Ostatnia, desperacka próba Big Techu, by ujednolicić prawo o AI
Lobbyści Doliny Krzemowej walczą o jeden federalny zestaw reguł dla AI, a Biały Dom próbuje przepchnąć go w pakiecie z ustawami o bezpieczeństwie dzieci.
👁 123 przeczytań
W Waszyngtonie panuje chaos, a w jego centrum jest słowo, którego większość ludzi nigdy nie wymówi przy kolacji: preemption. To brzmi nudno, ale dla lobbystów Big Techu to święty Graal. Chodzi o jeden federalny zestaw reguł dla sztucznej inteligencji, uchwalony przez Kongres i podpisany przez prezydenta, który unieważniłby prawny galimatias pięćdziesięciu stanów regulujących AI każdy po swojemu. Od miesięcy lobbyści gonią ten cel - i od miesięcy rozbijają się o kolejne mury.
Teraz, jak opisuje Tina Nguyen w The Verge, zbliża się ich ostatnia, najbardziej desperacka próba. Z prostego powodu: zegar tyka. Za rogiem są wybory uzupełniające (midterms), a jeśli Kongres przejdzie w ręce wrogo nastawionych Demokratów, okno na korzystną dla branży ustawę zatrzaśnie się na lata.
Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google→Dziwny mariaż: AI i bezpieczeństwo dzieci
Najciekawsze w tej historii jest to, czym Biały Dom postanowił obciążyć swoją ostatnią rozgrywkę. Zamiast czystej ustawy o AI, administracja - według przecieków z tego tygodnia - zaproponowała coś w rodzaju ślubu z przymusu. Pakiet o ujednoliceniu reguł AI miałby zostać sklejony z zestawem ustaw o bezpieczeństwie dzieci w sieci, firmowanych przez senator Marshę Blackburn, współautorkę Kids Online Safety Act (KOSA).
To spór starszy niż samo ChatGPT. Bezpieczeństwo dzieci online rzeczywiście w pewnym stopniu zazębia się z AI, ale to tylko jeden wycinek znacznie większej układanki. Prawdziwie kompleksowa ustawa musiałaby dotknąć bezpieczeństwa modeli z najwyższej półki, dyskryminacji algorytmicznej, wpływu na środowisko i wielu innych kwestii. Zamiast tego mamy próbę przepchnięcia jednego tematu jako wehikułu dla zupełnie innego.
Nikt nie wie, kto prowadzi
I tu zaczyna się komedia pomyłek. Biały Dom najwyraźniej zapomniał poinformować republikanów z Izby Reprezentantów - którzy właśnie przegłosowali własną wersję KOSA - że stawia na projekt Blackburn. Demokraci, którzy pracowali z nią nad senacką wersją, też zostali pominięci. A w tle krąży po Izbie jeszcze osobny, ponadpartyjny projekt o ujednoliceniu reguł AI.
Efekt? Tydzień totalnego zamieszania. AI i bezpieczeństwo dzieci mogą zostać zlepione w jedno, byle tylko ujednolicenie reguł trafiło do podpisu - ale czyja wersja ochrony dzieci ostatecznie przejdzie, nie wie nikt. Surowsza senacka KOSA? Luźniejsza wersja popierana przez lidera większości w Izbie Steve’a Scalise’a? I gdzie w tym wszystkim jest Biały Dom?
„Nikt tak naprawdę nie wie, kto kieruje tą całą sprawą. Wszyscy są głęboko, głęboko, głęboko sceptyczni co do losów tego projektu, bo każdy jest na zupełnie innej stronie. Myślę, że Izba nie ruszy niczego, czego chce Blackburn.”
- republikański lobbysta średniej wielkości firmy technologicznej w rozmowie z The Verge.
Trump powiedział: ma być
Tu robi się politycznie ciekawie. Walka o regulacje AI rozsadziła Partię Republikańską od środka, otwierając przepaść między jej kierownictwem a populistycznym skrzydłem, które niekoniecznie chce robić prezenty wielkim korporacjom. Ale sam Donald Trump wezwał do uchwalenia ustawy o ujednoliceniu reguł AI. To znaczy, że partia musi to jakoś dowieźć - niezależnie od tego, jak bardzo jej członkowie są ze sobą skłóceni.
Za kulisami politycy Białego Domu próbują dopiąć podejście do całej sprawy pod wpływem Mike’a Davisa, prawnika sprzymierzonego z Trumpem. To nie jest spór o to, czy regulować AI, tylko o to, kto napisze reguły i czyją wersję dzieci wsadzi się do tego samego worka.
Dlaczego to nas powinno obchodzić
Można wzruszyć ramionami - to amerykańska kuchnia legislacyjna, daleko od Warszawy. Ale to błąd. Sposób, w jaki Stany rozstrzygną pytanie o jednolite reguły dla AI, ustawi punkt odniesienia dla całej globalnej branży. Jeśli największy rynek świata zdecyduje się na jeden, federalny, prawdopodobnie liberalny dla firm zestaw zasad, presja na łagodzenie regulacji gdzie indziej wzrośnie. Jeśli utknie w stanowym galimatiasie, firmy będą musiały żonglować dziesiątkami sprzecznych wymogów.
Moim zdaniem najbardziej wymowny jest tu sam mechanizm. Bezpieczeństwo dzieci to temat, który trudno zawetować bez politycznej blizny - mało kto chce być tym, kto zablokował ustawę chroniącą najmłodszych. Doczepienie do niego ujednolicenia reguł AI to klasyczny zabieg: ukryć kontrowersyjne pod parasolem nietykalnego. Pytanie, czy taki manewr przejdzie, gdy nawet sami autorzy nie są zgodni, którą wersję ochrony dzieci forsują.
Na razie mamy obraz branży, która przez miesiące goniła swój Graal, zbierała ogólnokrajowe baty i teraz, z wyborami na karku, stawia wszystko na jeden, pospiesznie sklejony ruch. To nie wygląda jak triumfalny finał lobbingowej kampanii. To wygląda jak ktoś, kto biegnie do bramki, zanim sędzia gwizdnie koniec meczu - i sam nie jest pewien, w którą stronę kopnąć.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
