Dlaczego Korea Południowa pokochała AI, gdy reszta świata zaczyna się jej bać
Gdy w USA narasta nieufność wobec sztucznej inteligencji, Koreańczycy są jej najbardziej entuzjastycznym narodem na świecie - i to nie przypadek.
👁 209 przeczytań
Wysiadłem z samolotu w Seulu po dwunastu godzinach lotu z San Francisco i przeszedłem przez bezobsługowe stanowisko kontroli granicznej, gdzie maszyna zeskanowała moją twarz i paszport. Tak zaczyna swoją relację dziennikarka MIT Technology Review, która dorastała w tym mieście - i lepszego wprowadzenia do tematu nie znajdę. W metrze, śmigającym pod ziemią z bezbłędnym 5G, wszyscy wpatrywali się w telefony. Na przystanku w Gangnam czekał robot na kołach z oczami jak z kreskówki, by dostarczyć komuś kolację. A sam przystanek już niedługo stanie się przystankiem AI - z kioskiem odpowiadającym pasażerom na pytania w wielu językach.
Ta scena nie jest futurystyczną fantazją. To codzienność kraju, który pokochał sztuczną inteligencję w momencie, gdy w Stanach Zjednoczonych narasta wobec niej publiczny opór. I ten kontrast jest naprawdę uderzający.
Najbardziej entuzjastyczny naród świata
Liczby mówią same za siebie. Według badania Pew Research Center przeprowadzonego w 25 krajach, jedynie 16% Koreańczyków twierdzi, że bardziej martwi ich AI, niż ekscytuje - to najniższy wynik na całej liście. Dla porównania: w USA aż 50% ankietowanych przyznaje, że odczuwa raczej niepokój niż entuzjazm.
Większość Koreańczyków używa AI codziennie - jako osobistego asystenta albo do zadań w pracy. Tak wynika z sondaży tamtejszego Ministerstwa Kultury, Sportu i Turystyki oraz Koreańskiej Izby Handlowej i Przemysłowej. To jeden z najbardziej usieciowionych krajów świata, który uwielbia testować na ulicy każdą nową technologię: webkomiksy generowane przez AI, wirtualne idolki K-popu, a nawet humanoidalne roboty-mnichy.
I co ciekawe, apetyt na eksperymenty nie kończy się na zwykłych obywatelach. Agencje rządowe same są pionierami wdrożeń - podręczniki AI trafiają do szkół, a roboty opiekuńcze do ośrodków pomocy dla seniorów.
Entuzjazm, który zaprojektowano
Tutaj dochodzimy do sedna, które najbardziej mnie w tej historii zafascynowało. Ten techno-optymizm nie wziął się znikąd. On został w dużej mierze zaprojektowany - przez narodową strategię, która ma uczynić z AI silnik wzrostu gospodarczego.
„Rząd Korei Południowej wskazał napędzaną przez AI czwartą rewolucję przemysłową jako drogę naprzód dla kraju i agresywnie ją promował oraz w nią inwestował. Koreańczykom konsekwentnie i nieustannie powtarzano, że AI ma potencjał, by stworzyć lepszą przyszłość.”
To słowa Chihyung Jeona, profesora polityki nauki i technologii w Korea Advanced Institute of Science and Technology. I trudno o lepsze podsumowanie mechanizmu, który tu działa. Entuzjazm nie jest tu spontanicznym odruchem - jest efektem dekad spójnego przekazu z góry.
Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do historii. Korea Południowa dźwignęła się z popiołów wojny koreańskiej właśnie dzięki technologii, która wyrwała kraj z biedy i uczyniła go gospodarczą potęgą. W latach 70. produkowano stal i statki. W 80. - półprzewodniki. W 90. - łącza szerokopasmowe. W pierwszej dekadzie XXI wieku - smartfony. Za każdym razem to technologia była biletem do wyższej ligi.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Gospodarka, która krąży wokół dwóch firm
Dziś ten ciąg ma swoje zwieńczenie w chipach. Samsung i SK Hynix dostarczają większość światowej pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) - tej samej, która zasila najnowocześniejszy sprzęt Nvidii używany do trenowania modeli AI. Innymi słowy: globalna rewolucja sztucznej inteligencji w sporej części dosłownie przepływa przez koreańskie fabryki.
Gospodarka kraju zaczęła wręcz orbitować wokół tych dwóch gigantów półprzewodnikowych. Główny indeks giełdowy Kospi w 2026 roku wystrzelił do rekordowych poziomów, napędzany rosnącymi kursami akcji właśnie tych spółek. Dla Koreańczyków AI to nie abstrakcyjne zagrożenie z odległego laboratorium - to konkretny biznes, miejsca pracy i narodowa duma.
Tu widzę kluczową różnicę wobec Zachodu. W USA debata o AI toczy się wokół utraty miejsc pracy, deepfake’ów i tego, kto kontroluje modele. W Korei dominującą emocją jest lęk innego rodzaju - lęk przed pozostaniem z tyłu. To naród, który raz po raz przekonał się na własnej skórze, że stawianie na nową technologię popłaca, a wahanie kosztuje. Przyjęcie technologii stało się tam czymś więcej niż wyborem konsumenckim - to element tożsamości narodowej, sposób na utrzymanie miejsca w globalnym porządku.
Czy to zdrowe? Tu bym był ostrożny. Optymizm zaprojektowany odgórnie przez rząd i wielkie korporacje ma swoją cenę - łatwiej w nim przeoczyć ryzyka, które na Zachodzie są dziś głośno dyskutowane. Podręczniki AI w szkołach czy roboty opiekuńcze dla seniorów brzmią świetnie w komunikacie prasowym, ale to też pole eksperymentu na żywych ludziach, w którym entuzjazm wyprzedza refleksję.
A jednak jest w tym koreańskim podejściu coś, czego nam w Europie wyraźnie brakuje. Tam, gdzie my piszemy kolejną regulację, oni stawiają przystanek autobusowy z asystentem AI i patrzą, co się stanie. To dwa skrajnie różne stosunki do tej samej technologii - i naprawdę warto obserwować, który z nich okaże się mądrzejszy.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


