SpaceX wchodzi na giełdę i tworzy pierwszego biliardera. Musk przekroczył próg, którego jeszcze nie było
SpaceX zadebiutowała na Nasdaq największym IPO w historii, a Elon Musk został pierwszym trylionerem świata - i to dopiero początek lawiny.
👁 144 przeczytań
Przez 24 lata SpaceX przyzwyczaiła nas do tego, że jest spektaklem - lądujące rakiety, rosnąca sieć Starlink, no i sam Elon Musk, który potrafi przykuć uwagę świata jednym wpisem. Ale nic w historii firmy nie umywa się do tego, co wydarzyło się w czerwcu. SpaceX weszła na giełdę. I zrobiła to w stylu, który przesuwa skalę o cały rząd wielkości.
Firma wyceniła 555,6 miliona akcji po 135 dolarów za sztukę, planując pozyskać 75 miliardów dolarów. To samo w sobie czyniłoby z tej oferty największe IPO w historii. Ale popyt okazał się tak gigantyczny, że ostateczna kwota spuchła do 85,7 miliarda dolarów. A przy okazji wydarzyło się coś, co do tej pory istniało wyłącznie w nagłówkach futurologów: Elon Musk został pierwszym trylionerem na świecie.
Debiut, który złamał kalkulatory
Akcje SpaceX otworzyły się 12 czerwca na Nasdaq po 150 dolarów - to skok o 11 procent względem ceny emisyjnej, i to przy najbardziej oczekiwanym debiucie w dziejach rynku. Ale na tym się nie skończyło. W trakcie sesji papiery wystrzeliły o 30 procent, by zamknąć dzień na poziomie 160,95 dolara, wyżej o 19 procent. Wolumen obrotu był ogromny, dokładnie tak, jak wszyscy przewidywali.
Skala zainteresowania przelała się też na platformy detaliczne. Robinhood ogłosił, że odnotował „rekordowy ruch” w godzinach po historycznym debiucie SpaceX. Inwestorzy indywidualni rzucili się na akcje firmy, której do tej pory nie mogli legalnie tknąć na otwartym rynku.
Hossa nie zatrzymała się po pierwszej sesji. 15 czerwca kurs poszedł w górę o kolejne 20 procent, a we wtorek rano dorzucił ponad 8 procent. W efekcie wycena firmy urosła do 2,7 biliona dolarów, co uczyniło SpaceX piątą najcenniejszą firmą świata, wyprzedzając Amazon. To wszystko w kilka dni.
Kto naprawdę zarobił
Przy ofercie tej wielkości w tle pracuje cała finansowa maszyneria, a jej operatorzy nie wychodzą z pustymi rękami. Banki inkasujące prowizje zgarnęły łącznie około 500 milionów dolarów. Największymi wygranymi są Goldman Sachs i Morgan Stanley - tak przynajmniej wynika z ustaleń „Wall Street Journal”.
Sam Musk świętował po swojemu, czyli na X, należącej do niego platformie społecznościowej. W piątkowe popołudnie, gdy kurs piął się w górę, napisał:
„Kocham niesamowitych ludzi SpaceX ponad wszelkie słowa”.
To Elon Musk na X, 12 czerwca. Przy okazji udostępnił serię wpisów związanych z IPO, w tym zdjęcie insiderów w zielonych butach - czytelny żart nawiązujący do tak zwanego greenshoe option. To zapis w umowie subemisyjnej pozwalający bankom sprzedać do 15 procent więcej akcji, niż pierwotnie planowano, jeśli popyt jest wyjątkowo silny. W przypadku SpaceX był aż nadto silny.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Najciekawsze dopiero się zaczyna
Gdyby ktoś sądził, że wejście na giełdę będzie kulminacją, to się myli. To raczej pistolet startowy. Zaledwie kilka dni po IPO SpaceX ogłosiła przejęcie firmy Cursor za 60 miliardów dolarów w akcjach. Sam fakt, że producent rakiet sięga po narzędzie do programowania wspieranego przez AI, mówi wiele o tym, w którą stronę Musk chce skręcić cały ekosystem swoich firm.
Bo właśnie ten wątek może spędzać sen z powiek akcjonariuszom Tesli. Gwynne Shotwell, dyrektor operacyjna SpaceX, udzieliła 12 czerwca wywiadu stacji CNBC i wśród wielu uwag rzuciła jedną, która natychmiast rozpaliła spekulacje. Powiedziała, że „fuzja między SpaceX a Teslą mogłaby trochę ułatwić życie Elonowi”. To zdanie, rzucone niby mimochodem, otwiera scenariusz, w którym imperium Muska zaczyna się konsolidować pod jednym kapeluszem.
Warto się przy tym na chwilę zatrzymać, bo to nie jest tylko historia o liczbach z giełdy. SpaceX przez lata była ucieleśnieniem mitu prywatnej firmy, która robi rzeczy niemożliwe poza presją kwartalnych wyników. Reużywalne rakiety, Starlink dostarczający internet w miejsca, gdzie wcześniej go nie było - to wszystko powstawało z dala od rynkowych nacisków. Teraz firma wchodzi w świat, w którym co kwartał trzeba tłumaczyć się przed analitykami, a kurs akcji potrafi reagować na jeden wpis założyciela na X.
To napięcie jest realne. Z jednej strony kapitał z IPO daje SpaceX paliwo na lata - można sfinansować Starship, rozbudowę Starlinka, kosztowne ambicje marsjańskie. Z drugiej, publiczny status oznacza, że firma, która budowała swoją legendę na byciu nieprzewidywalną, będzie teraz musiała być przewidywalna dla Wall Street. A to dwa porządki, które niełatwo pogodzić, zwłaszcza gdy na czele stoi człowiek słynący z robienia rzeczy po swojemu.
Pojawia się też pytanie o samego Muska jako pierwszego trylionera. To nie jest tylko ciekawostka dla rankingów najbogatszych. Taka koncentracja majątku w rękach jednej osoby, kontrolującej jednocześnie firmę kosmiczną, producenta samochodów, sieć satelitarną i platformę społecznościową, na której sam komentuje własne notowania, rodzi pytania, na które rynki finansowe dotąd nie musiały odpowiadać. Gdzie kończy się przedsiębiorca, a zaczyna struktura zbyt potężna, by ktokolwiek mógł ją realnie kontrolować?
Na razie rynek głosuje portfelem, i to jednoznacznie. Rekordowy debiut, rekordowe prowizje banków, rekordowy ruch u brokerów detalicznych, rekordowy majątek założyciela. Wszystko w SpaceX nagle stało się największe w historii. Ale historia uczy też, że największe debiuty bywają początkiem najtrudniejszych rozdziałów. Bo gdy raz wpuści się rynek do środka, trudno go potem poprosić, by wyszedł. SpaceX właśnie podpisała umowę, której nie da się cofnąć - i od teraz każda rakieta będzie startować na oczach akcjonariuszy.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


