
Cursor - recenzja
Cursor to dziś punkt odniesienia, jeśli chodzi o wygodę pracy z AI w kodzie - tryb agenta, świadomość całego repozytorium i uzupełnianie Tab składają się na doświadczenie, którego klasyczne wtyczki nie dotykają.
Cursor to edytor kodu zbudowany od podstaw wokół AI, technicznie fork Visual Studio Code, rozwijany przez firmę Anysphere. Najprościej mówiąc: to VS Code, w którym sztuczna inteligencja nie jest dokładką w postaci wtyczki, tylko rdzeniem całego doświadczenia. Nie hostuje własnego modelu - pod spodem korzysta z czołowych modeli od dostawców takich jak Anthropic czy OpenAI, a swoją wartość buduje na warstwie, która te modele rozumie i karmi kontekstem całego repozytorium. Liczy się, bo jako pierwszy naprawdę dobrze rozwiązał problem, który wcześniej był rozsypany po dziesiątkach wtyczek: edycja świadoma całego projektu, tryb agenta i uzupełnianie, które przewiduje nie jedno słowo, lecz Twój następny ruch. Moja teza jest prosta: to dziś najlepszy UX AI-codingu na rynku i jeśli piszesz kod zawodowo, prędzej czy później i tak go przetestujesz. Płacisz za to subskrypcją, kosztami zużycia i obowiązkiem czytania każdej zmiany, którą agent Ci podsuwa.
Mocne strony
- Najlepszy UX AI-codingu na rynku. Cała aplikacja jest zaprojektowana tak, żeby AI było pod ręką w każdym momencie, a nie schowane za skrótem i osobnym panelem. Czat zna otwarte pliki, podpowiedzi pojawiają się tam, gdzie patrzysz, a wejście w nawyk pracy z modelem trwa kwadrans, nie tydzień.
- Tryb agenta, który realnie wykonuje zadania. Zamiast wkleić Ci fragment kodu do skopiowania, agent sam edytuje pliki, tworzy nowe, uruchamia polecenia i iteruje nad zadaniem aż do skutku. To różnica między asystentem podpowiadającym a współpracownikiem, któremu zlecasz konkretną robotę i sprawdzasz wynik.
- Edycje świadome całego repozytorium. Cursor potrafi wciągnąć do kontekstu strukturę projektu, powiązane pliki i zależności, więc jego propozycje pasują do tego, co już masz, a nie do generycznego przykładu z internetu. W większym, dojrzałym kodzie to właśnie ta świadomość kontekstu decyduje, czy podpowiedź jest użyteczna, czy do wyrzucenia.
- Uzupełnianie Tab, które przewiduje następny ruch. To nie jest klasyczne autouzupełnianie jednej linijki - model proponuje całe bloki, kolejne edycje i skoki w inne miejsce pliku, często trafnie odgadując, co chcesz zrobić za chwilę. Przy refaktorach i powtarzalnych zmianach oszczędza realnie dużo klawiszologii.
- Praca wieloplikowa w jednym zleceniu. Możesz poprosić o zmianę, która dotyka kilku plików naraz - przemianowanie, przeniesienie logiki, dodanie funkcji ze wszystkimi konsekwencjami - i Cursor ogarnie to spójnie w całym zestawie. To rzecz, na której klasyczne wtyczki do edytora zwykle się wykładały.
Słabe strony
- Koszty potrafią zaskoczyć. Płacisz subskrypcję, a do tego dochodzi zużycie zależne od tego, jak intensywnie korzystasz z mocniejszych modeli w trybie agenta. Przy ciężkiej pracy rachunek bywa wyższy, niż się spodziewasz, a model rozliczeń zmienia się na tyle często, że trzeba go pilnować.
- Agent potrafi zmienić za dużo. Zlecasz drobną poprawkę, a wracasz do diffa, który dotyka pięciu plików, refaktoruje rzeczy, o które nie prosiłeś, i po drodze coś psuje. Im większe zadanie, tym łatwiej o nadgorliwość, której nie zauważysz bez uważnego przejrzenia.
- Wymaga dyscypliny w przeglądaniu zmian. Wygoda jest tak duża, że kusi, żeby klikać akceptuj bez czytania, a to najprostsza droga do wpuszczenia błędu albo cichej regresji. Cursor nie zwalnia Cię z bycia inżynierem - przesuwa tylko ciężar z pisania na recenzowanie, i to recenzowanie trzeba robić serio.