Wszyscy chcą amerykańskiego AI. Nikt nie chce, żeby Ameryka mogła je wyłączyć
Na szczycie G7 Macron i Modi powiedzieli głośno to, czego cała branża boi się od miesięcy: model, który da się wyłączyć z dnia na dzień, to nie jest produkt, to dźwignia.
👁 130 przeczytań
Jest coś rozbrajająco szczerego w sytuacji, w której przywódcy najbogatszych demokracji świata zbierają się przy lunchu, żeby zapytać amerykańskie firmy: czy moglibyście, proszę, sprzedać nam swoją technologię, ale tak żebyście nie mogli nam jej odebrać? Moim zdaniem to jeden z najciekawszych momentów ostatnich miesięcy, bo obnaża sprzeczność, którą cały świat udawał, że nie dostrzega. Amerykańskie AI jest najlepsze. I właśnie dlatego jest najgroźniejsze.
Na środowym szczycie G7 prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Indii Narendra Modi powiedzieli to wprost. Przy stole siedzieli ludzie, którzy ten przełącznik trzymają w ręku: Dario Amodei z Anthropic, Sam Altman z OpenAI i prezydent Donald Trump. Macron ostrzegł, że jeśli USA „z dnia na dzień mogą wyłączyć przełącznik”, ucierpią nie tylko gospodarki europejskich klientów, ale i same amerykańskie firmy. Trudno o lepszą definicję pułapki, którą Dolina Krzemowa sama na siebie zastawiła.
Sprawa, która wszystko zmieniła
Te słowa nie padły w próżni. Kilka dni wcześniej administracja Trumpa zablokowała Anthropic eksport jego najnowszych modeli - Mythos 5 i Fable 5 - powołując się na bezpieczeństwo narodowe. Zapalnikiem był sygnał od Amazona do Białego Domu, że pewne zabezpieczenia da się obejść. Pikanterii dodaje fakt, że eksperci od cyberbezpieczeństwa zauważyli, iż te same zdolności są obecne w modelach, które dalej można pobrać bez problemu, choćby od OpenAI. A jednak to modele Anthropic zostały zamrożone.
I tu dochodzimy do sedna mojej tezy: nie chodzi o bezpieczeństwo. Chodzi o to, że nagle stało się jasne, iż dostęp można odebrać w nocy, bez wyjaśnień, których nikt może nigdy nie pozna. Startup w Paryżu albo w Bangalore, który zbudował swój produkt na amerykańskim modelu, obudził się z wiedzą, że jego biznes wisi na decyzji, której nie zobaczy i na którą nie ma żadnego wpływu.
Modi, według doniesień Financial Times, też nie krył obaw wokół blokady Anthropic, dodając, że demokratyczne państwa muszą mieć nieskrępowany dostęp do najlepszych modeli, żeby chronić infrastrukturę krytyczną. Najmocniej zabrzmiał jednak ktoś spoza salonu G7 - Aidan Gomez, współzałożyciel kanadyjskiego Cohere.
„Niedawne ograniczenie dostępu do modeli Anthropic potwierdza to, co my w Cohere wiedzieliśmy od zawsze: że firmy i demokratyczne państwa pozostające zależne od garstki wielkich firm technologicznych to zagrożenie dla odporności. Suwerenność cyfrowa to nie tylko kwestia konkurencji rynkowej czy jednej firmy lub narodu. To pytanie o to, kto kontroluje fundamentalną technologię, która przez dekady będzie kształtować nasze bezpieczeństwo gospodarcze i narodowe.”
Aidan Gomez, współzałożyciel i CEO Cohere, w oświadczeniu dla TechCrunch
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →„Zaufani partnerzy”, czyli klub z amerykańskim ochroniarzem
Odpowiedź, którą G7 zaczęło rozważać, brzmi pięknie biurokratycznie: system „zaufanych partnerów”. Pomysł polega na tym, żeby krajom spoza USA przyznawać dostęp do zaawansowanych modeli od Anthropic czy OpenAI w ramach swego rodzaju otwartej sieci handlowej, która omija amerykańskie restrykcje. Partnerem mógłby być kraj albo firma - pod warunkiem, że użyje modeli do budowania obrony przed rywalami pokroju Chin.
Brzmi rozsądnie, dopóki nie zada się prostego pytania: a kto decyduje, kto jest zaufany? Bo jeśli klucz do klubu trzyma ten sam Waszyngton, który właśnie wyłączył Anthropic, to nie zlikwidowaliśmy przełącznika - tylko pomalowaliśmy go na bardziej dyplomatyczny kolor. Nie wiadomo zresztą, jak daleko ten schemat by sięgnął i czy w ogóle byłby odpowiedzią dla wspomnianego startupu, którego produkt pewnego ranka po prostu przestał działać.
Macron, który nie jest naiwny, ujął to logiką sprzedawcy: Waszyngtonowi powinno zależeć na takim systemie i na szerszym dostępie do Mythosa, bo nikt nie kupi amerykańskiego AI, jeśli może ono zniknąć z dnia na dzień. I to jest, paradoksalnie, najsilniejszy argument w całej tej awanturze - nie moralny, tylko biznesowy.
Cała ta scena rozgrywa się w momencie, gdy Europa i reszta świata próbują forsować ideę suwerenności AI. Tyle że to coraz trudniejsza sprzedaż, kiedy amerykańskie modele wciąż uciekają konkurencji o kilka długości, a nikt nie chce zostać w tyle. Świat stoi więc w kolejce po technologię, której się boi, i targuje się o warunki, na których pozwoli się od niej uzależnić. Moim zdaniem to nie jest spór o bezpieczeństwo modeli. To spór o to, czyj palec leży na wyłączniku - i właśnie wszyscy zrozumieli, że nie ich.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


