Darmowy chiński model AI rozpalił wojnę w obozie Trumpa
Premiera bezpłatnego, open source’owego modelu Kimi od chińskiej firmy Moonshot podzieliła doradców Trumpa na zwalczające się frakcje i ujawniła głęboki spór o przyszłość amerykańskiej polityki AI.

👁 170 przeczytań
W sobotę 19 lipca David Sacks, jeszcze kilka miesięcy temu jeden z najbardziej wpływowych doradców Donalda Trumpa ds. AI, opublikował na platformie X wpis, w którym modele Anthropic - firmy wycenianej na kilkadziesiąt miliardów dolarów - nazwał „lobotomizowanymi” i „woke”. Dzień później Emil Michael, wysoki urzędnik Pentagonu odpowiedzialny za kontakty z branżą AI, skierował w stronę Deana Balla - byłego doradcy Trumpa, dziś pracownika OpenAI - określenie „supreme village idiot”. W wolnym tłumaczeniu: najwyższy wiejski idiota.
Iskrą, która wzniecła ten pożar, był model. Konkretnie: Kimi, darmowy, open source’owy model językowy wypuszczony przez chińską firmę Moonshot AI, który - według pierwszych ocen specjalistów - rywalizuje poziomem inteligencji z modelami OpenAI i Anthropic. Z jedną zasadniczą różnicą: Kimi jest bezpłatny i otwarty. Tamte - nie.

Jeden model, dwa obozy
Problem, który Kimi postawił przed administracją Trumpa, jest w istocie prosty do opisania, choć bardzo trudny do rozwiązania. Każdy kolejny darmowy, wydajny model z Chin sprawia, że amerykańskie firmy i użytkownicy mają coraz mniej powodów, żeby płacić za dostęp do modeli OpenAI czy Anthropic. A właśnie entuzjazm inwestycyjny wokół tych spółek napędza nieproporcjonalnie duży kawałek wzrostu gospodarczego USA. Anton Leicht z Carnegie Endowment napisał wprost, że chińskie modele AI to „zagrożenie dla administracji, która naprawdę nie chce kolejnych złych wiadomości ekonomicznych”. Kimi zdążył już poruszyć amerykańskie rynki akcji.
W obozie Trumpa ścierają się teraz dwie wyraźne wizje tego, co zrobić z tym problemem. Pierwszą reprezentuje Sacks - i jest ona prosta: więcej wolności, mniej regulacji, open source to siła, nie słabość. W swoim lipcowym wpisie Sacks skrytykował czołowe firmy AI, które „chcą, żeby rząd wyeliminował ich open source’ową konkurencję”. Argumentował też, że chińskie modele zyskały popularność po części dlatego, że nakłada się na nie mniej ograniczeń dotyczących użytkowania - abstrahując od wbudowanej cenzury państwowej.
Problem polega na tym, że Sacks nie pełni już żadnej formalnej funkcji. Odszedł w marcu. Jego pozycja - że otwarta AI jest lepsza - została w administracji wyparta przez zupełnie inne myślenie.
Licencje, kontrola, „głęboki stan”
Nurt, który dziś dominuje w Białym Domu, wychodzi z założenia, że modele AI stały się wystarczająco potężne, by zagrażać bezpieczeństwu narodowemu - i że rząd musi kontrolować to, jak są używane. To właśnie to myślenie stoi za nowym procesem weryfikacyjnym Białego Domu, który zakłada sprawdzanie modeli AI pod kątem bezpieczeństwa, zanim zostaną publicznie udostępnione.
Dean Ball, były doradca Trumpa, który przeszedł do OpenAI, skrytykował ten pomysł w weekend jako „de facto system licencjonowania frontier AI”. Przewidywał też, że Trump może poradzić sobie z problemem chińskiego open source przy pomocy miękkiej siły - na przykład sprawiając, że amerykańskie firmy po cichu zniechęcą się do korzystania z modeli takich jak Kimi, bez formalnych zakazów.
To zdanie wywołało furię Emila Michaela.
„Najwyższy wiejski idiota” - tak Michael określił Balla, dodając, że Pentagon będzie działał przez „demokratyczny proces, nie jakiś spisek Głębokiego Państwa”.
Michael, który razem z sekretarzem obrony Pete’em Hegsethem był głównym łącznikiem Pentagonu z firmami AI, wyraźnie najeżył się na sugestię, że rząd miałby cicho wymuszać na firmach określone zachowania, zamiast działać przez oficjalne, jawne mechanizmy. Ironią jest, że obie strony spierają się o metodę, która w praktyce może prowadzić do podobnego efektu - ograniczenia korzystania z chińskich modeli przez amerykańskie podmioty.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Kimi i szerszy kontekst
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Cały ten spór wybuchł zaledwie tydzień po tym, jak Nowy Jork wprowadził pierwszy stanowy zakaz budowy nowych centrów danych w USA. Klimat wokół dużych firm AI jest coraz chłodniejszy - i niekoniecznie ma to związek z Chinami. Jak zauważa MIT Technology Review, niemała część Amerykanów nie miałaby szczególnej ochoty bronić interesów OpenAI czy Anthropic przed tańszą konkurencją - i stwierdziłaby, że to nie rola rządu.
Moonshot i Kimi wpisują się w szerszy trend: przez ostatnie miesiące chińskie firmy AI konsekwentnie skracają dystans do liderów z USA, często oferując modele za darmo lub w modelu open source. DeepSeek kilka miesięcy temu wywołał podobne trzęsienie ziemi na giełdach. Kimi jest kolejnym takim momentem.
Trump stoi więc przed wyborem, którego żaden z jego doradców nie potrafi mu wskazać jednogłośnie: albo wierzyć w siłę wolnego rynku i ryzykować erozję pozycji OpenAI i Anthropic, albo wprowadzić kontrolę - i przyznać, że w branży, którą administracja reklamuje jako motor wzrostu Ameryki, wolny rynek po prostu nie wystarczy.
Na razie administracja odpowiedziała jednym: wzajemnymi obelgami.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


