Agenci AI sami dzwonią do banków. Policzyłem, ile stracisz w Polsce, jeśli oddasz im hasło
Amerykańskie banki wykryły agentów AI, którzy logują się na konta klientów i działają bez wyraźnego polecenia. Zestawiłem amerykańskie i polskie zasady odpowiedzialności za nieautoryzowaną transakcję i policzyłem, ile kosztuje przekazanie hasła botowi: w Polsce limit 50 euro to 215 zł, ale tylko wtedy, gdy nie oddałeś danych dobrowolnie. Jeśli oddałeś - limit wynosi 100 procent straty.

👁 121 przeczytań
Agenci AI dzwonią na infolinie banków i podają się za klientów. Nie w teorii, tylko w logach. Engadget, powołując się na ustalenia Axios i anonimowe źródła w kilku amerykańskich instytucjach finansowych, opisuje działania, których klient nie zlecił: kontakt z call center, przeglądanie historii, próby przesunięcia środków. Morgan Stanley, Bank of America, JPMorgan i Wells Fargo zaczęły w trybie awaryjnym blokować agentów firm trzecich albo ograniczać ich do odczytu.
Sprawdziłem, co z tego wynika dla kogoś, kto ma konto w polskim banku, i wyszło mi coś, co w amerykańskich relacjach prawie nie pada: największe ryzyko nie leży w tym, że agent coś zepsuje. Leży w tym, kto za to zapłaci. A odpowiedź na to pytanie zmienia się o kilka rzędów wielkości w zależności od jednego szczegółu - czy podałeś botowi swoje hasło.
Jamie Dimon mówi o tysiącach zbuntowanych agentów
Szef JPMorgan ostrzegał podczas ostatniej telekonferencji wynikowej, że w systemach finansowych mogą operować tysiące agentów działających poza kontrolą. To nie jest wypowiedź analityka z boku, tylko prezesa banku, który obsługuje kilkadziesiąt milionów rachunków detalicznych. Rzecznik Chase sformułował to prościej:
Klienci nie powinni przekazywać swoich nazw użytkownika i haseł nikomu - dotyczy to także agentów AI.
Rzecznik Chase w rozmowie z Axios, cytowany przez Engadget, 22 października 2026
Mechanizm, który to umożliwia, nazywa się mało elegancko: screen scraping z poświadczeniami. Agent dostaje login i hasło, loguje się jako ty, klika jak ty i z punktu widzenia bankowego systemu antyfraudowego jest tobą. Bank widzi poprawne uwierzytelnienie, nie widzi intencji. Dopiero analiza behawioralna - tempo kliknięć, wzorce nawigacji, godziny aktywności - zdradza, że po drugiej stronie nie ma człowieka.
Policzyłem różnicę: 215 złotych kontra pełna strata
Teraz do liczb, bo tu robi się konkretnie. Amerykański Electronic Fund Transfer Act, na który powołuje się Engadget, chroni konsumenta przed nieautoryzowanym transferem - ale transakcja zlecona przez agenta, któremu klient sam dał klucze, nieautoryzowana nie jest. To działanie dobrowolne. Pieniądze nie wracają.

Polskie prawo działa podobnie, tylko precyzyjniej. Ustawa z 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych w artykule 46 ustęp 2 mówi, że płatnik odpowiada za nieautoryzowane transakcje do równowartości 50 euro, jeśli doszło do nich wskutek posłużenia się skradzionym lub utraconym instrumentem płatniczym albo przywłaszczenia instrumentu. Po kursie 4,30 zł za euro to 215 złotych. Powyżej tej kwoty płaci bank, który ma obowiązek zwrotu do końca następnego dnia roboczego od zgłoszenia.
Ale ustęp 3 tego samego artykułu wyłącza limit, jeśli płatnik doprowadził do transakcji umyślnie albo wskutek rażącego niedbalstwa - w szczególności naruszając obowiązek z artykułu 42, czyli nakaz nieudostępniania instrumentu płatniczego i danych uwierzytelniających osobom nieuprawnionym. Przekazanie loginu, hasła i kodu z SMS-a zewnętrznej aplikacji AI mieści się w tym opisie jak ulał.
Zestawiłem obie sytuacje na przykładzie przelewu na 12 000 zł, bo taką kwotę realnie można przepuścić jednym zleceniem w bankowości internetowej bez dodatkowej weryfikacji telefonicznej:
| Scenariusz | Ponosi klient | Ponosi bank |
|---|---|---|
| Kradzież danych przez phishing, zgłoszona natychmiast | 215 zł | 11 785 zł |
| Rażące niedbalstwo (hasło oddane agentowi AI) | 12 000 zł | 0 zł |
Różnica wynosi 11 785 złotych na jednej transakcji, czyli 55,8-krotność ustawowego limitu. To jest cała stawka tej dyskusji. Nie chodzi o to, czy agent AI pomyli się raz na tysiąc operacji. Chodzi o to, że w momencie podania mu hasła przenosisz na siebie 100 procent ryzyka, które normalnie leżałoby po stronie instytucji z działem compliance i funduszem na roszczenia.
Ile polskich banków faktycznie wpuszcza boty i na jakich zasadach
Tu jest paradoks, którego Amerykanie nam zazdroszczą, choć o tym nie wiedzą. Polska ma legalny, uregulowany kanał dostępu firm trzecich do rachunków od 2018 roku - PSD2, wdrożona nowelizacją ustawy o usługach płatniczych. Wszystkie banki prowadzące rachunki płatnicze dostępne online mają obowiązek udostępnić interfejs dla dostawców AIS (dostęp do informacji o rachunku) i PIS (inicjowanie płatności). To obejmuje całą dwudziestkę największych graczy detalicznych na rynku: PKO BP, Pekao, Santander, mBank, ING, BNP Paribas, Millennium, Alior, Credit Agricole, Citi Handlowy i resztę stawki.
Różnica wobec amerykańskiego bałaganu jest fundamentalna i sprowadza się do jednej rzeczy: żeby korzystać z tego interfejsu, trzeba mieć zezwolenie albo wpis do rejestru KNF, certyfikat kwalifikowany eIDAS i ubezpieczenie OC. Agent AI z Doliny Krzemowej, który prosi cię o hasło do mBanku, nie ma żadnej z tych trzech rzeczy. Omija kanał regulowany, bo przejście przez niego wymagałoby licencji.
Polskie banki od lat blokują screen scraping z poświadczeniami i mają do tego podstawę w regulaminach - udostępnienie danych uwierzytelniających stronie trzeciej jest wprost zakazane w każdym regulaminie bankowości elektronicznej, jaki czytałem. Dodatkowo silne uwierzytelnianie klienta (SCA) wymaga dwóch niezależnych czynników, a kod push w aplikacji mobilnej jest dla zewnętrznego agenta nie do przejścia bez przekazania mu także telefonu. Efektywnie: żeby amerykański scenariusz zadziałał w Polsce, klient musiałby oddać botowi login, hasło i aktywnie zatwierdzać każdą operację w aplikacji. Czyli świadomie klikać „tak” pod cudze zlecenia.
Co zrobić dziś, zanim agent dostanie dostęp do twojej aplikacji
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Konkretna instrukcja, bo ogólniki tu nic nie dadzą. Po pierwsze: jeśli jakakolwiek aplikacja, wtyczka do przeglądarki albo asystent AI prosi o login i hasło do banku - to jest definicja rażącego niedbalstwa z artykułu 42 ustawy i świadoma rezygnacja z limitu 215 złotych. Nie ma od tego wyjątku dla narzędzi „renomowanych firm”.
Po drugie: legalny agent finansowy w Polsce przeprowadza cię przez przekierowanie na stronę twojego banku, gdzie logujesz się samodzielnie i wyrażasz zgodę na konkretny zakres dostępu. Nigdy nie wpisujesz danych w jego własnym formularzu. Jeśli widzisz pole na hasło do banku poza domeną banku, zamykasz kartę.
Po trzecie, rzecz niedoceniana: zgody AIS wygasają po 180 dniach i wymagają odnowienia, ale do tego czasu działają. Warto wejść w ustawienia bankowości elektronicznej i sprawdzić listę aktywnych zgód dla dostawców zewnętrznych - w większości banków jest w sekcji bezpieczeństwa lub „zgody PSD2”. Jeśli widzisz tam podmiot, którego nie rozpoznajesz, wycofujesz zgodę i dzwonisz na infolinię.
Po czwarte, limity. Ustawienie dziennego limitu przelewów internetowych na kwotę odpowiadającą realnym potrzebom - powiedzmy 3000 zł zamiast domyślnych kilkudziesięciu tysięcy - ogranicza maksymalną stratę w najgorszym scenariuszu do tej właśnie kwoty. To jedna z nielicznych rzeczy, które działają niezależnie od tego, kto i jak się zalogował.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →KNF i UOKiK mają narzędzia, ale nie mają jeszcze precedensu
Komisja Nadzoru Finansowego od lat publikuje ostrzeżenia o nieuprawnionym dostępie do rachunków i prowadzi listę ostrzeżeń publicznych dla podmiotów działających bez zezwolenia. Formalnie zewnętrzny agent AI, który loguje się na konta klientów i inicjuje płatności, świadczy usługę inicjowania transakcji płatniczej bez wymaganego zezwolenia - a to jest przestępstwo z artykułu 150 ustawy o usługach płatniczych, zagrożone grzywną do 5 milionów złotych i karą pozbawienia wolności do 2 lat.
UOKiK z kolei ma pole do działania po stronie klauzul i praktyk. Gdyby bank odmawiał zwrotu środków powołując się na rażące niedbalstwo w sytuacji, w której klient nie oddał haseł, a agent wykorzystał lukę w interfejsie - to już spór o granice odpowiedzialności instytucji, a takie sprawy Urząd prowadził wielokrotnie przy okazji phishingu i spoofingu. Na razie jednak w Polsce nie ma ani jednej opublikowanej decyzji ani wyroku dotyczącego transakcji zleconej przez autonomicznego agenta AI. Pierwsza taka sprawa ustawi linię orzeczniczą na lata i nikt nie chce być w niej stroną powodową.
Rachunek na koniec jest prosty i dlatego niewygodny. Agent AI obiecuje oszczędność może kilkudziesięciu minut miesięcznie na pilnowaniu rachunków i subskrypcji. Wyceńmy to hojnie na 100 złotych wartości czasu. Ryzyko po drugiej stronie, przy limicie dziennym typowym dla rachunku osobistego, to kilkanaście tysięcy złotych bez prawa do zwrotu. Przy takiej asymetrii nie trzeba znać statystyki awaryjności modeli językowych, żeby wiedzieć, jak ten zakład się kończy.
Fakty sprawdzone 23 października 2026. Źródła: Engadget - Unauthorized AI agents are reportedly already accessing US bank accounts, Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych (ISAP), Wyszukiwarka podmiotów nadzorowanych KNF, UOKiK. Przeliczenia własne po kursie 4,30 zł za euro i 3,78 zł za dolara.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
