Meta usunęła kontrowersyjny zapis o scrapingu z regulaminu dla firm
Meta wycofała ze swoich warunków handlowych dla kont biznesowych zapis, który - zdaniem prawników - mógł dawać firmie prawo do scrapowania stron wydawców i trenowania na nich modeli AI.

Ten news ukazał się 11 godzin po komunikacie źródła.
👁 117 przeczytań
Meta usunęła ze swoich komercyjnych warunków użytkowania zapis, który wywołał ostrą reakcję ekspertów prawnych i środowiska wydawców. Firma wycofała go po tym, gdy Nieman Lab opublikował analizę wskazującą, że nowe brzmienie regulaminu mogło dawać Mecie niemal nieograniczone prawo do pobierania treści z witryn i wykorzystywania ich do trenowania modeli AI.
Kontrowersyjna klauzula pojawiła się przy okazji niedawnej aktualizacji warunków handlowych dla kont biznesowych. Meta zapisała w nich, że może „korzystać z wszelkich treści z domen, stron internetowych lub adresów URL [konta biznesowego] w celu dostarczania, rozwijania, ulepszania, badania, trenowania i utrzymywania integralności” swoich produktów i usług. Prawnicy cytowani przez Nieman Lab określili ten zapis jako „niezwykły przepis”, który potencjalnie uprawniał firmę do scrapowania witryny każdego wydawcy posiadającego konto na Facebooku lub Instagramie - a takich podmiotów są dziesiątki tysięcy.

Reakcja Mety i kontekst prawny
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Rzecznik prasowy Mety już w chwili, gdy sprawa stała się głośna, zapewniał, że zaktualizowane warunki nie oznaczają żadnej zmiany w tym, jak firma crawluje sieć. Firma nie przyznała więc, że zaszło coś niepokojącego - ale mimo to zapis usunęła. Według relacji The Verge, Meta wydała oświadczenie o następującej treści:
„Wysłuchaliśmy was i chcemy wyjaśnić: skonsolidowane warunki dotyczące crawlowania dotyczyły wyłącznie naszych produktów reklamowych i biznesowych, i doprecyzowaliśmy to w samych warunkach. Nie zmienia to sposobu, w jaki Meta używa crawlerów.”
Innymi słowy, firma twierdzi, że nie chodziło o trenowanie modeli językowych na cudzych artykułach, lecz o standardowe pobieranie danych na potrzeby reklam - na przykład przy automatycznym generowaniu podglądu strony w kampanii. Mimo to postanowiła przepisać sporny fragment, żeby nie pozostawiać pola do interpretacji.
Całą sprawę trzeba umieścić w szerszym kontekście prawnym. W ubiegłym roku Meta wygrała głośny proces sądowy dotyczący zarzutów o naruszenie praw autorskich przy trenowaniu modeli AI. Mimo tego wyroku inne pozwy wymierzone zarówno w Metę, jak i inne firmy rozwijające modele generatywne, nadal toczą się w amerykańskich sądach. To oznacza, że każde sformułowanie w regulaminie, które choćby sugeruje masowe pobieranie cudzych treści, od razu trafia pod lupę prawników reprezentujących wydawców i autorów.
Warto przypomnieć, że Meta prowadzi własne modele z rodziny Llama - open-source’owe narzędzia, które firma udostępnia zarówno deweloperom, jak i partnerom biznesowym. Pytanie o to, na jakich danych zostały wytrenowane i na jakich danych będą trenowane kolejne wersje, jest od miesięcy jednym z centralnych sporów w branży. Dla wydawców nie jest obojętne, czy ich treści, często produkowane za niemałe pieniądze, zasilają komercyjne systemy AI bez żadnej rekompensaty.
Zmiana i późniejsze wycofanie zapisu pokazuje, jak duże znaczenie ma teraz dokładna analiza regulaminów wielkich platform przez środowiska prawnicze i dziennikarskie. W tym przypadku wystarczyła jedna publikacja Nieman Lab, żeby Meta zdecydowała się przeformułować swoje warunki - nawet jeśli sama upiera się, że nie zmieniło to niczego w praktyce. Dla firm i twórców posiadających konta biznesowe na platformach Mety to sygnał, że warto śledzić takie zmiany na bieżąco, bo diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach regulaminowego języka.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
