Okulary, które nas nagrywają, weszły do Kmarta. Prawo zostało w tyle
Kiedy kamera wchodzi do mas za 89 dolarów australijskich, pytanie o prywatność przestaje być akademickie.
👁 133 przeczytań
Przez lata okulary z kamerą były gadżetem dla entuzjastów i celebrytów. Kiedy Google Glass wchodził na rynek w 2013 roku, jego użytkownicy szybko dostali łatkę glassholes - i technologia cicho umarła, za droga i za głupia jednocześnie. Dziś jednak okulary z wbudowaną kamerą kosztują 89 dolarów australijskich w sieci Kmart i wyprzedają się, zanim zdąży je uzupełnić magazyn. To zmienia wszystko.
Od gadżetu do masowego produktu
Kmart wprowadził okulary pod własną marką Anko i trafił w moment, w którym technologia jest już wystarczająco dobra, żeby być użyteczna, a wystarczająco tania, żeby być impulsywnym zakupem. Dla porównania: podobne okulary Meta i Ray-Ban startują od 337 dolarów australijskich. Różnica jest wystarczająca, żeby zmienić kategorię produktu z aspirational na dlaczego nie.

Okulary Anko działają na oprogramowaniu HeyCyan. Mają wbudowane kamery do analizy i nagrywania zdjęć oraz wideo, mikrofony, głośniki - można w nich odbierać telefony, słuchać podcastów. Nagrania trafiają na pamięć urządzenia, skąd można je pobrać do aplikacji, edytować i wgrać na dowolny serwis. Brzmi znajomo? Bo to dokładnie to, co oferuje Meta za cztery razy więcej.
Prawo pisane na inną epokę
Problem polega na tym, że prawo do prywatności w przestrzeni publicznej w większości krajów - Australii nie wyłączając - zakłada, że aparat fotograficzny jest widoczny. Że widzisz, kiedy ktoś cię fotografuje. Że możesz zareagować. Okulary Anko czy Meta Ray-Ban wyglądają jak zwykłe okulary słoneczne. Migająca dioda LED sygnalizująca nagrywanie? Można ją zignorować, można jej nie zauważyć, można jej po prostu nie znać.
W piątek, 27 czerwca 2025 roku, australijska prokurator generalna Michelle Rowland zwróciła się do komisarza ds. prywatności o pilny przegląd technologii okularów z kamerą. To gest dobrej woli - i jednocześnie przyznanie, że obowiązujące przepisy mogą nie nadążać za rzeczywistością. Jak zauważają australijscy badacze prawa, istniejące regulacje były pisane z myślą o innym świecie.
Kto jest ofiarą, kto sprawcą
Dyskusja skupia się na kilku konkretnych ryzykach. Pierwsze - i najgłośniej omawiane - to możliwość ukrytego filmowania kobiet w miejscach publicznych i publikowania materiałów w mediach społecznościowych. Okulary z kamerą obniżają próg wejścia w voyeuryzm do zera: nie trzeba trzymać telefonu, nie trzeba się kryć, nie ma gestu, który można wychwycić i zakwestionować.
Drugie ryzyko dotyczy środowiska pracy. Okulary mogą rejestrować tajemnice handlowe, dane klientów, numery kont bankowych. Nikt nie sprawdzi, czy pracownik finansowy przyszedł na spotkanie w kamerze, czy w zwykłych okularach korekcyjnych. Trzecie - bardziej przyziemne, ale równie realne - to ryzyko fizyczne. Nakładanie cyfrowych informacji na pole widzenia może prowadzić do upadków, kolizji, wypadków drogowych.
Meta patrzy z góry
Warto pamiętać, że Meta - producent najlepiej sprzedających się smart glasses na świecie - jest firmą, której model biznesowy opiera się na danych. Kiedy kupujesz Ray-Bany za 337 dolarów australijskich i pargujesz je z aplikacją, nie wiesz dokładnie, co się dzieje z nagraniami, kto je analizuje i jak długo są przechowywane. To nie jest teoria spiskowa - to standardowe pytanie, na które odpowiedź powinna być prosta i powszechnie dostępna, a nie zakopana w regulaminie liczącym czterdzieści stron.
Okulary Anko z oprogramowaniem HeyCyan postawią te same pytania w wersji budżetowej i z mniej zasobnym prawnym działem PR. Kto obsługuje chmurę HeyCyan? Gdzie są serwery? Komu można sprzedać nagrania z kamer milionów użytkowników?
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →89 dolarów za wejście do nowej rzeczywistości
Google Glass upadł między innymi dlatego, że był za bardzo widoczny - zbyt oczywisty jako inwigilacyjne urządzenie, które ktoś świadomie wybrał. Paradoks dzisiejszych okularów polega na tym, że ich przewagą jest niewidzialność. Im bardziej wyglądają jak zwykłe okulary, tym trudniej je zakwestionować - społecznie, prawnie, etycznie.
Kiedy technologia kosztuje tyle co dwie pizze z dowozem, przestaje być problemem zamożnych entuzjastów gadżetów. Staje się problemem każdego przechodnia, każdej osoby w kawiarni, każdego uczestnika spotkania firmowego. Australia jako pierwsza sięgnęła po narzędzia regulacyjne - i dobrze. Pytanie, czy komisarz ds. prywatności zdąży wypracować cokolwiek użytecznego, zanim kolejna partia okularów za 89 dolarów trafi na półki.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


