Algorytm PSORR-PL decyduje o wcześniejszym wyjściu z więzienia. Policzyłem, ile to kosztuje państwo
Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce ujawnić, jak działa narzędzie szacujące ryzyko recydywy u osób skazanych. Przeliczyłem, ile kosztuje jeden dzień błędnej oceny w jedną stronę, i zestawiłem polską skrytość z amerykańskim COMPAS i brytyjskim HART, których wskaźniki błędu są publicznie znane.

👁 123 przeczytań
Pogłębiony System Oceny Ryzyka Recydywy, w skrócie PSORR-PL, to narzędzie, które Służba Więzienna stosuje do szacowania prawdopodobieństwa, że osoba skazana po wyjściu z zakładu karnego popełni kolejne przestępstwo. Wynik wchodzi do prognozy kryminologiczno-społecznej, a ta jest jednym z elementów, na których sąd penitencjarny opiera decyzję o warunkowym przedterminowym zwolnieniu albo o przerwie w wykonywaniu kary. Wcześniej taką prognozę pisał wychowawca, czyli człowiek, którego rozumowanie można było podważyć, bo było opisane słowami. Teraz częścią rozumowania jest liczba, której pochodzenia nikt spoza resortu nie zna.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła do Ministerstwa Sprawiedliwości wniosek o dostęp do informacji publicznej, pytając o kod źródłowy, listę czynników, wagi i dane o skuteczności narzędzia. Odpowiedzi nie dostała żadnej, więc złożyła skargę na bezczynność do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Sprawę opisały „Rzeczpospolita” i Spider’s Web. To nie jest spór o technologię. To spór o to, czy w polskim systemie penitencjarnym może istnieć przesłanka decyzji, której obrońca fizycznie nie ma jak zakwestionować.

Dwadzieścia procent, od których nie da się zejść
Najciekawszy szczegół w całej sprawie podała adwokatka z Katowic, mec. Monika Gorząch: najniższy możliwy wskaźnik ryzyka powrotności w PSORR-PL wynosi 20 procent. Nie ma zera. Każdy skazany startuje od jednej piątej i w górę. Dla osoby po pierwszym, nieumyślnym przestępstwie, z pracą i rodziną na zewnątrz, narzędzie z definicji nie potrafi wygenerować odpowiedzi „ryzyko minimalne”.
Policzyłem, co to oznacza arytmetycznie dla grupy. Jeśli progiem decyzyjnym jest jakakolwiek wartość powyżej 20 procent, to zbiór osób klasyfikowanych jako „zerowe ryzyko” jest pusty. Przy rozkładzie rzeczywistej recydywy, gdzie część populacji faktycznie nie popełnia ponownie przestępstwa, oznacza to systematyczne przeszacowanie w jedną stronę. Mówiąc wprost: narzędzie jest skonstruowane tak, żeby błąd był ostrożnościowy, czyli żeby raczej zatrzymać kogoś dłużej niż wypuścić za wcześnie. To wybór polityczny wbudowany w skalę, a nie wynik obliczeń.
Ten wybór ma cenę i da się ją podać w złotych. Według danych Służby Więziennej w polskich zakładach karnych i aresztach przebywa ok. 80 tysięcy osób, a budżet Służby Więziennej to rząd 6 miliardów złotych rocznie. Dzieląc jedno przez drugie, wychodzi mi ok. 75 tysięcy złotych rocznie na jednego osadzonego, czyli około 205 złotych za jeden dzień pobytu. To moje wyliczenie z dwóch publicznych liczb, nie oficjalna stawka resortu.
Dalej jest prosta arytmetyka, której nikt nie zrobił. Gdyby PSORR-PL mylił się w stronę zawyżenia ryzyka u zaledwie jednego procenta osadzonych, czyli u 800 osób, i gdyby każda z nich spędziła za kratami o trzy miesiące dłużej, niż wynikałoby z rzetelnej oceny, to koszt tej pomyłki wynosi 800 × 90 × 205 zł, czyli niemal 14,8 miliona złotych rocznie. Przy pięciu procentach błędu jest to blisko 74 miliony złotych. Podkreślam: nie wiem, jaki jest realny wskaźnik błędu PSORR-PL, bo właśnie o to toczy się spór przed sądem. I to jest sedno problemu - państwo wydaje publiczne pieniądze na skutki decyzji, których trafności nie opublikowało.
COMPAS i HART mają opublikowane wskaźniki błędu. PSORR-PL nie ma żadnego
Zestawiłem polskie narzędzie z dwoma najlepiej udokumentowanymi systemami zachodnimi, bo to pokazuje, jak daleko odstajemy nie w technologii, a w jawności.
Amerykański COMPAS, stosowany w kilkunastu stanach, został w 2016 roku rozebrany na części przez ProPublica. Dziennikarze przeanalizowali ponad 7 tysięcy ocen z hrabstwa Broward na Florydzie i ustalili, że narzędzie trafnie przewidywało ponowne przestępstwo w ok. 61 procentach przypadków, a przy przestępstwach z użyciem przemocy spadało do ok. 20 procent. Co ważniejsze, czarnoskórzy oskarżeni, którzy nie popełnili ponownie przestępstwa, byli błędnie klasyfikowani jako wysokiego ryzyka prawie dwa razy częściej niż biali w identycznej sytuacji. Firma Northpointe się z tą analizą nie zgodziła, ale debata była możliwa, bo dane do niej istniały publicznie.
Brytyjski HART, używany przez policję w Durham, od początku był opisany w recenzowanej literaturze. Twórcy jawnie przyznali, że model celowo przesunięto w stronę ostrożności: około dwa razy częściej popełnia błąd, zawyżając ryzyko, niż je zaniżając. To ta sama filozofia, która w PSORR-PL siedzi w progu dwudziestu procent, z jedną różnicą - Brytyjczycy to napisali, a nie ukryli w kodzie.
| Narzędzie | Kraj | Czy znane są czynniki i wagi | Czy znany jest wskaźnik błędu |
| COMPAS | USA | Częściowo, kwestionariusz jawny, wagi tajne | Tak, niezależna analiza na 7 tys. przypadków |
| HART | Wielka Brytania | Tak, opisane w publikacjach naukowych | Tak, podana asymetria błędu |
| PSORR-PL | Polska | Nie | Nie, brak jakichkolwiek danych publicznych |
Zestawienie zawęża się do jednej konkluzji. Polska dołączyła do „nielicznej grupy krajów” korzystających z algorytmicznej oceny ryzyka, jak chwaliła się w 2025 roku wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart, ale dołączyła do niej bez tego, co w tych krajach jest standardem - bez publikacji metodologii i bez walidacji dostępnej dla obrony.
Co mówi polskie prawo o prawie do poznania logiki algorytmu
Tu nie ma luki, której resort mógłby się chwycić. Są co najmniej trzy podstawy, na których informacja o PSORR-PL powinna być dostępna.
Ustawa o dostępie do informacji publicznej obejmuje wszystko, co dotyczy zasad funkcjonowania organów władzy i sposobu wykonywania zadań publicznych. Metodologia narzędzia, które jest elementem procedury przed sądem penitencjarnym, jest właśnie zasadą funkcjonowania. Ministerstwo mogłoby próbować zasłonić się tajemnicą przedsiębiorstwa twórcy oprogramowania albo bezpieczeństwem jednostek penitencjarnych, ale musiałoby to zrobić w formie decyzji odmownej z uzasadnieniem. Nie zrobiło nic, a bezczynność jest w tej ustawie najsłabszą możliwą linią obrony - WSA rozpatruje ją w trybie uproszczonym i w praktyce najczęściej nakazuje rozpoznanie wniosku.
Druga podstawa to RODO, a konkretnie artykuł 22 o decyzjach opartych wyłącznie na automatycznym przetwarzaniu oraz obowiązek informowania o „istotnych zasadach” działania takiego przetwarzania. Resort zapewne odpowie, że decyzję podejmuje sąd, a nie algorytm, więc artykuł 22 nie ma zastosowania. Problem polega na tym, że orzecznictwo europejskie idzie w odwrotnym kierunku - jeśli wynik automatyczny w praktyce determinuje rozstrzygnięcie, to formalna obecność człowieka w procedurze nie wystarcza, żeby uznać decyzję za nieautomatyczną.
Trzecia podstawa jest najmocniejsza i czysto karnoprocesowa. Kodeks karny wykonawczy daje skazanemu prawo do udziału w postępowaniu przed sądem penitencjarnym i do zaskarżania rozstrzygnięć. Prawo do zaskarżenia czegoś, czego nie można przeczytać, jest prawem pozornym. Dokładnie to mówi HFPC.
Bez wiedzy o szczegółach działania algorytmu, skazani i ich obrońcy nie są w stanie efektywnie podważyć efektów jego działania, co pozostaje w sprzeczności z prawem do obrony skazanego
- dr Marcin Szwed, szef Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, komunikat HFPC o skardze do WSA
Warto odnotować precedens z Holandii. W 2020 roku sąd w Hadze unieważnił system SyRI, wykorzystywany do typowania osób podejrzanych o nadużycia w świadczeniach socjalnych, właśnie dlatego, że państwo odmówiło ujawnienia modeli ryzyka i wskaźników. Sąd orzekł, że brak przejrzystości sam w sobie narusza artykuł 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli prawo do poszanowania życia prywatnego. Polska jest stroną tej samej konwencji, a stawka w PSORR-PL jest wyższa niż w SyRI, bo mówimy o pozbawieniu wolności, a nie o kontroli zasiłku.
Co z tego ma czytelnik, który ma kogoś w zakładzie karnym
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Konkretna instrukcja, nie ogólnik. Jeśli ktoś z bliskich czeka na decyzję o warunkowym przedterminowym zwolnieniu albo o przerwie w karze, obrońca powinien zrobić dwie rzeczy jeszcze przed posiedzeniem sądu penitencjarnego. Pierwsza: złożyć wniosek o udostępnienie całości akt osobowych części B wraz z prognozą kryminologiczno-społeczną i zażądać wskazania, jaki konkretny wynik liczbowy PSORR-PL został w nich odnotowany oraz jakie czynniki podniosły go powyżej progu dwudziestu procent. Druga: złożyć na podstawie RODO wniosek do Służby Więziennej o informację o przetwarzaniu danych osobowych osadzonego, z wyraźnym pytaniem o to, czy stosowano profilowanie i jakie są istotne zasady jego działania. Administrator ma na odpowiedź miesiąc. Odmowa albo milczenie to materiał na skargę do Prezesa UODO, a jednocześnie argument procesowy w zażaleniu na postanowienie sądu - bo pokazuje, że prognoza została oparta na przesłance, której strona nie mogła zweryfikować.
Trzecia rzecz dotyczy każdego, kto płaci w Polsce podatki. Kwota 205 złotych za dobę pobytu jednego osadzonego, którą wyliczyłem wyżej, oznacza, że każda systematyczna pomyłka tego narzędzia na niekorzyść skazanych to nie tylko krzywda konkretnej osoby, ale rachunek wystawiony budżetowi. Resort nie opublikował walidacji, więc nie wie, ile ten rachunek wynosi. I właśnie dlatego sprawa przed WSA w Warszawie jest sprawą o pieniądze publiczne równie mocno jak o prawa człowieka.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego milczenie jest tu najgorszą możliwą odpowiedzią
Sprawdziłem, czego w tej sprawie nadal nie ma. Nie ma opublikowanej listy czynników ryzyka branych pod uwagę przez PSORR-PL. Nie ma informacji o ich wagach. Nie ma nazwy podmiotu, który narzędzie zbudował, ani kwoty, jaką za to zapłacono. Nie ma raportu walidacyjnego. Nie ma danych o liczbie ocen wygenerowanych od wdrożenia. Nie ma odpowiedzi na wniosek HFPC. Nie ma też publicznego stanowiska Ministerstwa Sprawiedliwości ani Służby Więziennej na pytania dziennikarzy o metodologię - jest tylko cytowana z 2025 roku pochwała o „skoku w przyszłość”.
Ta asymetria jest kluczowa. Resort był gotowy publicznie opowiadać o tym, że narzędzie istnieje i jest nowoczesne, ale nie jest gotowy powiedzieć, jak często się myli. W sądzie administracyjnym taka postawa zwykle nie działa, bo bezczynność nie jest argumentem - jest naruszeniem terminu. Nawet jeśli WSA nakaże wyłącznie rozpoznanie wniosku, a ministerstwo wyda potem decyzję odmowną powołującą się na tajemnicę przedsiębiorstwa, to po raz pierwszy pojawi się dokument z uzasadnieniem, który będzie można zaskarżyć merytorycznie. Dopiero wtedy spór zacznie się na serio.
Na koniec jedna obserwacja porównawcza, która moim zdaniem jest najmocniejszym argumentem za ujawnieniem. COMPAS przetrwał publiczną analizę ProPublica mimo fatalnych wyników i jest stosowany dalej. HART przetrwał opisanie własnej asymetrii błędu w literaturze naukowej. Żadne z tych narzędzi nie upadło od jawności. Upadł SyRI, który był tajny. Z punktu widzenia samego Ministerstwa Sprawiedliwości opublikowanie metodologii PSORR-PL jest więc nie tylko obowiązkiem prawnym, ale najtańszym sposobem obrony tego narzędzia przed unieważnieniem.
Fakty sprawdzone 13 października 2026 r. Kurs przeliczeniowy: 3,78 zł za dolara, 4,30 zł za euro. Źródła: Spider’s Web o skardze HFPC na bezczynność MS, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ProPublica, „Machine Bias”, statystyki Służby Więziennej. Wyliczenia kosztu dobowego i kosztu hipotetycznego błędu są moje, na podstawie publicznych danych o liczbie osadzonych i budżecie SW.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
