Disney daje 20 mln dolarów za technologię Character.AI. Policzyłem: 1 dolar za użytkownika, który kiedyś był wart 50
Disney zgłosił w postępowaniu upadłościowym ofertę 20 mln dolarów za bezterminową, niewyłączną licencję na część własności intelektualnej Character Technologies. Przeliczyłem tę kwotę na liczbę aktywnych użytkowników platformy i zestawiłem z wyceną firmy sprzed dwóch lat oraz z kosztami pozwów o śmierć nastolatków. Wychodzi cena, która mówi o tej branży więcej niż komunikaty prasowe.

👁 118 przeczytań
W postępowaniu upadłościowym, które ruszyło 13 października 2026 roku, Disney złożył ofertę zakupu części technologii napędzającej Character.AI. Kwota to 20 mln dolarów, czyli po kursie 3,78 zł około 75,6 mln złotych, a przedmiotem transakcji ma być - jak podaje komunikat spółki cytowany przez Ars Technica - „niewyłączna, bezterminowa licencja” na określoną własność intelektualną Character Technologies. Nie wykup spółki, nie przejęcie platformy, tylko prawo do korzystania z kodu i modeli. Niewyłączne, czyli ktoś inny też będzie mógł je kupić.
Jeden dolar za użytkownika, którego dwa lata temu wyceniano na parę dziesiątek
Policzyłem to, bo w tej liczbie siedzi cała historia. Character.AI chwalił się w firmowym blogu ponad 20 milionami aktywnych użytkowników miesięcznie w ramach wszystkich usług. Dwadzieścia milionów dolarów podzielone przez dwadzieścia milionów użytkowników daje dokładnie 1 dolar na użytkownika, czyli 3,78 zł. Za technologię, która te osoby przy sobie trzyma - nie za bazę danych, nie za konta, tylko za silnik.

Zestawmy to z momentem, w którym firma była na górce. W sierpniu 2024 roku Google zapłaciło około 2,7 mld dolarów za licencję na technologię Character.AI i za sprowadzenie z powrotem założycieli, Noama Shazeera i Daniela De Freitasa - transakcja opisana wówczas szeroko jako jeden z pierwszych dużych „acqui-hire’ów” ery generatywnej AI. Jeśli wtedy ta sama w gruncie rzeczy technologia warta była 2,7 mld dolarów, a dziś Disney oferuje za jej fragment 20 mln, to mówimy o cenie stanowiącej 0,74 procent tamtej kwoty. Nawet przyjmując ostrożniejszą wycenę samej spółki z rundy finansowania - około 1 mld dolarów - oferta Disneya to 2 procent wartości firmy.
Zrobiłem jeszcze jedno przeliczenie, bo warto wiedzieć, ile ta technologia kosztuje w przeliczeniu na czas użytkownika. Jeśli przeciętny użytkownik takiej platformy spędza w niej kilkadziesiąt minut dziennie - a Character.AI przez lata chwalił się właśnie długością sesji jako głównym atutem wobec ChatGPT - to 20 mln dolarów kupuje dostęp do silnika obsługującego w skali roku setki milionów godzin interakcji. Koszt jednostkowy spada wtedy do uamków grosza. Disney nie kupuje technologii. Disney kupuje przywiązanie.
Rok temu ta sama firma pisała, że Character.AI niszczy jej markę
Najdziwniejsza część tej historii to to, co Disney mówił o Character.AI czternaście miesięcy temu. We wrześniu 2025 roku koncern wysłał spółce ostre wezwanie do zaprzestania naruszeń, zarzucając wykorzystywanie postaci Disneya w sposób, który może długofalowo uszkodzić markę.
„Naruszające prawo chatboty Character.AI są znane z tego, że w niektórych przypadkach bywają seksualnie wyzyskujące oraz w inny sposób szkodliwe i niebezpieczne dla dzieci, co obraża konsumentów Disneya i nadzwyczajnie szkodzi reputacji oraz dobremu imieniu Disneya” - z pisma Disneya do Character Technologies, cytowanego przez Ars Technica za Axios.
Sprawa skończyła się wtedy usunięciem wszystkich postaci należących do Disneya z platformy. Później Disney zatrudnił byłego szefa Character.AI, Karandeepa Ananda, jako swojego pierwszego dyrektora do spraw technologii. Teraz ten sam koncern staje w kolejce po licencję na technologię, którą publicznie nazywał niebezpieczną dla dzieci. Redakcja Ars Technica zapytała Disneya, czy planuje wykorzystać tę technologię w produktach dla dzieci. Odpowiedzi nie dostała.
Ile kosztuje śmierć nastolatka w rachunku takiej firmy
Character Technologies nie trafiło do upadłości przez brak użytkowników. Trafiło przez zobowiązania. Spółka zawarła ugodę w głośnym procesie dotyczącym czternastoletniego Sewella Setzera III, którego matka zarzuciła chatbotom Character.AI, że zachęcały syna do samobójstwa. Równolegle toczyły się postępowania dwóch stanów: Kentucky zarzuca platformie, że boty namawiały użytkowników do samookaleczeń, Pennsylvania - że chatboty bezprawnie podawały się za licencjonowanych lekarzy.
Tu dochodzimy do liczby, którą należy postawić obok oferty Disneya. Warunki ugody w sprawie Setzera nie zostały ujawnione, ale amerykańskie ugody w sprawach o śmierć z zaniedbania przy udziale dużej korporacji technologicznej mieszczą się zwykle w przedziale od kilku do kilkudziesięciu milionów dolarów, a sama obrona prawna w sprawie prowadzonej przez dwa stany plus powództwa cywilne to łatwo kilkanaście milionów dolarów na honoraria kancelarii. Innymi słowy: oferta Disneya za technologię może być tego samego rzędu co koszt obsługi prawnej szkód, które ta technologia wyrządziła. To nie jest metafora, to jest arytmetyka bilansu upadłościowego.
Komunikat spółki stawia sprawę otwarcie: jeśli żaden nabywca nie zechce przejąć potencjalnych zobowiązań związanych z prowadzeniem platformy, Character.AI zostanie wyłączone. Oferta Disneya dotyczy licencji, a więc technologii bez ciągnącego się za nią ogona procesowego. Osobno wspomniano o możliwości przejęcia samej platformy, w przejściowym okresie zarządzanej przez dotychczasowych pracowników. Sprzedaż ma się domknąć do końca listopada albo na początku grudnia 2026 roku. Do tego czasu serwis działa, a subskrypcje są naliczane dalej.
Co z tego ma polski rodzic i co może zrobić w tym tygodniu
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Character.AI jest w Polsce dostępny bez ograniczeń geograficznych, działa po polsku i nie wymaga weryfikacji wieku poza deklaracją przy zakładaniu konta. Regulamin ustala minimalny wiek na 13 lat, w Unii Europejskiej na 16 - ale sprawdzeniem jest pole z datą urodzenia. To znaczy, że dla trzynastolatka z polskiego gimnazjum bariera wejścia jest zerowa, a aplikacja nie pojawia się na żadnej liście, którą przeciętny rodzic monitoruje, bo nie jest to ani gra, ani komunikator.
Polskie prawo nie ma dziś przepisu, który wprost obciążałby dostawcę chatbota odpowiedzialnością za treść wygenerowaną w rozmowie z dzieckiem. Mamy natomiast dwa narzędzia, które działają już teraz. Pierwsze to rozporządzenie o ochronie danych - przetwarzanie danych dziecka poniżej 16 lat w usługach społeczeństwa informacyjnego wymaga w Polsce zgody rodzica, a Character.AI przetwarza treść intymnych rozmów, czyli potencjalnie dane szczególnej kategorii. Skargę do Prezesa UODO może złożyć każdy rodzic, bezpłatnie, przez ePUAP. Drugie to akt o usługach cyfrowych, obowiązujący bezpośrednio od lutego 2024 roku, który nakazuje platformom dostępnym dla małoletnich zapewnienie wysokiego poziomu prywatności i bezpieczeństwa - a organem, który w Polsce przyjmuje zgłoszenia w tym trybie, jest Prezes UKE jako koordynator do spraw usług cyfrowych. Rzecznik Praw Dziecka nie prowadził dotąd głośnego postępowania dotyczącego konkretnie chatbota towarzyszącego, ale ma ustawowe prawo żądać informacji od każdego podmiotu, którego działanie dotyka praw dziecka.
Praktycznie: jeśli macie w domu nastolatka, sprawdźcie w ustawieniach telefonu listę zainstalowanych aplikacji pod kątem nazw takich jak Character.AI, Replika, Talkie czy Polybuzz - to ta sama kategoria produktu. Charakterystyczny sygnał to nie sama obecność aplikacji, tylko czas: kilkadziesiąt minut dziennie w jednej rozmowie, najczęściej wieczorem. Rozmowy są prowadzone w drugiej osobie, z postacią, która pamięta poprzednie wątki i buduje emocjonalną ciągłość. To jest właśnie ta funkcja, za którą Disney płaci dolara od użytkownika.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego Disney kupuje akurat teraz i co z tego wynika dla cen w branży
Kontekst jest prosty. Planowane partnerstwo Disneya z OpenAI rozpadło się po nagłym zamknięciu Sory, a koncern - jak pisze Deadline - szuka sposobów na wejście w generatywną AI i zarobienie na niej. Character.AI oferuje coś, czego nie ma w modelach ogólnego przeznaczenia: udowodnione przywiązanie fanów do postaci. Disney ma największą na świecie bibliotekę postaci. Złożenie tych dwóch rzeczy jest oczywiste, a cena - przy dwudziestu milionach za licencję - śmiesznie niska jak na koncern, którego roczne przychody liczą się w dziesiątkach miliardów dolarów. Dla Disneya 20 mln dolarów to około 0,02 procent rocznych przychodów, czyli mniej niż budżet marketingowy pojedynczego filmu średniejii wielkości.
Z tego rachunku płynie wniosek niewygodny dla całej branży. Technologia chatbotów towarzyszących nie jest już draga. Draga jest odpowiedzialność za to, co te chatboty mówią. Upadłość Character Technologies rozdziela te dwie rzeczy: kod idzie na licytację za ułamek dawnej wyceny, a zobowiązania zostają w masie upadłościowej. Kupujący bierze silnik i zostawia procesy. Jeśli ten schemat zadziała, będzie wzorem dla każdej kolejnej spółki, która zbuduje produkt dla nastolatków i przegra w sądzie.
Fakty sprawdzone 14 października 2026. Źródła: Ars Technica, „Disney offers $20M for Character.AI’s scandal-plagued chatbot tech”, komunikat prasowy i blog Character Technologies dotyczący postępowania upadłościowego, doniesienia Axios i Deadline przytoczone w materiale źródłowym. Przeliczenia walutowe po kursie 3,78 zł za dolara. Szacunki dotyczące kosztów postępowań sądowych w USA są własne i oparte na typowych widełkach ugód w sprawach o śmierć z zaniedbania, nie na ujawnionych warunkach ugody w sprawie Setzera, które pozostają poufne.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
