30 milionów dolarów z własnej kieszeni na pogromcę Microsoft Office
Indyjski przedsiębiorca Bhavin Turakhia finansuje z własnych pieniędzy Neo - platformę pracy budowaną od zera pod AI, która ma konkurować z pakietami Microsoftu i Google.
👁 132 przeczytań
Indyjski seryjny przedsiębiorca Bhavin Turakhia wyłożył 30 milionów dolarów z własnej kieszeni na Neo - platformę pracy dla firm, która ma być zbudowaną od zera alternatywą dla Microsoft Office i podobnych pakietów. To śmiały zakład, bo obszar korporacyjnego AI to dziś jedno z najbardziej zatłoczonych pól w całej branży technologicznej.
Teza Turakhii jest prosta i uparta: oprogramowanie do pracy, które powstało przed erą generatywnej AI, nie da się po prostu ulepszyć doklejeniem chatbota. Trzeba je zaprojektować na nowo. W rozmowie z TechCrunch ujął to obrazowo:
Jeśli chcesz zbudować iPhone’a, nie możesz wziąć części Nokii i jakoś zamienić ich w iPhone’a.
- Bhavin Turakhia, założyciel Neo
Człowiek, który lubi płacić sam
Turakhia, lat 46, nie jest nowicjuszem w kosztownych zakładach na technologię dla przedsiębiorstw. Przez dwie dekady współtworzył między innymi Directi, Radix, Titan oraz firmę tworzącą oprogramowanie bankowe Zeta - i w dużej mierze finansował je własnymi pieniędzmi, zanim wpuszczał inwestorów. Z Neo robi dokładnie to samo. Bootstrapuje projekt tak dużą kwotą, bo uważa, że AI to na tyle poważny przełom technologiczny, że uzasadnia przepisanie oprogramowania do pracy od podstaw.
Neo, uruchomione wewnętrznie w kwietniu tego roku, łączy w jednym produkcie zarządzanie projektami, dokumenty, przechowywanie plików i AI. Cel, jak mówi Turakhia, to uczynić z AI aktywnego uczestnika codziennej pracy, a nie kolejnego asystenta, do którego pracownik zagląda osobno. Platforma jest model-agnostyczna - firmy mają móc przełączać się między różnymi modelami AI, zamiast być przywiązane do jednego dostawcy.
Zderzenie z gigantami
Problem w tym, że Turakhia wchodzi na rynek, na którym już się tłoczą wszyscy. Microsoft, Google i Salesforce wszczepiają AI w swoje oprogramowanie do pracy. Do tego dochodzą laboratoria pokroju Anthropica i OpenAI oraz firmy produktowe jak Notion czy Superhuman, ścigające się o to, jak przedsiębiorstwa będą używać AI na co dzień. Jego argument brzmi jednak logicznie: dotychczasowi gracze mają strukturalną wadę, bo doklejają AI do produktów zaprojektowanych przed rewolucją generatywną.
Nie jest w tym myśleniu sam. Inwestor Chamath Palihapitiya najpierw wystartował z firmą 8090 zajmującą się kodowaniem wspieranym przez AI z własnego kapitału, by w tym tygodniu domknąć rundę na 135 milionów dolarów.
Turakhia nie łudzi się, że wygra wszystko. Twierdzi, że oprogramowanie dla firm nigdy nie było rynkiem zwycięzcy bierze wszystko, więc nawet ułamek globalnych wydatków na korporacyjne AI oznaczałby dużą firmę.
Nawet jeśli skończymy z 2 do 5 procent udziału w rynku, to będzie większe niż cokolwiek, co dotąd zbudowałem.
- Bhavin Turakhia
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Zbudowane szybciej, niż kiedykolwiek
Ciekawy jest sam sposób powstania Neo. Turakhia twierdzi, że początkową wersję platformy zbudowano w trzy miesiące, z szerokim użyciem AI w procesie tworzenia - praca, która przed generatywną AI zajęłaby ponad rok znacznie większemu zespołowi inżynierów. Startup z Bengaluru ma dziś około 18 inżynierów i planuje urosnąć do mniej więcej 45 osób do końca roku, przy czym większość nowych zatrudnień ma dotyczyć AI i inżynierii oprogramowania.
Przez ostatnie miesiące Neo działa wewnętrznie w firmach Turakhii, w tym w Zecie. Wdrożenie do średnich przedsiębiorstw ma ruszyć w najbliższych miesiącach - najpierw wśród pracowników wiedzy w firmach technologicznych, konsultingowych i usług profesjonalnych.
Cała ta historia jest ciekawa nie dlatego, że ktoś kolejny ogłasza pogromcę Office’a - takich ogłoszeń były setki i większość skończyła jako notka w portfolio funduszu. Ciekawa jest metoda. Turakhia nie zbiera najpierw dziesiątek milionów od inwestorów, żeby dopiero potem szukać produktu. Robi odwrotnie: płaci sam, buduje szybko, testuje na własnych firmach i dopiero potem pokazuje światu. To dyscyplina, która na dzisiejszym rynku, gdzie rundy finansowania bywają większe niż roczny przychód, brzmi niemal staroświecko.
Czy przełoży się na sukces? Nie wiadomo. Gigantów nie pokona się jedną eleganckią architekturą, a 2 do 5 procent rynku, o którym mówi Turakhia, to udział, o który biją się dziś dziesiątki dobrze dofinansowanych startupów. Ale jego założenie - że produkty poprzedniej epoki nie zamienią się w produkty nowej przez doklejenie okienka z chatbotem - ma w sobie sporo prawdy. To właśnie na tym pęknięciu buduje się fortuny albo traci trzydzieści milionów.
Turakhia postawił własne pieniądze na to, że pęknięcie jest wystarczająco głębokie.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


