Nvidia po pięciu latach wraca po dług. I rynek rzuca się na obligacje za 85 miliardów
Najpotężniejsza firma ery AI sprzedaje obligacje za 25 miliardów dolarów - pierwszy raz od 2021 roku - a inwestorzy złożyli zamówienia na ponad 85 miliardów.
👁 138 przeczytań
Jest coś niepokojąco wymownego w tym, że firma, która zarabia krocie na cudzych długach zaciąganych pod sztuczną inteligencję, sama postanowiła pożyczyć. Nvidia - producent chipów, bez których nie powstałby żaden duży model językowy - po raz pierwszy od 2021 roku wyszła na rynek obligacji. I nie po drobne. Według Ars Technica firma planuje sprzedać dług inwestycyjny o wartości ponad 25 miliardów dolarów, a sama emisja stała się czymś w rodzaju testu: czy inwestorzy nadal mają apetyt na kolejną dawkę ekspozycji na AI.
Odpowiedź padła błyskawicznie. Pierwotnie Nvidia chciała zebrać 20 miliardów, ale do wczesnego popołudnia w Nowym Jorku zamówienia przekroczyły 85 miliardów dolarów. To ponad czterokrotne przebicie oferty - i firma podniosła pułap do 25 miliardów. Tak wygląda popyt, o jakim większość emitentów może tylko pomarzyć.
Siedem transz i bardzo tani dług
Oferta ma charakter, który bankierzy lubią nazywać „marquee” - flagowy, popisowy. Siedem części, terminy zapadalności od dwóch do trzydziestu lat. Dzięki tak silnemu popytowi dziesięcioletnia transza miała przynieść rentowność zaledwie 0,5 punktu procentowego powyżej amerykańskich obligacji skarbowych. To spadek z 0,75 punktu, o którym mówiono na początku rozmów. Innymi słowy: inwestorzy są skłonni pożyczyć Nvidii pieniądze niemal tak tanio, jak rządowi USA.
Sprzyjał temu moment. Korzystne warunki rynkowe po porozumieniu USA-Iran pozwoliły firmie zaciągnąć dług stosunkowo tanio, jak zauważyła Lauren Wagandt, zarządzająca portfelem w T Rowe Price.
To w gruncie rzeczy spółka bardzo wysokiej jakości. I nie pojawia się na rynku tak często jak inne nazwiska z branży tech.
- Lauren Wagandt, T Rowe Price
To trafna uwaga. Nvidia rzeczywiście rzadko sięga po dług. Ostatnia emisja, z 2021 roku w środku pandemii, opiewała na około 5 miliardów dolarów. Poniedziałkowa oferta jest więc co najmniej trzykrotnie większa. Po jej zamknięciu zadłużenie firmy wzrośnie ponad trzykrotnie - z obecnych 8,5 miliarda do około 30 miliardów dolarów. Pieniądze, jak zapowiedziała sama Nvidia, mają pójść na „ogólne cele korporacyjne, w tym spłatę i refinansowanie istniejących obligacji”.
Po co najbogatszej firmie AI pożyczać?
I tu robi się ciekawie. Nvidia nie jest spółką, która łapie oddech. W roku zakończonym w styczniu jej wolne przepływy pieniężne skoczyły o 59 procent, do 96,6 miliarda dolarów. To gotówka, jakiej nie wypracowuje praktycznie nikt na świecie. Firma jest największym beneficjentem bilionowej hossy inwestycyjnej Big Techu w infrastrukturę AI - to jej chipy napędzają modele pokroju GPT od OpenAI.
A jednak coś się zmieniło w nastrojach. Po szczycie wyceny na poziomie około 5,7 biliona dolarów w maju akcje Nvidii spadły wraz z szerszym rynkiem półprzewodników. Pod koniec ubiegłego tygodnia kapitalizacja zsunęła się poniżej 5 bilionów. Emisja obligacji, gdy masz tyle gotówki, jest więc nie tyle koniecznością, ile manewrem finansowym - tani dług dziś może być wart więcej niż wyprzedaż własnych akcji, gdy te tracą.
To zresztą szerszy trend. Cała branża technologiczna ściga się po finansowanie w wyścigu zbrojeń AI, ale Wall Street zaczyna mieć niestrawność od nadmiaru nowych emisji - akcji i długu. W tle mamy rekordowe IPO SpaceX warte 75 miliardów dolarów. Pierwsze oznaki zmęczenia rynku skłaniają firmy do szukania bocznych dróg. Anthropic zwrócił się do inwestorów z rynku prywatnego kredytu, domykając transakcję na 35 miliardów dolarów wspieraną przez Broadcom. Alphabet, właściciel Google’a, po raz pierwszy od ponad dwóch dekad zdecydował się wyemitować akcje, pozyskując 85 miliardów dolarów świeżego kapitału. Każdy szuka tlenu na swój sposób.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Pajęczyna, w której wszyscy są wszystkim winni
Najbardziej fascynująca - i najbardziej niepokojąca - część tej historii nie dotyczy jednak samej emisji. Nvidia, zarabiając fortunę na boomie AI, jednocześnie stała się jednym z jego największych inwestorów. Firma zadeklarowała łącznie ponad 90 miliardów dolarów dla twórców modeli, w tym OpenAI, Anthropic i xAI, oraz dla dostawców takich jak Coherent, Marvell, Lumentum czy Corning.
To jeszcze nie wszystko. W niektórych przypadkach Nvidia zgodziła się pełnić rolę zabezpieczenia albo wręcz finansowego gwaranta dla klientów budujących usługi chmurowe na jej chipach - jak CoreWeave czy Nscale. Innymi słowy: producent chipów finansuje firmy, które kupują jego chipy, a czasem jeszcze ręczy za ich zobowiązania. Pieniądze krążą w zamkniętym obiegu, w którym trudno powiedzieć, gdzie kończy się sprzedawca, a zaczyna kredytodawca.
Inwestorów obligacyjnych zaczyna to martwić. Rosnące wykorzystanie gwarancji finansowych i wzajemna zależność spółek AI rodzą obawy o skoncentrowane ryzyko, jak zauważył Tom Murphy, szef globalnego działu kredytu inwestycyjnego w Columbia Threadneedle Investments. Rynek - jak ujął to ostrożnie - „zaczął się niepokoić”.
I słusznie. Bo cały urok tej emisji - rentowność niemal jak obligacje skarbowe, czterokrotne przebicie popytu, status spółki „najwyższej jakości” - opiera się na założeniu, że hossa AI jest trwała i samonapędzająca się. Ale jeśli Nvidia gwarantuje długi klientów, którzy kupują jej chipy za pieniądze, które częściowo od niej pochodzą, to ewentualne pęknięcie w jednym miejscu nie zostaje w jednym miejscu. Rozlewa się.
Moim zdaniem najciekawsze w tej transakcji nie jest to, że Nvidia pożycza - to akurat racjonalne wykorzystanie taniego pieniądza przez firmę, która gotówki ma w nadmiarze. Najciekawsze jest to, co ta emisja mówi o kondycji całego ekosystemu. Gdy najpotężniejszy gracz ery AI, zalany przepływami rzędu blisko 100 miliardów dolarów rocznie, wraca po dług, a inwestorzy rzucają się nań tak chętnie, że trzeba podnosić ofertę - to nie jest dowód słabości Nvidii. To dowód, że apetyt na AI wciąż jest gigantyczny, tylko zaczyna się mieszać z pierwszym, cichym strachem. Pytanie nie brzmi już, czy ktoś kupi te obligacje. Brzmi: czy ktokolwiek wie, ile naprawdę warte jest ryzyko, które one ze sobą niosą.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


