Skip to content
Premium

Marvell sprzedaje kilofy do gorączki AI. Customowe chipy wychodzą z cienia Nvidii

Marvell zapowiada wielki wzrost przychodów z układów projektowanych pod klientów chmurowych. To znak, że boom AI przestaje być wyłącznie opowieścią o GPU Nvidii.

4 min read
W wyścigu AI coraz częściej wygrywa ten, kto potrafi taniej zasilić model, a nie tylko zbudować większy model.

Reuters podał, że Marvell widzi przed sobą ponad 10 miliardów dolarów rocznych przychodów z customowych chipów do 2029 roku. To nie jest kolejna historia o najgłośniejszym modelu językowym, tylko o cichym przesunięciu pieniędzy w stronę firm, które budują zaplecze dla modeli.

Najważniejszy biznes AI dzieje się poza ekranem

W publicznej rozmowie o sztucznej inteligencji wciąż dominuje pytanie: który chatbot odpowiada mądrzej, szybciej i bardziej naturalnie. Rynek patrzy jednak coraz częściej gdzie indziej. Prawdziwa marża, przynajmniej na tym etapie cyklu, ukrywa się w kablach, przełącznikach, pamięciach i układach projektowanych pod konkretne potrzeby gigantów chmurowych. Reuters opisał, że Marvell podniósł prognozy i spodziewa się, że biznes customowych chipów przekroczy 10 miliardów dolarów przychodów do roku fiskalnego 2029.

Dla czytelnika brzmi to technicznie, ale politycznie i gospodarczo jest proste: najwięksi klienci AI nie chcą na zawsze kupować jednej klasy sprzętu od jednego dominującego dostawcy. GPU Nvidii nadal są złotem tej gorączki, ale hiperskalerzy robią dokładnie to, co zwykle robią, gdy rynek staje się zbyt drogi i zbyt zależny od jednego gracza. Zaczynają projektować własne rozwiązania albo zamawiają układy szyte pod siebie.

Customowy chip to forma ucieczki od podatku Nvidii

Własny układ nie zawsze wygrywa uniwersalnością. Ma jednak inną przewagę: może być precyzyjnie dopasowany do konkretnego obciążenia. Jeśli firma wie, że przez najbliższe lata będzie wykonywać miliardy podobnych operacji w centrach danych, każdy procent oszczędności na energii, opóźnieniach i powierzchni serwerowni zaczyna mieć wartość liczoną w miliardach.

To dlatego Marvell i Broadcom są tak ważni w drugim etapie boomu AI. Pierwszy etap polegał na kupowaniu wszystkiego, co pozwalało trenować i uruchamiać modele. Drugi będzie polegał na cięciu kosztu każdej odpowiedzi. Model może być genialny, ale jeżeli każda interakcja jest za droga, produkt nie stanie się codzienną usługą dla setek milionów ludzi. Customowe chipy są próbą zamiany eksperymentu w przemysł.

Rynek zaczyna wyceniać infrastrukturę, a nie tylko magię

Marvell podał również mocne liczby z segmentu centrów danych. Ten fragment biznesu stał się dla spółki czymś więcej niż dodatkiem do klasycznego rynku półprzewodników. To właśnie data center, interkonekty i specjalistyczne układy są dziś miejscem, w którym inwestorzy szukają następnej fali wzrostu po oczywistym zwycięstwie Nvidii.

To ważne, bo narracja o AI bardzo długo była oderwana od rachunku ekonomicznego. Zachwycano się możliwościami modeli, ale rzadziej pytano, ile kosztuje ich działanie w skali. W miarę jak firmy będą wdrażać agentów, wyszukiwarki AI, narzędzia biurowe i generatory kodu dla milionów pracowników, koszt infrastruktury stanie się nie szczegółem technicznym, lecz warunkiem przetrwania produktu.

Następny etap będzie mniej efektowny, ale ważniejszy

Najciekawsze w historii Marvella jest to, że przesuwa ona uwagę z frontu na tyły. Zamiast patrzeć wyłącznie na modele, warto patrzeć na firmy, które umożliwiają ich tanie i niezawodne działanie. To tam rozegra się pytanie, czy AI stanie się masową usługą, czy pozostanie drogim luksusem dla najbogatszych platform.

Jeżeli boom AI ma przetrwać kolejną falę rozczarowania, będzie musiał zejść z poziomu pokazów na poziom ekonomiki jednostkowej. Właśnie dlatego customowe chipy są tak istotne. One nie wyglądają jak przyszłość. One ją rozliczają.

Dlaczego to ważne dla całego rynku

W takim układzie Marvell nie musi wygrać medialnego konkursu na najbardziej rozpoznawalną markę AI. Wystarczy, że stanie się jednym z niezbędnych dostawców dla tych, którzy już mają użytkowników i muszą obniżać koszt obsługi. To pozycja mniej efektowna, ale często bardziej stabilna. W gorączce złota najlepiej zarabiali nie tylko poszukiwacze, lecz także ci, którzy sprzedawali łopaty, transport i mapy.

Dla Nvidii to nie oznacza natychmiastowego zagrożenia. Raczej początek normalizacji rynku. Gdy technologia dojrzewa, klienci zaczynają rozkładać ryzyko, zamawiać własne warianty i szukać tańszej ścieżki do podobnego efektu. To samo wydarzyło się wcześniej w chmurze, smartfonach i serwerach. AI nie będzie wyjątkiem.

Największe pytanie brzmi więc nie, czy customowe chipy zastąpią GPU. Nie zastąpią ich wszędzie. Pytanie brzmi, które zadania AI staną się na tyle powtarzalne, że opłaci się dla nich projektować specjalizowaną infrastrukturę. Im więcej takich zadań, tym większy rynek dla firm pokroju Marvella.

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Entuzjasta technologii, od 5 lat śledzi rozwój sztucznej inteligencji. Specjalizuje się w modelach językowych i Midjourney.