Pekin właśnie pokazał Mecie, gdzie jest granica. Kosztowała 2 miliardy dolarów
Meta zaczyna demontować przejęcie chińskiego startupu Manus za 2 mld dolarów po tym, jak Pekin nakazał divestyturę z powodów bezpieczeństwa narodowego.
👁 331 przeczytań
Posłuchaj artykułu
Nagranie przygotujemy raz - kolejne odtworzenia od ręki.
Postawię tezę, której będę bronił do końca: transakcja za 2 miliardy dolarów może wyparować nie dlatego, że ktoś przepłacił, popełnił błąd due diligence albo źle policzył synergie, tylko dlatego, że jakiś urzędnik w Pekinie uznał, że tak będzie lepiej dla Chin. I właśnie to się dzieje z Manusem.
Meta - jak donosi Bloomberg - zaczęła rozkręcać swój głośny zakup chińskiego startupu agentowego Manus. Odcięła go od wewnętrznych systemów, zablokowała pracownikom korzystanie z jego narzędzi w wewnętrznych projektach i wstrzymała wymianę danych między firmami. To najbardziej konkretny krok w stronę wykonania nakazu divestytury, który chińskie władze wydały jakieś dwa miesiące temu, powołując się na bezpieczeństwo narodowe.
Brzmi sucho. W rzeczywistości to spektakularne upokorzenie jednej z najpotężniejszych firm technologicznych świata.
Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google→Miało być triumfem, jest sekcją zwłok
Cofnijmy taśmę. Manus zasłynął wiralowym demem swojego agenta, w połowie 2025 roku przeniósł sztab do Singapuru - klasyczny ruch chińskiego startupu, który chce wyglądać na obywatela świata - a w grudniu ogłosił przejęcie przez Metę za 2 miliardy dolarów. Miał to być przełomowy exit dla chińskiego AI, dowód, że można urodzić się w Pekinie, a sprzedać się w Dolinie Krzemowej.
Tyle że spółka matka nazywa się Butterfly Effect i nazwa okazała się prorocza. Jedno trzepnięcie skrzydłami w chińskim regulatorze i cała konstrukcja zaczyna się sypać. Regulatorzy ruszyli na początku roku, wskazując na możliwe naruszenia kontroli eksportu technologii i zasad inwestycji zagranicznych. Przeniesienie sztabu do Singapuru? Nie pomogło. Dla Pekinu chińskie pochodzenie technologii liczy się bardziej niż adres rejestracji.
I to jest sedno. Manus mógł sobie być formalnie singapurski, kalifornijski czy księżycowy - Chiny i tak uznały go za swój strategiczny zasób, którego nie oddadzą Amerykanom. Offshore’owa inkorporacja, ten ulubiony trik prawników od fuzji, okazała się papierowym parasolem w czasie tajfunu.
Kto zgarnął kasę, a kto zostaje z problemem
Ciekawe jest, jak rozłożyła się ta katastrofa. Inwestorzy Manusa zdążyli się rozejść do narożników. Kalifornijski Benchmark już odebrał swoją działkę z transakcji. Azjatyccy backerzy - Tencent, HSG i ZhenFund - jak podaje Wall Street Journal zadeklarowali współpracę przy rozwijaniu umowy. Czyli pieniądze już wyszły z drzwi, a teraz trzeba je jakoś zaprosić z powrotem.
Bo plan B już krąży. Według majowych doniesień współzałożyciele Manusa prowadzą wstępne rozmowy o pozyskaniu około miliarda dolarów od zewnętrznych inwestorów, żeby odkupić startup z rąk Mety. Cel: chiński joint venture i ewentualny debiut w Hongkongu, który w tym roku przeżywa wysyp notowań chińskich firm AI - jak MiniMax czy Zhipu. Innymi słowy: technologia wraca do domu, a giełda w Hongkongu czeka z otwartymi ramionami.
To nie jest pojedynczy incydent
Tu zwykle ktoś powie: no dobra, jeden przypadek. Otóż nie. To element znacznie szerszej operacji. Chińskie władze rozszerzyły ograniczenia podróży na naukowców i kadrę zarządzającą prywatnych firm - teraz potrzebują rządowej zgody, zanim wyjadą za granicę. Pekin zaciska też pętlę na zagranicznym kapitale: według doniesień czołowe firmy AI, w tym Moonshot AI, StepFun i ByteDance, będą musiały uzyskać rządowe placet, zanim przyjmą amerykańską inwestycję.
Manus drew scrutiny on both sides of the Pacific, with Senator John Cornyn questioning whether American capital should flow to a Chinese-linked firm.
To cytat za TechCrunch, i pokazuje paradoks. Bo po amerykańskiej stronie senator John Cornyn pytał, czy amerykański kapitał w ogóle powinien płynąć do firmy powiązanej z Chinami. Mamy więc rzadki moment, w którym Waszyngton i Pekin zgadzają się co do jednego: ta transakcja nie powinna się odbyć. Tylko z dokładnie przeciwnych powodów.
Wisienka na torcie? Mimo całego tego demontażu Manus dalej dowozi produkt. Wypuścił integracje z Similarweb i Shopify, jakby nic się nie działo. Inżynierowie kodują, regulatorzy walczą o duszę firmy, a klient i tak dostaje nowe funkcje.
Moja teza po tej historii brzmi tak: w erze AI klasyczna logika fuzji i przejęć przestaje obowiązywać. Możesz mieć podpisaną umowę, wypłacone pieniądze i zaksięgowane synergie, a i tak rząd narodowy może to wszystko cofnąć jednym pismem. Meta nie kupiła startupu - kupiła lekcję geopolityki za 2 miliardy dolarów. I podejrzewam, że nie będzie ostatnią firmą, która ją odbierze.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →