specyficznie ludzka umiejętność powiedzenia „wiem, że tak wypada, ale zrób odwrotnie”. Zostaje im też - i to mówię bez ironii - bycie tym, kto sprawdza maszynę. Bo im tańszy staje się blef, tym cenniejszy staje się ktoś, kto potrafi ten blef rozpoznać.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Najlepsza inwestycja, jakiej się wstydzę

Napisałem na wstępie, że to najlepsza decyzja biznesowa od lat, i podtrzymuję. Ale jest w niej coś, co budzi we mnie lekki dyskomfort, i nie zamiotę tego pod dywan. Płacę osiemdziesiąt złotych za pracę, za którą jeszcze niedawno płaciło się setki, a którą wykonywali konkretni ludzie z hipotekami, dziećmi i marzeniami. Nie stworzyłem tej sytuacji, nie ja ustalam ceny rewolucji technologicznych. Ale korzystam z niej, i uczciwość każe mi to przyznać, zamiast opowiadać sobie bajkę o czystym postępie.

Bo tak to już bywa z rewolucjami: najpierw są cudownie tanie, a rachunek przychodzi później i płaci go ktoś inny. Ja na razie zbieram profity. Mam eksperta, który nie choruje, nie strajkuje, nie zadaje pytań i nie prosi o podwyżkę. I który za każdym razem, gdy piszę „dziękuję” z przyzwyczajenia, odpowiada uprzejmie, choć obaj wiemy, że nikomu tam w środku to podziękowanie nie jest potrzebne.

Może właśnie dlatego wciąż to piszę. Bo mój najtańszy ekspert nauczył mnie jednej rzeczy, której nie ma w żadnej odpowiedzi: że wiedza była zawsze wokół nas, gęsta i darmowa, a to, za co naprawdę płaciliśmy przez całe życie, to ktoś, kto zada sobie trud, żeby nam ją podać w sposób, jaki potrafimy przełknąć. Maszyna robi to teraz za osiemdziesiąt złotych. A ja siedzę i myślę, czy właśnie zatrudniłem najtańszego eksperta na świecie -

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Ile kosztuje miesięczny dostęp do modelu językowego, z którego korzysta autor?

Autor płaci 80 zł miesięcznie. Dla porównania, godzina pracy przyzwoitego prawnika, konsultanta lub copywritera kosztuje w Polsce co najmniej 200 zł.

Czy model językowy zastępuje całkowicie ludzkich ekspertów?

Nie - autor nadal korzysta z ludzkich ekspertów, ale zmienił cel tych wizyt. Przychodzi po odpowiedzialność, podpis pod dokumentem i zdanie kogoś, kto poniesie konsekwencje za ewentualny błąd, czego maszyna nie zapewni.

Jakie są wady korzystania z modeli językowych jako eksperta?

Model językowy potrafi podawać nieprawdziwe informacje z dużą pewnością siebie - wymyślać przepisy prawne, fałszywe cytaty czy niepoprawne liczby. Autor zaznacza, że narzędzie jest bezpieczne tylko dla tych, którzy mają wystarczającą wiedzę, by je weryfikować.

Co tak naprawdę potaniało dzięki modelom językowym?

Potaniała obróbka wiedzy, czyli dopasowanie informacji do konkretnego pytania i kontekstu użytkownika. Sama wiedza była dostępna wcześniej w bibliotekach i internecie, ale zebranie jej i podanie jako jednego celnego zdania zajmowało czas i kosztowało pieniądze.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony
🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Lovable Pro 336 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie