Dom przyszłości stoi 7 metrów nad ziemią - i wsłuchuje się w twojego ojca
WIRED i Architectural Digest pytają, czego naprawdę potrzebujemy od naszych domów w erze AI, podnoszących się mórz i starzejących się rodziców.
👁 123 przeczytań
Dom Shearwater wisi na stalowych kolumnach niemal siedem metrów nad ziemią. Z dołu wygląda jak rzeźba albo przewidywanie. Tom Kundig, architekt który go zaprojektował, żartuje, że budynek stoi „powyżej nawet komarów”. Ale prawdziwy powód jest mniej zabawny: morze się podnosi, a dom ma to przetrwać.
To zdjęcie, którego nie da się odkleić od oka, otwiera wspólny projekt dwóch tytułów, które normalnie żyją w osobnych światach. WIRED i Architectural Digest połączyły siły wokół jednego pytania, które brzmi banalnie, dopóki nie zaczniesz się w nie wgryzać: czego właściwie chcemy od naszych domów, a czego od nich potrzebujemy? To nie to samo. Chcemy ładnego salonu. Potrzebujemy dachu, który nie spłonie i fundamentów, których nie zaleje.
Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google→Inteligentny dom przestał być wyborem
Najciekawsza teza w całej rozmowie redaktorek nie dotyczy estetyki, tylko nieuchronności. Katie Drummond, globalna dyrektorka redakcyjna WIRED, formułuje to brutalnie prosto.
„Dla nas pytanie nie brzmi, czy twój dom będzie inteligentny - będzie, niezależnie od tego, czy aktywnie tego szukasz, czy nie - ale jak faktycznie będziesz używać tej technologii.”
To Katie Drummond, i myślę, że trafia w sedno. Bo marketing sprzedaje nam od dekady ten sam sen: wchodzisz do domu, a wszystko samo dostosowuje się do twoich preferencji. Światło, temperatura, muzyka. Drummond przyznaje wprost, że ten sen wciąż pozostaje snem. Technologia jest wszędzie, ale rzadko bywa płynna. Częściej to kolejna aplikacja, która wymaga aktualizacji w najgorszym możliwym momencie.
Mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje przesunięcie akcentu. Przez lata „smart home” oznaczał gadżet - inteligentną żarówkę, głośnik, zamek. Teraz rozmowa przesuwa się w stronę pytania o sens. Gdzie ta technologia jest naprawdę użyteczna? Kiedy znika w tle, a kiedy przeszkadza? To dojrzalsze pytania niż „ile urządzeń podłączysz do Wi-Fi”.
Odporność zamiast fajerwerków
Amy Astley z Architectural Digest opisuje zwrot, który jeszcze niedawno brzmiał ekstremalnie, a dziś staje się standardem. Projektowanie odporne. Dom na palach ponad poziomem wody to nie kaprys architekta, tylko odpowiedź na realne ryzyko.
I tu pojawia się rzecz, która mnie zaskoczyła pozytywnie. Astley relacjonuje, że architekci na całym świecie sięgają po lokalne, niskotechnologiczne materiały - ubitą ziemię, bambus, ognioodporne drewno. Po latach wyścigu na czujniki i procesory część branży uznała, że przyszłość leży w przemyśleniu tego, co już działa. To ciekawa kontra wobec narracji o domu naszpikowanym elektroniką. Czasem najlepszą technologią jest ściana z gliny, która nie spłonie.
Te dwa wątki - cyfrowy i materiałowy - na pierwszy rzut oka się kłócą. W praktyce się uzupełniają. Dom przyszłości to budynek, który jest jednocześnie mądry i twardy. Wie, kiedy zamknąć rolety, ale przede wszystkim wytrzyma to, co przyniesie pogoda.
Mikrofon, który słucha starzejącego się ojca
Najmocniejszy fragment całego przedsięwzięcia nie dotyczy jednak architektury, tylko czegoś znacznie bardziej intymnego. WIRED publikuje profil Stewarta Branda - kontrkulturowej ikony, autora legendarnego „The Whole Earth Catalog”. Brand ma dziś 87 lat i zbudował nowoczesny, ekologiczny dom zaprojektowany dokładnie pod ten etap życia, na posiadłości w Petalumie w Kalifornii, którą dzieli z żoną.
Brand to symbol szerszego zjawiska. Żyjemy dłużej, więc pytanie o to, jak się starzeć we własnym domu i jaka technologia ma w tym pomóc, przestaje być ciekawostką, a staje się masowym wyzwaniem. I tu pada esej, który według Astley jest najbardziej poruszającym tekstem w całym wydaniu.
Steven Blum opisał, jak monitoruje starzejącego się ojca za pomocą stale włączonego mikrofonu. Pisze o tym, jak skomplikowana - i być może inwazyjna - bywa taka pomoc. To nie jest tekst o gadżecie. To tekst o granicy między troską a nadzorem, o samotności, którą technologia potrafi zmniejszyć, ale i o niepokoju, że zamieniamy bliskość w stały podsłuch. Opieka i inwigilacja zaczynają korzystać z tego samego urządzenia.
Astley zauważa, że czytała już teksty o wspieraniu bliskich technologią, ale tamte skupiały się na robotach towarzyszących albo inteligentnych lokalizatorach. Ujęcie Blума jest inne, bo nie sprzedaje rozwiązania. Pokazuje rozdarcie.
I to chyba najważniejszy wniosek z tego całego wspólnego wydania. Dom przyszłości nie jest ani futurystyczną fantazją z reklamy, ani sielanką z drewna i bambusa. Jest miejscem pełnym kompromisów - między pięknem a bezpieczeństwem, między wygodą a prywatnością, między tym, co chcemy mieć, a tym, czego naprawdę potrzebujemy. AI wejdzie tam, czy tego chcemy, czy nie. Pytanie tylko, czy wpuścimy ją do salonu, czy do sypialni umierającego rodzica - i czy będziemy umieli odróżnić jedno od drugiego.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
