Apple płaci 250 mln dolarów za obiecane Siri. Policzyłem, ile realnie dostanie jeden właściciel iPhone’a - i dlaczego nie Polak
Apple zgodziło się zapłacić 250 mln dolarów za reklamowanie funkcji Siri, których nie było w sprzedanych telefonach. Przeliczyłem maksymalną wypłatę na złote, podzieliłem pulę przez liczbę sprzedanych w USA egzemplarzy uprawnionych modeli i wyszło mi, że obiecane 95 dolarów to scenariusz skrajnie optymistyczny. Sprawdziłem też, co z tego ma polski użytkownik - i odpowiedź jest krótka.

👁 111 przeczytań
Od 21 września 2026 roku działa strona, na której mieszkańcy Stanów Zjednoczonych mogą zgłaszać roszczenia w ugodzie Apple dotyczącej reklam Siri i Apple Intelligence. Firma zgodziła się wyłożyć 250 milionów dolarów, nie przyznając się do niczego. Sedno zarzutu jest banalnie proste i dlatego tak niewygodne: w czerwcu 2024 roku Apple pokazało Siri, która rozumie to, co jest na ekranie, sięga do prywatnych danych użytkownika i wykonuje zadania w kilku aplikacjach naraz. Ludzie kupili telefony pod tą obietnicę. Funkcji w nich nie było.
Przy kursie 3,78 zł za dolara maksymalna kwota 95 dolarów to 359,10 zł na jedno urządzenie. Kwota startowa, czyli 25 dolarów, to 94,50 zł. Cała pula ugody w przeliczeniu na złote to 945 milionów złotych - więcej niż roczny budżet niejednego polskiego miasta powiatowego, i jednocześnie mniej niż Apple zarabia na czysto w ciągu jednego dnia.

Podzieliłem 250 milionów przez liczbę telefonów i wyszło mi 4,17 dolara
Tu zaczyna się rachunek, którego nie zobaczyłem w innych relacjach. Ugoda obejmuje siedem modeli: iPhone 15 Pro, 15 Pro Max, 16, 16 Plus, 16 Pro, 16 Pro Max oraz 16e, kupione między 10 czerwca 2024 a 29 marca 2025 roku. To niemal dokładnie trzy kwartały sprzedaży w USA, w tym najmocniejszy kwartał świąteczny.
Apple nie publikuje liczby sztuk od 2018 roku, ale skala jest znana z innych źródeł. Firma sprzedaje globalnie około 230 milionów iPhone’ów rocznie, a rynek amerykański to zwykle około 30 procent tego wolumenu, czyli rząd wielkości 65-70 milionów sztuk na rok. Trzy kwartały to około 50 milionów. Modele Pro i nowa generacja standardowa stanowią w tym okresie zdecydowaną większość sprzedaży - przyjmijmy ostrożnie 60 procent, bo część kupujących bierze starsze, tańsze roczniki. Daje to około 30 milionów uprawnionych urządzeń.
Dzielenie jest bezlitosne: 250 000 000 dolarów podzielone przez 30 000 000 urządzeń to 8,33 dolara na sztukę, czyli 31,49 zł. A to jeszcze nie koniec odejmowania, bo z puli ugody idzie wynagrodzenie prawników (w amerykańskich class action zwyczajowo 25-33 procent), koszty administracji i powiadomień. Po zdjęciu 30 procent zostaje około 5,83 dolara, czyli 22 zł na urządzenie - gdyby zgłosili się wszyscy uprawnieni.
Właśnie dlatego w regulaminie ugody stoi zdanie, że wypłata może spaść poniżej 25 dolarów. Kwota 25 dolarów będzie realna tylko wtedy, gdy roszczenia złoży nie więcej niż około 7 milionów osób, czyli jedna czwarta uprawnionych. Kwota 95 dolarów wymaga, by zgłosiło się mniej niż 1,85 miliona - niespełna 6 procent. W amerykańskich ugodach konsumenckich wskaźnik zgłoszeń zwykle nie przekracza kilku procent, więc teoretycznie jest to możliwe. Ale każdy, kto liczy na 359 złotych, liczy na to, że inni nie przeczytają maila od Apple.
Ugoda bateryjna dała 92,17 dolara. Tu będzie inaczej i wiem dlaczego
Mamy dobry punkt odniesienia. W sprawie celowego spowalniania starszych iPhone’ów Apple zapłaciło 310 milionów dolarów, a ponieważ zgłoszeń było stosunkowo niewiele, każdy uprawniony dostał 92,17 dolara. To 348,40 zł przy dzisiejszym kursie. Różnica polega na tym, że tamta sprawa dotyczyła urządzeń sprzed lat, o których część właścicieli zdążyła zapomnieć, a powiadomienia trafiały na stare adresy e-mail.
Teraz jest odwrotnie. Uprawnione telefony to sprzęt kupiony w ostatnich dwóch latach, w większości wciąż używany, powiązany z aktywnym kontem Apple ID. Firma ma adres e-mail każdego z tych użytkowników i - zgodnie z warunkami ugody - wyśle im identyfikator roszczenia wraz z kodem PIN. Zgłoszenie sprowadza się do wklejenia dwóch pól w formularzu. Przewiduję, że wskaźnik zgłoszeń będzie tu kilkukrotnie wyższy niż w sprawie baterii, a wypłata wyląduje w przedziale 8-20 dolarów, czyli 30-75 zł. Termin zgłoszeń upływa 21 grudnia 2026, a pieniędzy nie będzie wcześniej niż po rozprawie zatwierdzającej, zaplanowanej na 24 lutego 2027.
„Apple zaprzecza zarzutom i nie przyznaje się do jakiegokolwiek naruszenia prawa. Sąd nie orzekł na korzyść żadnej ze stron. Zawarcie ugody pozwala uniknąć kosztów i ryzyka procesu.”
- oświadczenie ze oficjalnej strony ugody, cytowane przez Dexerto
Sprawdziłem, czy polski właściciel iPhone’a dostanie cokolwiek. Nie dostanie
To najważniejsza część dla czytelnika w Polsce, więc bez owijania: ugoda obejmuje wyłącznie osoby, które kupiły uprawniony iPhone będąc rezydentami Stanów Zjednoczonych. Podstawą prawną roszczeń są stanowe ustawy o ochronie konsumentów - kalifornijska, nowojorska i kilka innych. Klasa powodów została zdefiniowana geograficznie i nawet jeśli ktoś kupił telefon w USA podczas wyjazdu, a mieszka w Warszawie, w praktyce nie spełnia warunku rezydencji. Żaden polski konsument nie zgłosi się skutecznie przez ten formularz, niezależnie od tego, że te same reklamy Siri leciały po polsku i te same funkcje nie działały w jego telefonie.
Polska ma własne narzędzie, ustawę o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym z 2009 roku, ale działa ona zupełnie inaczej niż amerykańska class action. U nas obowiązuje model opt-in: do grupy trzeba aktywnie przystąpić, zebrać minimum dziesięć osób, wyznaczyć reprezentanta i przejść etap dopuszczalności, który sam potrafi zająć dwa lata. Nikt nie dostaje pieniędzy automatycznie za to, że miał odpowiedni model telefonu. Roszczenia pieniężne trzeba dodatkowo ujednolicić w podgrupach, co przy setkach tysięcy użytkowników o różnych cenach zakupu jest koszmarem organizacyjnym. Dlatego polskich pozwów grupowych przeciwko globalnym producentom elektroniki praktycznie nie ma.
Realna droga w Polsce nie prowadzi przez sąd, tylko przez UOKiK i reklamację
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Polski użytkownik ma dwie ścieżki i warto znać różnicę. Pierwsza to indywidualna reklamacja z tytułu niezgodności towaru z umową. Jeśli kupiłeś iPhone’a po obejrzeniu reklamy obiecującej personalizowaną Siri, a funkcji nie ma, to jest to argument o braku zgodności z opisem publicznym producenta - przepisy wdrażające dyrektywę towarową wprost wliczają do umowy publiczne oświadczenia i reklamy sprzedawcy oraz producenta. Roszczenie kieruje się do sprzedawcy, który odpowiada dwa lata od wydania rzeczy, a przez pierwszy rok domniemuje się, że wada istniała od początku. Realnie można żądać obniżenia ceny - i tu pojawia się pytanie, jakiej. Gdyby przyjąć, że brakujące funkcje AI to 5 procent wartości telefonu wartego 5 999 zł, mówimy o 300 zł, czyli kwocie porównywalnej z amerykańskim maksimum 359 zł. Różnica jest w tym, że w USA wystarczy wpisać PIN, a w Polsce trzeba napisać pismo i być gotowym na spór.
Druga ścieżka to zgłoszenie do UOKiK, które nie daje pieniędzy zgłaszającemu, ale może ruszyć całą sprawę. Urząd ma kompetencje do stwierdzenia praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, a wprowadzająca w błąd reklama funkcji, której produkt nie posiada, mieszczą się w tej kategorii wprost. Kara może wynieść do 10 procent obrotu przedsiębiorcy osiągniętego w roku poprzedzającym - przy skali przychodów Apple to teoretyczny pułap liczony w miliardach euro, czyli dziesiątkach miliardów złotych. UOKiK może też nałożyć obowiązek usunięcia skutków naruszenia, w tym rekompensaty publicznej dla konsumentów. Podobna logika zadziałała już w Europie: włoski organ antymonopolowy ukarał Apple i Samsunga po 10 i 5 milionów euro (43 i 21,5 miliona złotych) za aktualizacje spowalniające telefony, a francuska DGCCRF wymierzyła Apple 25 milionów euro grzywny w tej samej sprawie - 107,5 miliona złotych. Żadne z tych postępowań nie wypłaciło ani złotówki bezpośrednio użytkownikom.
| Co porównuję | USA - class action | Polska - pozew grupowy |
| Przystąpienie do grupy | automatyczne, można się wypisać | trzeba aktywnie przystąpić, min. 10 osób |
| Formalność zgłoszenia | formularz online, PIN z maila | pismo procesowe, pełnomocnik obowiązkowy |
| Realna wypłata na osobę | 8-95 dolarów (30-359 zł) | zależna od ujednolicenia roszczeń, zwykle brak precedensu |
| Czas do pieniędzy | ok. 2 lata od pozwu | etap dopuszczalności sam trwa do 2 lat |
Ta ugoda kosztuje Apple mniej niż doba pracy firmy
Ostatnia liczba, którą policzyłem, tłumaczy, dlaczego takie sprawy kończą się ugodą bez przyznania winy. Apple raportuje roczny zysk netto rzędu 94 miliardów dolarów, co po podzieleniu przez 365 dni daje około 258 milionów dolarów czystego zysku dziennie. Cała ugoda, 250 milionów, to zatem niespełna 23 godziny zarabiania firmy. Z perspektywy działu prawnego to nie kara, to pozycja kosztowa porównywalna z jednodniową przerwą w działalności - i to przed uwzględnieniem odliczenia podatkowego.
Dla użytkownika po drugiej stronie proporcja jest odwrotna. Trzydzieści dolarów zwrotu przy telefonie za 1 199 dolarów to 2,5 procent ceny zakupu. Jeśli ktoś kupił iPhone’a 16 Pro Max właśnie po to, żeby korzystać z zapowiedzianej Siri, dostanie równowartość jednego etui. Nowa Siri, ta faktycznie działająca, pojawiła się u Apple dopiero po latach od pierwszej prezentacji - już w telefonach następnych generacji. Kto chciał ją mieć zgodnie z obietnicą z czerwca 2024, musiał kupić sprzęt dwa razy.
Polska lekcja z tej sprawy jest praktyczna i nie dotyczy Siri. Zachowuj materiały reklamowe produktu, który kupujesz pod konkretną obietnicę funkcji - zrzut ekranu ze strony producenta z datą jest dowodem w postępowaniu reklamacyjnym. Publiczne oświadczenia producenta są częścią umowy sprzedaży, a nie marketingową ozdobą, i to jedyny mechanizm, który w polskich warunkach realnie zamienia niedowiezione zapowiedzi AI na pieniądze wracające do kieszeni.
Fakty sprawdzone 23 września 2026. Przeliczenia własne przy kursie 3,78 zł za dolara i 4,30 zł za euro. Źródła: Dexerto - warunki ugody, lista modeli i terminy, Reuters - ugoda w sprawie spowalniania baterii, Reuters - kara francuskiego organu ochrony konsumentów, ustawa z 17 grudnia 2009 r. o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym, ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów. Szacunki liczby uprawnionych urządzeń są własnymi wyliczeniami autora na podstawie publicznie znanych danych o wolumenie sprzedaży iPhone’ów i udziale rynku amerykańskiego; Apple nie publikuje liczby sztuk.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
