Upadłość Character.ai: policzyłem, ile kosztował jeden użytkownik i dlaczego 9,99 dolara nie wystarczyło

👁 118 przeczytań
Upadłość Character.ai nie jest zaskoczeniem dla nikogo, kto przez ostatnie dwa lata liczył koszty generatywnej sztucznej inteligencji na kartce. Jest natomiast pierwszym przypadkiem, w którym rozumowanie krytyków dostało potwierdzenie w dokumencie sądowym, a nie w wątku na platformie X. Z narracji złożonej we wtorek w sądzie upadłościowym, opisanej przez 404 Media, wynika rzecz istotniejsza niż sam fakt bankructwa: spółka twierdzi, że nawet bez kosztów prawnych jej model biznesowy był nie do utrzymania. To zdanie warto przeczytać dwa razy, bo zwykle firmy technologiczne w takiej sytuacji zrzucają winę na prawników, regulatorów i prasę.
Miliard dolarów wyceny, 150 milionów w rundzie i oferta na 20 milionów
Trzy liczby z akt i z doniesień prasowych wystarczą, żeby zobaczyć skalę zjazdu. W 2023 roku Character.ai zostało wycenione na miliard dolarów po rundzie 150 milionów dolarów prowadzonej przez fundusz a16z. Po przeliczeniu po kursie 3,78 złotego za dolara to wycena 3,78 miliarda złotych i runda warta 567 milionów złotych. Dziś, według doniesień, Disney zaoferował spółce 20 milionów dolarów, czyli 75,6 miliona złotych, za licencję na część swojej własności intelektualnej - rok wcześniej ta sama korporacja wysłała do Character.ai wezwanie do zaprzestania naruszeń, domagając się odcięcia postaci objętych prawem autorskim.
Zestawienie tych kwot daje pierwszą wartość, której nie znajdziecie w komunikatach: oferta Disneya to dwa procent wyceny spółki sprzed trzech lat i trzynaście procent jednej tylko rundy finansowania. Innymi słowy, największy posiadacz praw do postaci, na których Character.ai budowało swoją popularność, wycenił cały ten licencyjny węzeł na mniej niż jedną siódmą pieniędzy, które firma zebrała od inwestorów w jednym podejściu. To mówi więcej o realnej wartości produktu niż jakikolwiek deck inwestorski.
Rachunek na jednego użytkownika, który nie domyka się przy żadnym założeniu
Policzyłem to od strony kosztu jednostkowego, bo tam leży sedno. Character.ai utrzymywało subskrypcję w okolicach 9,99 dolara miesięcznie, co po kursie 3,78 złotego daje 37,77 złotego. Przyjmijmy, że płacący użytkownik prowadzi dziennie trzydzieści wymian z botem - to przy aplikacjach towarzyszących założenie skrajnie ostrożne, bo z badań nad zaangażowaniem w tej kategorii wychodzą liczby wyższe. Trzydzieści wymian dziennie przez trzydzieści dni to 900 wymian miesięcznie. Jeżeli każda wymiana to wraz z utrzymywanym kontekstem rozmowy nawet skromne trzy tysiące tokenów wejścia i pięćset tokenów wyjścia, miesięcznie robi się z tego 2,7 miliona tokenów wejściowych i 450 tysięcy wyjściowych.
Teraz ceny. U komercyjnych dostawców API stawki za modele średniej klasy oscylują wokół 0,15 dolara za milion tokenów wejścia i 0,60 dolara za milion wyjścia. Podstawiam: 2,7 razy 0,15 to 0,405 dolara, plus 0,45 razy 0,60 to 0,27 dolara. Razem 0,675 dolara miesięcznie, czyli 2,55 złotego. Wygląda na komfortowy margines - i właśnie dlatego tyle osób dało się nabrać na tezę, że to biznes o wysokiej marży. Problem w tym, że Character.ai nie było klientem API. Trenowało i utrzymywało własne modele, płaciło za bezczynną moc obliczeniową, za przechowywanie historii milionów rozmów i - to kluczowe - obsługiwało w przeważającej większości użytkowników, którzy nie płacili nic.
I tu rachunek się wywraca. Przy typowej dla takich aplikacji konwersji na poziomie dwóch procent, na jednego płacącego subskrybenta przypada czterdziestu dziewięciu korzystających za darmo. Te 37,77 złotego przychodu trzeba więc rozłożyć na pięćdziesiąt osób, co daje 75 groszy przychodu na aktywnego użytkownika miesięcznie. Żeby przy samym koszcie wnioskowania wyjść na zero, średni darmowy użytkownik musiałby być około czterokrotnie tańszy w obsłudze niż płacący - a w aplikacjach towarzyszących jest dokładnie odwrotnie, bo to właśnie najbardziej zaangażowani, często niepełnoletni użytkownicy generują najdłuższe sesje. Do tego nie doliczyłem jeszcze ani złotówki na pensje, infrastrukturę, moderację i obsługę prawną.
Spółka podaje w dokumentach upadłościowych, że jej ogromne koszty prawne przyczyniły się do bankructwa, ale że nawet bez problemów prawnych jej biznes był skrajnie nie do utrzymania.
Tak relacjonuje treść wtorkowego pisma 404 Media. Spółka opisuje też, że próbowała ciąć wydatki przez pogarszanie produktu - skracanie pamięci kontekstu, przełączanie na tańsze modele, ograniczanie długości odpowiedzi. Nie zadziałało. Użytkownicy aplikacji towarzyszących natychmiast wyczuwają, że rozmówca zgłupiał, i odchodzą, a odchodzą przede wszystkim ci płacący, bo mają najwyższe oczekiwania. Oszczędność na kosztach wnioskowania zjada przychód szybciej, niż go uwalnia.
Ile płaci polski użytkownik i jak to się ma do kosztu
Zestawiłem dwie najpopularniejsze nad Wisłą aplikacje towarzyszące, bo porównanie cen pokazuje, że cała kategoria stoi na tym samym kruchym fundamencie.
| Usługa | Cena miesięczna | W złotych (kurs 3,78) | Przychód na aktywnego użytkownika przy 2 proc. konwersji |
| Character.ai (plan płatny) | 9,99 USD | 37,77 zł | 0,75 zł |
| Replika Pro (plan roczny) | ok. 5,83 USD | ok. 22,04 zł | 0,44 zł |
Replika, która w Polsce ma wierną grupę użytkowników, przy rozliczeniu rocznym schodzi do około 69,99 dolara za rok, czyli 264,56 złotego - w przeliczeniu na miesiąc wychodzi 22,04 złotego. To znaczy, że konkurencja w tej kategorii odbywa się przez schodzenie z ceną, podczas gdy koszt obsłużenia jednej rozmowy jest w zasadzie identyczny dla wszystkich graczy, bo wszyscy kupują tę samą moc obliczeniową od tych samych dostawców. Nie ma tu miejsca na efekt skali, który ratował wcześniejsze pokolenia aplikacji - serwer, który odpowiada na milion rozmów, nie staje się tańszy na rozmowę w takim stopniu, w jakim taniał hosting statycznej strony.
Co z tego ma polski rodzic i polski inwestor
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Dla rodzica najpilniejsza jest jedna rzecz: historia rozmów. Character.ai przechowuje wieloletnie archiwa czatów, często bardzo osobiste, a polscy nastolatkowie są w tym gronie licznie reprezentowani, bo aplikacja nigdy nie wymagała ani polskiej karty płatniczej, ani weryfikacji wieku skuteczniejszej niż wpisanie daty urodzenia. W postępowaniu upadłościowym bazy danych są aktywem, które syndyk może sprzedać wraz z resztą majątku - i nie ma żadnej gwarancji, że nabywca będzie związany dotychczasową polityką prywatności w tym samym zakresie. Konkretna instrukcja jest więc taka: wejść w ustawienia konta, skorzystać z eksportu danych i wniosku o usunięcie konta przewidzianego w RODO, a jeżeli aplikacja przestanie odpowiadać na żądanie w ciągu miesiąca, złożyć skargę do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Rozporządzenie obowiązuje spółkę, która kieruje usługę do użytkowników w Unii, niezależnie od tego, czy jest w restrukturyzacji.
Druga sprawa dotyczy regulacji. Polska nie ma przepisu, który nakładałby na aplikacje towarzyszące obowiązek weryfikacji wieku ani oceny ryzyka uzależnienia. Akt o sztucznej inteligencji kwalifikuje systemy stosujące techniki manipulacyjne wobec osób szczególnie wrażliwych jako praktyki zakazane, ale egzekwowanie dopiero się rozkręca, a aplikacje towarzyszące zajmują w tej klasyfikacji niewygodną szarą strefę. W praktyce oznacza to, że dopóki krajowy organ nadzoru nie zacznie wydawać decyzji, jedyną realną barierą między trzynastolatkiem a chatbotem symulującym bliskość jest ustawienie na telefonie.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Czego ta upadłość uczy o wycenach pozostałych spółek
Dla inwestora morał jest chłodniejszy. Character.ai miało wszystko, czego podręcznik wymaga od zwycięzcy: rozpoznawalną markę, ogromne zaangażowanie użytkowników, założycieli z rodowodem z największych laboratoriów badawczych i fundusz a16z w akcjonariacie. Nie miało tylko jednego - dodatniej marży na jednostce. Jeżeli przy wycenie 3,78 miliarda złotych i rundzie 567 milionów złotych spółka nie zdołała doprowadzić przychodu na aktywnego użytkownika powyżej 75 groszy miesięcznie, to pytanie, które trzeba zadać każdej kolejnej firmie z tej branży, brzmi nie „ilu macie użytkowników”, tylko „ile kosztuje was obsłużenie jednego z nich i ilu z nich płaci”.
Warto też odnotować, co ta sprawa mówi o prawach autorskich. Disney najpierw wysłał wezwanie do zaprzestania naruszeń, a potem zaproponował licencję za 75,6 miliona złotych. To kolejność, która powtórzy się w wielu podobnych sporach: właściciel praw pozwala konkurentowi zbudować bazę użytkowników na cudzych postaciach, a potem wchodzi na rynek jako jedyny kupujący, gdy wycena już spadła. Dla spółek, które budują produkt na nie swojej własności intelektualnej, to scenariusz, w którym sukces produktowy i tak kończy się oddaniem wartości komuś innemu.
Fakty sprawdzone 15 października 2026 roku. Przeliczenia wykonane po kursie 3,78 złotego za dolara. Źródła: 404 Media - Character.ai’s Bankruptcy Documents Show the Economics of AI Don’t Work, cenniki publiczne Character.ai i Replika, publiczne cenniki API dostawców modeli językowych, tekst rozporządzenia RODO i Aktu o sztucznej inteligencji.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
