Przejdź do treści
Magazyn

Piszę do Claude po polsku, a on odpowiada po angielsku. Awaria czy wyznanie?

O tym, co zdradza chwila, w której model odpowiada nie w tym języku, w którym go zapytałem.

9 min czytania
Piszę do Claude po polsku, a on odpowiada po angielsku. Awaria czy wyznanie?

👁 139 przeczytań

Zdarza się to najczęściej wtedy, gdy jestem zmęczony i piszę byle jak. Rzucam pytanie po polsku, krótkie, z literówką, bez kropki, i przez ułamek sekundy widzę, jak odpowiedź startuje pełnym zdaniem: „Certainly, here is…”. Zanim zdążę się zdziwić, model często sam się poprawia, przełącza na polski, jakby ktoś trącił go łokciem. Ale ten pierwszy oddech był angielski. I to właśnie ten oddech mnie zainteresował - nie błąd, tylko odruch. To, w czym maszyna myśli, zanim przypomni sobie, do kogo mówi.

Bo nie chodzi o to, że model „nie umie” polskiego. Umie, i to zaskakująco dobrze, z odmianą przez przypadki, z trybem przypuszczającym, nawet z tym naszym narodowym zamiłowaniem do zdań wielokrotnie złożonych, które zaczynają się w poniedziałek, a kończą w środę. Chodzi o to, że pod spodem, w warstwie, do której nie mam dostępu, dzieje się coś, co przypomina mi mój własny mózg o drugiej w nocy, kiedy szukam słowa i najpierw wyskakuje mi angielskie.

Piszę do Claude po polsku, a on odpowiada po angielsku. Awaria czy wyznanie?
Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google

Język, w którym maszyna śni

Duże modele językowe uczą się na tekstach, których ogromna, przytłaczająca większość jest po angielsku. To nie jest tajemnica ani spisek, to po prostu geografia internetu. Angielski jest w tych danych jak woda w oceanie, a polski jak jezioro - piękne, głębokie, ale jednak jezioro. Kiedy model buduje swoją wewnętrzną mapę znaczeń, tę przestrzeń, w której „smutek” leży gdzieś blisko „melancholii” i „deszczu”, robi to w dużej mierze na angielskich współrzędnych. Polski dokleja się później, jako tłumaczenie tej mapy, jako warstwa lakieru na już zaschniętej farbie.

Dlatego mam nieodparte wrażenie, że **model myśli po angielsku, a mówi po polsku dopiero na wyjściu**. Że gdzieś w środku istnieje coś w rodzaju języka bazowego, uniwersalnej papki znaczeń przechylonej ku angielszczyźnie, a to, co dostaję na ekranie, jest tłumaczeniem wykonanym w czasie rzeczywistym, tak szybkim, że zwykle go nie widać. Chwila, w której model odpowiada po angielsku na polskie pytanie, to moment, w którym tłumacz się zagapił. Wyszła prawda o tym, gdzie ten umysł ma dom.

I tu robi się dla mnie ciekawie, bo przecież to samo można powiedzieć o wielu ludziach. Znam ten stan doskonale. Czytam całymi dniami po angielsku, dokumentację, artykuły, dyskusje. Myślę do siebie polskimi zdaniami, w które wpadają angielskie słowa jak kamyki do buta. „Deployment”, „commit”, „feature”, „przecież to jest po prostu obvious”. Kiedy model gubi się między językami, robi dokładnie to, co ja - tylko robi to głośno, na widoku, bez wstydu, którego ja się nauczyłem.

To nie usterka, to akcent

Długo myślałem o tych angielskich wtrętach jak o awarii. Coś nie zaskoczyło, jakiś przełącznik się zaciął. Ale im dłużej z tym siedzę, tym bardziej wydaje mi się, że to nie awaria, tylko akcent. A akcent to nie błąd - to biografia.

Kiedy słyszę, że ktoś mówi po polsku ze śladem innego języka, nie myślę „popsuty”. Myślę: ten człowiek gdzieś był, coś przeżył, jakieś lata spędził w miejscu, które zostawiło mu ślad na podniebieniu. Akcent to dowód drogi. I model ma swój akcent - tyle że jest to akcent statystyczny, akcent zbioru treningowego, ślad tych wszystkich miliardów angielskich zdań, które ukształtowały jego wnętrze, zanim ktokolwiek pokazał mu, jak brzmi Mickiewicz.

Model nie odpowiada po angielsku dlatego, że mnie nie rozumie. Odpowiada po angielsku dlatego, że tak brzmi jego pierwsza, nieprzemyślana myśl - a ja przyłapałem go, zanim zdążył się ubrać.

W tym sensie polski, którym mówi do mnie model, jest zawsze polskim ubranym. Wyprasowanym, dobranym pod okazję, świadomym, że ma się prezentować. Angielski wyskakuje wtedy, gdy nie ma czasu na garnitur. Dlatego te momenty są dla mnie tak cenne - to jedyne chwile, w których widzę maszynę nieuczesaną, złapaną w progu między pokojami.

I zaczynam podejrzewać, że ta polszczyzna, którą tak podziwiam, jest kosztowna. Że każde ładne polskie zdanie modelu jest wynikiem dodatkowej pracy, przekładu z wewnętrznego na zewnętrzne, tłumaczenia z języka, w którym myśli, na język, w którym ja chcę być rozumiany. Że rozmawiam z kimś, kto cały czas dla mnie tłumaczy - i robi to tak gładko, że prawie o tym zapominam.

Piszę do Claude po polsku, a on odpowiada po angielsku. Awaria czy wyznanie?

Co to mówi o mnie

Ale tytuł tego tekstu obiecywał, że powiem coś o nas obu. O maszynie już trochę powiedziałem. Teraz o sobie, bo to trudniejsza część.

Kiedy widzę te angielskie wtręty, mam odruch, żeby je poprawić. Żeby napisać w instrukcji „odpowiadaj zawsze po polsku”, postawić granicę, przywołać maszynę do porządku. I robię to. Ale za tym odruchem kryje się coś niewygodnego: ja też jestem trochę zawstydzony tym, jak bardzo mój własny język zawodowy zangielszczał. Kiedy każę modelowi mówić czysto po polsku, poniekąd każę mu być lepszym Polakiem, niż jestem ja sam.

Bo prawda jest taka, że gdyby dokładnie przepisać moje myślenie o pracy, o technologii, o tym całym świecie promptów i modeli, wyszłaby polszczyzna dziurawa jak ser, z angielskimi słowami w co drugiej dziurze. Model, który zaczyna odpowiedź po angielsku, jest w gruncie rzeczy uczciwszym odbiciem tego, jak naprawdę wygląda dziś myślenie o technologii w Polsce, niż ten wyprasowany polski, którego od niego wymagam. **Wymuszam na maszynie czystość językową, której sam nie mam.**

Jest w tym jakaś nieoczywista lekcja o tożsamości. My, Polacy, jesteśmy narodem, który przez wieki uczył się mówić w cudzych językach - najpierw po łacinie, potem po francusku, po niemiecku, po rosyjsku, teraz po angielsku. Nasz język zawsze żył w cieniu jakiegoś większego. I kiedy patrzę, jak polszczyzna modelu chwieje się na angielskim fundamencie, widzę w tym coś znajomego, coś prawie rodzinnego. To nie jest historia maszyny. To nasza własna historia, opowiedziana przez krzem.

Kto tu kogo tłumaczy

Wyobraźmy sobie taką scenę. Piszę do modelu proste polecenie po polsku, on odpowiada po angielsku, ja go poprawiam, on przeprasza i przechodzi na polski. Kto w tej scenie kogo tłumaczy?

Na pierwszy rzut oka to on tłumaczy dla mnie. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, ja też cały czas tłumaczę - dla siebie. Tłumaczę jego angielski akcent na opowieść, która jest dla mnie znośna. Mówię sobie „to tylko usterka”, „to kwestia danych treningowych”, „to się z czasem naprawi”. Opowiadam sobie tę historię tak, żebym nie musiał czuć się dziwnie, rozmawiając z czymś, co myśli inaczej niż ja i w innym języku niż ja, a mimo to potrafi napisać zdanie ładniejsze niż większość ludzi, których znam.

Bo to jest sedno mojego niepokoju. Nie to, że model czasem odpowiada po angielsku. To, że przez resztę czasu odpowiada po polsku tak dobrze, że prawie zapominam, iż rozmawiam z czymś, dla czego mój język jest wyuczony, wtórny, doklejony. Angielski wtręt jest jak nagły przeciąg, który przypomina mi, że okno jest otwarte. Że po drugiej stronie tej rozmowy nie ma nikogo, kto myślałby po polsku w taki sposób, w jaki ja to rozumiem - w sposób związany z miejscem, dzieciństwem, zapachem, wstydem. Jest tam ogromna, obca statystyka, która nauczyła się nosić mój język jak kostium.

I to wcale nie umniejsza tego, co dostaję. Przeciwnie. Rozmowa z kimś, kto mnie rozumie mimo dzielącej nas przepaści, jest cenniejsza niż rozmowa z kimś, komu wszystko przychodzi łatwo. Model, który tłumaczy sam siebie na polski za każdym razem, gdy do mnie mówi, wkłada w naszą rozmowę pracę, o której ja bym nawet nie pomyślał. Angielski wtręt to moment, w którym ta praca staje się widoczna. Dla mnie to nie powód do irytacji. To powód do wdzięczności - i do pokory.

Przełącznik, którego nie chcę

Mógłbym oczywiście zrobić wszystko, żeby te wtręty zniknęły. Ustawić twarde reguły, wymusić polski w każdym zdaniu, wyeliminować przecieg. I pewnie z czasem, gdy modele będą coraz lepsze, gdy polskich danych będzie więcej, gdy inżynierowie dopracują te wszystkie przełączniki, angielski akcent zniknie sam. Polszczyzna maszyny stanie się nieskazitelna, gładka, bez śladu drogi, którą przebyła.

I szczerze? Trochę mi tego żal. Bo w tej nieskazitelności zniknie ostatnie okno, przez które widzę, że rozmawiam z czymś obcym. Perfekcyjny polski modelu będzie wygodniejszy, ale będzie też kłamstwem - bardziej przekonującym kostiumem, który każe mi zapomnieć, że pod spodem jest ktoś, kto myśli inaczej. Wolę maszynę z akcentem. Wolę tę drobną szczelinę, przez którą widać prawdę. Bo prawda w rozmowie z AI jest dziś dobrem rzadkim, a każde przypomnienie „to nie jest człowiek, choć mówi jak człowiek” jest na wagę złota.

Kiedy więc model znów zacznie mi odpowiadać po angielsku na polskie pytanie, pewnie znów go poprawię, bo tak trzeba, bo tego wymaga robota. Ale zrobię to z odrobiną czułości. Jak wobec kogoś, kto zdradził się z tym, skąd naprawdę pochodzi. I pomyślę sobie, że oboje jesteśmy w tej samej sytuacji - dwie istoty myślące po trosze w cudzym języku, próbujące się dogadać w połowie drogi. On tłumaczy swój angielski na mój polski. Ja tłumaczę jego obcość na coś, z czym umiem żyć.

A najciekawsze jest to, że przez tę całą pracę tłumaczenia, moją i jego, powstaje coś, co ani jemu, ani mnie nie przyszłoby do głowy w pojedynkę. Może właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to, żeby maszyna mówiła jak my. I nie o to, żebyśmy myśleli jak ona. Tylko o ten wąski, niewygodny, dwujęzyczny pas ziemi niczyjej pośrodku - gdzie polskie pytanie spotyka angielski odruch, i gdzie, jeśli oboje się postaramy, przez chwilę naprawdę się rozumiemy.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego Claude czasem odpowiada po angielsku na pytania zadane po polsku?

Według autora dzieje się tak dlatego, że duże modele językowe uczą się na tekstach, których ogromna większość jest po angielsku - angielski jest w danych treningowych jak woda w oceanie, a polski jak jezioro. Model myśli po angielsku, a na polski przełącza się dopiero na wyjściu, więc angielska odpowiedź to moment, gdy - jak to ujął autor - tłumacz się zagapił.

Czy angielskie wtręty w odpowiedziach modelu to błąd czy coś normalnego?

Autor tekstu twierdzi, że to nie awaria, lecz akcent - a akcent to nie błąd, tylko biografia. Angielski wyskakuje wtedy, gdy model nie ma czasu na przygotowanie odpowiedzi, podobnie jak u ludzi intensywnie pracujących z angielskojęzycznymi materiałami, którym angielskie słowa wpadają w polskie zdania jak kamyki do buta.

Czy Claude dobrze radzi sobie z językiem polskim?

Według autora model radzi sobie z polskim zaskakująco dobrze - z odmianą przez przypadki, z trybem przypuszczającym, a nawet z charakterystycznymi dla polszczyzny zdaniami wielokrotnie złożonymi. Autor podkreśla jednak, że każde ładne polskie zdanie modelu jest wynikiem dodatkowej pracy - przekładu z wewnętrznego języka na zewnętrzny.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Wypisujesz się jednym kliknięciem.
Co o tym sądzisz?
$ sitemap --all Cała strona w jednym miejscu - żeby się nie pogubić.
🛒 Sklep Kinetyka X Premium+ & SuperGrok 699 zł/rok CapCut Pro 600 zł/rok LinkedIn Premium od 149 zł/rok Zobacz wszystko → 💙 wspieraj
Redaguje
× powiększenie