W Shenzhen powstał nowy zawód: zdalny operator humanoidalnego robota
W chińskiej stolicy hardware’u ludzie w goglach VR sterują robotami i jednocześnie karmią danymi algorytmy, które kiedyś mają ich zastąpić.
👁 122 przeczytań
Pierwszą rzeczą, jaką dziennikarz Wired zrobił, gdy pozwolono mu sterować dziesięcioma robotycznymi dłońmi naraz, było pokazanie środkowego palca. Wszystkimi dziesięcioma jednocześnie. Pięćdziesiąt mechanicznych palców uniesionych w geście, który chyba najlepiej oddaje stosunek wielu ludzi do nadchodzącej automatyzacji. Dopiero potem, jak przyznaje Will Knight, przyszło realne zdumienie: jak płynnie jego ruchy przenosiły się na maszyny i że transmisja działała w obie strony - czuł piłkę włożoną do jednej z elektronicznych dłoni.
Ta scena rozegrała się w IO-AI Tech, startupie położonym jakieś 45 minut na północ od centrum Shenzhen. I choć brzmi jak gadżeciarska ciekawostka, kryje się za nią coś znacznie poważniejszego - zarys nowego rodzaju pracy fizycznej, w której człowiek nie wykonuje zadania własnymi rękami, lecz cudzymi, robotycznymi.
Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google→Praca w goglach, jak z Ready Player One
W jednym z dużych pomieszczeń firmy Knight zobaczył ludzi w goglach VR i czujnikach ruchu rozmieszczonych po całym ciele, którzy zdalnie sterowali niewielkimi humanoidami marki Unitree. Jeden z operatorów maszerował obok robota w zaaranżowanym mieszkaniu, a maszyna powtarzała każdy jego ruch. Patrząc przez kamery umieszczone na wysokości oczu robota, człowiek przechodził przez sekwencję potrzebną, by zdjąć koszulę z wieszaka i ją złożyć.
Sam Knight przetestował też system, który pilotażowo wdraża jedna z chińskich sieci sklepów typu convenience. W goglach VR i z parą chwytaków próbował układać na półce pudełka z lekami. Na początku było to dezorientujące - musiał oswoić się z drobnym opóźnieniem między swoim ruchem a reakcją robota, którego widział w goglach. Po krótkiej praktyce, jak pisze, układał towar na półkach jak prawdziwy robot-boss.
Pomysł firmy jest dwutorowy. Z jednej strony roboty mają wykonywać użyteczną pracę: uzupełniać półki, wyciągać przedmioty z pojemników. Z drugiej - każdy taki ruch operatora to dane treningowe, które kiedyś mają pozwolić maszynom działać samodzielnie, bez człowieka w pętli.
Dlaczego akurat Shenzhen
Lokalizacja nie jest przypadkowa. Shenzhen to dom dla tysięcy producentów sprzętu, i to właśnie ta gęstość fabryk czyni z niego idealną bazę. Si Chin, współzałożycielka IO-AI Tech, tłumaczy, że bliskość producentów ułatwia szybkie projektowanie i dopracowywanie prototypów. Startup współpracuje z lokalnymi firmami, które chcą zautomatyzować swoje procesy - jak opisuje Wired, jedną z nich jest Jack Sewing Machines, producent maszyn do szycia. Razem trenują dwuramienne roboty do zadań takich jak prasowanie koszul, które miałyby wpasować się w istniejące linie produkcyjne i przejąć pracę dziś wykonywaną ręcznie.
Technologiczny rdzeń IO-AI Tech polega na tym, że firma potrafi przenieść ruchy człowieka na różne typy robotów. W Chinach na rynku są dziś dziesiątki modeli humanoidów i robotycznych dłoni, więc uniwersalny pomost między ciałem operatora a dowolną maszyną to realna wartość. Problem w tym, że człowiek i robot rzadko mają ten sam kształt, rozmiar i wagę. Dlatego algorytmy startupu muszą łączyć sterowanie przez człowieka z pewnym poziomem autonomii - bez tego robot, ślepo kopiując ruchy operatora, mógłby po prostu stracić równowagę.
Teleoperacja jako paliwo dla AI
Tu dochodzimy do sedna, które wykracza daleko poza chińskie sklepy z lekami. Część badaczy robotyki wierzy, że karmienie algorytmów ogromnymi ilościami danych z teleoperacji w końcu odblokuje wyjątkowo sprawne, ogólne modele - takie, które poradzą sobie z dowolnym zadaniem fizycznym. To ta sama logika, która napędzała rozwój dużych modeli językowych: dość danych i dość mocy obliczeniowej, a reszta przyjdzie sama.
Chin podchodzi do tego ostrożniej. Przyznaje, że tak być może, ale jej zdaniem rozsądniej jest wdrażać automatyzację stopniowo, krok po kroku, zamiast czekać na magiczny moment, w którym roboty staną się w pełni samodzielne. To różnica w filozofii, która może się okazać kluczowa - jedni stawiają wszystko na to, że skala sama rozwiąże problem, inni budują biznes na powolnym, praktycznym wdrażaniu tu i teraz.
I właśnie ten praktyczny aspekt wydaje mi się najciekawszy. Bo zobaczcie, co się tu naprawdę dzieje. Powstaje zawód, który polega na tym, że człowiek - w goglach, z czujnikami na ciele - uczy maszynę, jak go zastąpić. Każde złożenie koszuli, każde ułożone pudełko leku to lekcja udzielana własnemu następcy. Operator jest jednocześnie pracownikiem i nauczycielem automatu, który ma docelowo wyeliminować potrzebę istnienia tego operatora.
To nie jest science fiction o robotach przejmujących świat. To znacznie bardziej przyziemna i przez to bardziej niepokojąca wizja: przejściowa faza, w której praca fizyczna zostaje zdigitalizowana, zanim zostanie zautomatyzowana. Człowiek przez chwilę jest jeszcze potrzebny - jako źródło danych ruchowych, jako korektor balansu, jako ta inteligencja, której maszynie wciąż brakuje. Pytanie tylko, jak długo trwa to „przez chwilę”.
Chiny mają tu przewagę, której trudno nie zauważyć. Gęstość fabryk, tysiące producentów w jednym mieście, kilkanaście różnych marek humanoidów na rynku i firmy gotowe testować je na żywych liniach produkcyjnych. To środowisko, w którym pętla „zbuduj prototyp, przetestuj, zbierz dane, popraw” kręci się szybciej niż gdziekolwiek indziej. A jeśli teleoperacja faktycznie jest tym, czym dane tekstowe były dla modeli językowych, to Shenzhen właśnie buduje sobie ogromne archiwum ludzkich ruchów.
Najbardziej zapada mi w pamięć obraz operatora, który maszeruje po zaaranżowanym mieszkaniu obok robota powtarzającego każdy jego gest. Dwie sylwetki, jedna z krwi i kości, druga z metalu i serw, robiące dokładnie to samo. Na razie ludzka prowadzi, a maszyna podąża. Cała stawka tej technologii sprowadza się do jednego momentu w przyszłości - tego, w którym kolejność się odwróci.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
