Kiedy uczniowie robią deepfake’i z nauczycielem
Nauczyciele w USA stają się ofiarami deepfake’ów tworzonych przez własnych uczniów - sprawa zastępcy ze szkoły w Kalifornii to tylko jeden z wielu przypadków, które ujawnia Wired.

👁 140 przeczytań
Istnieje pewna granica, po której przekroczeniu technologia przestaje być narzędziem, a staje się bronią. Przy deepfake’ach ta granica jest wyjątkowo niska - i wyjątkowo łatwa do przekroczenia przez czternastolatka z telefonem.
Luis DeSantiago, nauczyciel zastępczy z Los Banos w Kalifornii, dowiedział się o tym 12 marca, podczas zmiany w kawiarni, gdzie dorabia. Koleżanka z pracy wspomniała, że w sieci krąży jakieś AI-wygenerowane zdjęcie - jej kuzyn pytał, czy to on. DeSantiago nie był początkowo zaniepokojony. TikTok zwykle usuwa takie treści.
„Kiedy w końcu zobaczyłem ten obraz, poczułem się jakby ktoś mnie uderzył w brzuch”
- mówi DeSantiago w rozmowie z Wired. Zdjęcie bazowało na selfie robionym w lustrze, które pamiętał z czasu pracy na studiach. Zamiast roboczego uniformu miał na sobie bieliznę. Zamiast stać normalnie - pozował sugestywnie.
Mechanizm upokorzenia
To, co nastąpiło potem, trwało miesiącami i objęło dwie szkoły, uczniów, rodziców, administratorów i policję. Jedno z kont, które udostępniły obraz, należało do ucznia ze szkoły średniej, w której DeSantiago regularnie zastępował. Inny uczeń założył konto podszywające się pod nauczyciela - ta sama fotografia profilowa, lekko przekręcone imię i nazwisko.
Uczeń, który przyznał się do stworzenia grafiki, dostał zawieszenie w trybie szkolnym. Obraz jednak żył dalej. Pojawił się na Snapchacie. A kiedy DeSantiago, żeby uniknąć problemów, wziął zastępstwo w lokalnym liceum, podczas jednej z lekcji ktoś przesłał mu AirDropem tę samą grafikę - i szybko cofnął wysyłkę. Wiedział, że krąży w klasie.
DeSantiago napisał do dyrektora: „Jeśli ci uczniowie nie boją się generować i publikować takich obrazów mnie, martwię się, co mogą rozpowszechniać prywatnie przez SMS-y i czaty grupowe. Pamiętajmy, że może to dotyczyć też innych uczniów.” To zdanie jest kluczowe. Deepfake skierowany w nauczyciela to jedna sprawa. Deepfake skierowany w rówieśnika - to już inna skala problemu.
To nie jest wyjątek
Wired rozmawiał łącznie z czterema nauczycielami, którzy twierdzą, że padli ofiarą podobnych praktyk swoich uczniów. Wszystkich łączy to samo: głęboki wstrząs, trudność w odbudowaniu relacji z uczniami i - w niektórych przypadkach - pytanie, czy w ogóle warto wracać do zawodu.
To ważna konstatacja, bo debata o deepfake’ach toczy się zwykle w rejestrze politycznym (fałszywe wypowiedzi polityków) albo pornograficznym (ofiary znane z mediów). Szkoła jako miejsce, w którym ta technologia wyrządza realne, codzienne krzywdy zwykłym ludziom, pojawia się w tej debacie zbyt rzadko.
A tymczasem bariery wejścia zniknęły. Generatywne AI potrafi dziś na podstawie jednego zdjęcia z mediów społecznościowych stworzyć materiał, który jeszcze pięć lat temu wymagałby zaawansowanych umiejętności graficznych. Nauczyciel, który codziennie jest fotografowany przez uczniów - bo taka jest rzeczywistość klasowa - ma zerową kontrolę nad tym, co z tymi zdjęciami można zrobić.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Prawo nie nadąża
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Problem prawny jest złożony. W wielu stanach USA nie ma przepisów wprost zakazujących tworzenia deepfake’ów pornograficznych przez nieletnich wobec osób dorosłych - a już tym bardziej dorosłych wobec nieletnich w kontekście szkolnym. Szkolne regulaminy i „natychmiastowe dochodzenia” to wewnętrzne narzędzia, które nie mają żadnej mocy odstraszającej w stosunku do technologii dostępnej za darmo w przeglądarce.
DeSantiago zrobił to, co mógł: zgłosił sprawę policji, rozmawiał z dyrektorami, pisał e-maile. Dystrykt szkolny nie odpowiedział na pytania Wired. Uczeń dostał zawieszenie. Obraz krąży dalej.
Moim zdaniem jest w tej historii coś, co wykracza poza sam deepfake. To sygnał głębszego kryzysu autorytetu nauczyciela - nie w sensie dyscyplinarnym, ale po prostu ludzkiego szacunku dla kogoś, kto stoi przed tablicą. Kiedy uczeń generuje pornograficzny obraz swojego zastępcy i publikuje go pod jego nazwiskiem, robi coś więcej niż żart. Ogłasza, że ten człowiek nie zasługuje na traktowanie jak człowiek.
Technologia to umożliwiła. Ale pytanie, dlaczego ktoś w ogóle chciał to zrobić, jest osobne. I chyba trudniejsze.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


