AirTag w starej książce zaprowadził wprost do magazynu Amazona w Las Vegas
Antykwariusz ukrył tracker Apple w rzadkiej książce, wysłał ją do skupu - i odkrył tajny magazyn Amazona w Las Vegas, gdzie woluminy są niszczone w celu masowego skanowania na potrzeby AI.

👁 175 przeczytań
Niewielki tracker, schowany między stronami rzadkiej książki, przemierzył Stany Zjednoczone i zatrzymał się w magazynie w Las Vegas. Właściciel należy do Amazona. Tak kończy się reportaż Emanuela Maiberg opublikowany w poniedziałek przez 404 Media - i tak zaczyna się historia, która przez rok była tylko teorią środowiska antykwarycznego.
Książka, która pojechała sama
Antykwariusz od dawna podejrzewał, że ktoś skupuje jego towar w hurtowych ilościach nie po to, żeby go czytać. Kupujący omijał drogie, słynne pierwodruki i sięgał po coś zgoła innego: woluminy stare, tanie, drukowane w małych nakładach, napisane w językach, którymi dziś mówią już nieliczni. Żaden sensowny model biznesowy kolekcjonerski tego nie tłumaczył. Wytłumaczyć mogła za to jedna rzecz - ISBN. Każdy numer identyfikuje konkretne wydanie. Zbierz odpowiednio wiele, a masz pokrycie całej drukowanej produkcji ludzkości, którą da się jeszcze znaleźć na rynku wtórnym.

Bookseller wsunął więc AirTag między strony i oddał książkę razem z kolejną zbiorczą przesyłką. Tracker ruszył w trasę. Kilka dni później wskazywał adres w Las Vegas - magazyn, który Amazon wewnętrznie nazywa VGT3. Na drzwiach logo: dinozaur trzymający książkę i szczerzący zęby. Ashley Belanger z Ars Technica opisała go jako tyranozaura, który za chwilę ją zeżre. Metafora okazała się całkiem dosłowna.
Co się dzieje w środku
Pracownicy VGT3 rozmawiali z 404 Media. Opisują rutynę: do magazynu przyjeżdżają duże dostawy drukowanych książek, obsługa odcina grzbiety - bo tak strony łatwiej przełożyć przez skaner - i woluminy przestają istnieć jako obiekty fizyczne. Zostają pliki. Amazon określa działalność miejsca jako pracę book scanning team. Jak wynika z forumowych dyskusji wśród zatrudnionych, na początku tego roku magazyn stanął przed poważnym problemem: zabrakło książek do skanowania. Część pracowników obawiała się, że obiekt zostanie zamknięty. Przez pewien czas dostawy ustały całkowicie. Magazyn nadal działa.
Jeden szczegół z tych dyskusji robi szczególne wrażenie. Zanim pracownik zeskanuje strony, skanuje kod kreskowy lub ISBN. 404 Media pisze wprost, że to potwierdza teorię, którą antykwariusze snuli od miesięcy - kupujący nie interesuje się tytułem ani autorem, tylko numerem wydania. Tytuł to pretekst, ISBN to cel. Stąd ta osobliwa logika zakupów: słynny egzemplarz zostaje na półce, jedzie za to niepozorny tom z 1963 roku, wydrukowany w dwóch tysiącach egzemplarzy po szwedzku.
„Wartość rzadkiej książki tkwi w rzeczach historycznych, intelektualnych i sentymentalnych - w czymś, co firmy AI mają głęboko w nosie. Im chodzi o treść jako zbiór słów postawionych jeden za drugim.”
Tymi słowami antykwariusz, który ukrył tracker, opisał sprawę dziennikarzom 404 Media.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego stary papier jest wart tyle zachodu
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Odpowiedź jest prosta, choć ma w sobie coś ponurego. Mniej więcej do 2022 roku książki pisali wyłącznie ludzie. Wszystko, co wyszło spod pras drukarskich przed erą chatbotów, jest ludzkie z definicji - i właśnie dlatego bezcenne dla systemów uczących się na tekście. Modele trenowane na tekście generowanym przez inne modele degenerują się, tracą spójność i jakość. Mike Pearl zwrócił na to uwagę w Gizmodo: ludzkie pismo sprzed 2022 roku to zasób skończony i kurczący się.
To globalna presja. Ten sam problem ze źródłami w języku chińskim dotknął ostatnio Chiny. Google zapłacił 10 milionów dolarów za wewnętrzne dokumenty zbankrutowanych linii lotniczych - tylko po to, żeby zdobyć tekst, który na pewno wyszedł spod ludzkich palców, a nie z modelu językowego. Amazon w Las Vegas rozwiązuje ten problem po swojemu: kupuje fizyczne nośniki, wyciska z nich dane i likwiduje oryginał.
Amazon odmówił komentarza dotyczącego AI. Firma przekazała identyczne oświadczenie zarówno 404 Media, jak i Ars Technica: „Amazon kupuje książki za pośrednictwem kanałów komercyjnych, aby pomagać w rozwijaniu i ulepszaniu produktów i usług, z których korzystają nasi klienci.” Żadne słowo w tym zdaniu nie zaprzecza reportażowi. Żadne go też nie potwierdza.
Porównanie z konkurencją jest tym, co najbardziej uwiera. Anthropic oświadczyło BBC, że żaden z jego programów pozyskiwania danych nie obejmuje kupowania i niszczenia rzadkich ani antykwarycznych książek. xAI miało powiedzieć to samo publicznie. Ale tu pojawia się niezbędna gwiazdka: Anthropic prowadzi własne destrukcyjne skanowanie - ujawnione w ubiegłym miesiącu dokumenty sądowe pokazały projekt nazwany Panama, którego celem było właśnie niszczące skanowanie zakupionych woluminów. Różnica między „rzadkimi i antykwarycznymi” a całą resztą bywa płynna.
Amazon nie ujawnił skali operacji ani liczby przeskanowanych tytułów. Nie wiadomo, ile takich magazynów istnieje. Wiadomo natomiast, że jeden bookseller z AirTagiem zdołał udowodnić to, czego środowisko antykwaryczne domyślało się od roku - i że dinozaur na drzwiach magazynu VGT3 okazał się trafniejszym logo, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


