Szef Skydio: Dolina Krzemowa nie powinna wyznaczać czerwonych linii dla dronów
Adam Bry, szef największego amerykańskiego producenta autonomicznych dronów, tłumaczy, dlaczego nie chce rysować granic dla wojskowego użycia AI - i dlaczego po zniknięciu DJI to jego firma została głównym graczem na rynku.
👁 148 przeczytań
Nilay Patel z The Verge usiadł w studiu w Nowym Jorku, otworzył laptopa Adama Bry’a i z tego laptopa zdalnie poderwał drona w rejonie zatoki San Francisco, a potem przeleciał drugą maszyną po biurze redakcji. To nie była sztuczka. To była demonstracja tego, gdzie znalazła się dzisiaj branża dronów - i kim w tej branży jest Skydio.
Bry jest współzałożycielem i prezesem firmy, która sama określa się jako największy amerykański producent dronów. Zaczynali w 2014 roku. Dziś, jak mówi, obsługują „krytyczne branże, na których opiera się nasza cywilizacja”: służby publiczne, wojsko, ale też - co Bry podkreśla wielokrotnie - zakłady energetyczne, firmy budowlane, drogownictwo i organizacje ochroniarskie. Ich drony to, jego słowami, „latające platformy sensoryczne”.
Jak Skydio zostało jedyną opcją
Najważniejszy kontekst tej rozmowy nie dotyczy technologii, tylko polityki. Pod koniec zeszłego roku administracja Trumpa zakazała dronów produkowanych za granicą. W praktyce z dnia na dzień z amerykańskiego rynku zniknęły tanie maszyny DJI - chińskie urządzenia, które przez lata obsługiwały dokładnie ten segment, jakim dziś żyje Skydio: inspekcje infrastruktury, oględziny linii energetycznych, zadania, których wcześniej po prostu nie dało się wykonać.
Efekt? Tanie chińskie drony wyparowały, a na placu boju zostały drogie produkty Skydio jako główna alternatywa. To wygodna pozycja, ale też niewygodne pytanie: czy firma rośnie dlatego, że jest lepsza, czy dlatego, że konkurencję wypchnęła decyzja administracyjna. Patel nie ukrywa, że właśnie ta nagła zmiana układu sił jest jednym z najciekawszych wątków całej rozmowy.
Bry konsekwentnie przesuwa uwagę z policji i wojska na klientów mniej kontrowersyjnych. Powtarza, że duża część odbiorców Skydio to firmy energetyczne, które używają dronów do zdalnej inspekcji ważnej infrastruktury w sposób wcześniej niemożliwy. To nie przypadek. To narracja, która ma rozbroić największą obawę wobec autonomicznych maszyn latających - że służą głównie do śledzenia ludzi i prowadzenia wojen.
Gdzie są granice - i czy w ogóle są
Najmocniejszy fragment dotyczy jednak czegoś innego. Patel chciał wiedzieć, gdzie Bry stawia swoje czerwone linie w czasie, gdy wojskowe zastosowania sztucznej inteligencji budzą większe kontrowersje niż kiedykolwiek. Odpowiedź szefa Skydio jest prowokacyjna: jego zdaniem to nie Dolina Krzemowa powinna wyznaczać te granice.
To stanowisko warto rozłożyć na czynniki, bo łatwo je źle zrozumieć. Bry nie mówi, że granic nie ma. Mówi raczej, że ustalanie ich nie należy do prywatnych firm technologicznych z San Francisco, które miałyby arbitralnie decydować, jak demokratyczne państwo może używać własnych narzędzi obronnych. W jego logice to wybrane instytucje i prawo, a nie inżynierowie, powinny rysować te linie - a zadaniem producenta jest dostarczyć sprawne, godne zaufania urządzenia.
Dla wielu osób w branży to herezja. Przez ostatnią dekadę kultura technologicznych pracowników szła w przeciwnym kierunku - od buntów w Google wokół wojskowego projektu Maven po naciski na firmy, by same odmawiały współpracy z armią. Bry świadomie staje po drugiej stronie tego sporu. I robi to w momencie, gdy autonomia maszyn jest coraz bliżej tego, by stać się, jak sam zauważa Patel, „kolejną rzeczą” - technologią na progu skokowej zmiany.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Made in USA, czyli najtrudniejsza część
Jest jeszcze wątek, który łatwo przeoczyć, a który moim zdaniem jest sednem całej historii Skydio: produkcja. Bry rozmawia z Patelem o realiach wytwarzania skomplikowanych produktów takich jak drony w Stanach Zjednoczonych. To nie jest banał. Zakaz importu chińskiego sprzętu otworzył rynek, ale jednocześnie odsłonił bolesną prawdę - amerykański łańcuch dostaw do takiej elektroniki jest cienki, drogi i trudny do odtworzenia z dnia na dzień. Drogi produkt Skydio nie jest drogi przypadkiem.
I tu pojawia się akcent, który Patel uznał za najbardziej odświeżający w całej rozmowie:
Bry mówił o używaniu AI po to, by w miarę rozwoju firmy przyciągnąć do Skydio jeszcze więcej ludzi do pracy.
To ciekawe odwrócenie dominującej dziś opowieści o sztucznej inteligencji, w której AI zwykle pojawia się jako narzędzie do redukcji zatrudnienia. U Bry’a AI ma być dźwignią wzrostu liczby miejsc pracy, a nie ich likwidacji - przynajmniej w jego firmie i w jego wersji wydarzeń.
Cała ta rozmowa układa się w portret branży w punkcie zwrotnym. Z jednej strony mamy decyzję polityczną, która z dnia na dzień przemeblowała rynek i wyniosła jednego gracza na pozycję domyślnego wyboru. Z drugiej - prezesa, który nie ucieka od pytań o policję, wojsko i masową inwigilację, lecz odpowiada na nie wprost, czasem wbrew nastrojom własnego środowiska. A z trzeciej - technologię, która z gadżetu dla pasjonatów stała się infrastrukturą: czymś, co inspekuje sieci energetyczne, lata po biurach i, owszem, trafia w ręce armii.
Bry konsekwentnie sprzedaje tezę, że drony mogą uczynić nas bezpieczniejszymi. Pytanie, czy mu wierzymy, zależy od tego, komu ufamy w sprawie tych czerwonych linii. Bo skoro nie ma ich rysować Dolina Krzemowa, ktoś jednak musi.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


