Meta testuje roboty w swoich centrach danych. Pracownicy mówią: idzie po nas wszystkich
Meta po raz pierwszy przyznała, że testuje roboty do wykonywania fizycznych zadań w centrach danych - od wtyczek sieciowych po resetowanie serwerów - co może zastąpić do 80 procent obowiązków niektórych pracowników.
👁 124 przeczytań
Wygląda jak sztuczny palec albo ostry patyczek - i ma jedno zadanie: nacisnąć przycisk zasilania na Mac Mini, gdy zdalnie poprosi go o to człowiek siedzący gdzieś daleko od serwerowni. To jeden z pierwszych robotów, które Meta cicho wdrożyła w swoich centrach danych. Niepozorny, niemal śmieszny w swojej prostocie - ale symboliczny. Za nim idą znacznie poważniejsze maszyny.
Co dokładnie Meta testuje w serwerowniach
Według kilku obecnych i byłych pracowników firmy, którzy poprosili o anonimowość, Meta prowadzi zaawansowane testy robotów od kilku dostawców jednocześnie - Watney Robotics, Kinova i ABB. Żadna z tych firm nie chciała publicznie potwierdzić współpracy. Watney w ogóle nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy.
W jednym z eksperymentów Meta sprawdza, czy robotyczne ramię Kinova Gen3 da się wykorzystać do tzw. power cyclingu - czyli odcinania i przywracania zasilania konkretnym serwerom. To brzmi jak czynność mechaniczna, ale w praktyce to jeden z najczęstszych obowiązków techników w każdej dużej serwerowni. W kolejnym teście firma weryfikuje innego robota, tym razem zdolnego do wymiany kabli sieciowych - zadania wymagającego precyzji, dobrego wzroku i sprawnych rąk.
Właśnie ten ostatni projekt jest tym, który najbardziej niepokoi pracowników. Jeden z techników Meta szacuje wprost: gdyby taki robot działał skutecznie, mógłby zastąpić do 80 procent obowiązków niektórych zatrudnionych. „Myśleliśmy, że ci z nas, którzy wykonują fizyczne zadania, są bezpieczni jeszcze przez jakiś czas - ale już nie” - powiedział pracownik. „Niestety idzie po nas wszystkich.”
Oficjalnie: potrzebujemy więcej rąk do pracy
Rzecznik Meta, Francis Brennan, odpowiedział na pytania mediów oświadczeniem, które w żaden sposób nie potwierdza ani nie zaprzecza konkretnym testom opisanym przez pracowników. „Ameryka przeżywa największy boom infrastrukturalny od czasów II wojny światowej, a wykwalifikowanych pracowników brakuje; potrzebujemy więcej ludzi, nie mniej” - napisał Brennan, podkreślając, że firma intensywnie inwestuje w szkolenia i zatrudnianie nowych techników.
Brzmi przekonująco - do momentu, gdy zestawia się to oświadczenie z wypowiedzią Erica Xu, starszego menedżera ds. robotyki w Meta, który na konferencji w ubiegłym roku mówił bez ogródek. „Nasze długoterminowe cele to umieszczenie robotów w centrach danych” - powiedział Xu, wymieniając m.in. szybsze reagowanie na awarie, monitorowanie środowiska i prewencyjną konserwację sprzętu. I dodał: „Wierzymy, że potrzeba więcej współpracy i badań, ale musimy zacząć - inaczej nie mamy żadnej szansy, żeby to osiągnąć.”
Różnica między komunikatem PR a słowami własnego menedżera jest uderzająca. Xu mówił o przyszłości wprost, Brennan opowiada o teraźniejszości, która tej przyszłości ma nie budzić niepokoju.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego właśnie teraz
Przez długi czas roboty były po prostu za mało zdolne do pracy w data center. Wcześniejsze próby - w branży, nie tylko u Mety - kończyły się spektakularnymi porażkami: maszyny dosłownie miażdżyły serwery podczas prób wykonania prostych czynności. Były też drogie. Kombinacja kiepskich możliwości i wysokich kosztów sprawiała, że inwestycja nie miała sensu.
To się zmieniło. Hardware stał się tańszy, a modele AI sterujące robotami są dziś nieporównywalnie sprawniejsze niż kilka lat temu. Kilka startupów pracuje aktywnie nad komercyjnymi maszynami zdolnymi do składania serwerów, wymiany podzespołów i podłączania okablowania. Meta nie jest więc wyjątkiem - jest raczej pierwszą dużą firmą technologiczną, o której testach w tej dziedzinie wiadomo z bezpośrednich relacji pracowników.
Kontekst biznesowy jest równie ważny. Meta dynamicznie rozbudowuje infrastrukturę AI, co oznacza coraz więcej centrów danych i coraz wyższe koszty operacyjne. Roboty oferują coś kuszącego: przewidywalne, równomierne tempo pracy przy niższym koszcie jednostkowym niż człowiek - szczególnie w regionach, gdzie centra danych powstają masowo, a wykwalifikowanych techników brakuje.
Orędownicy robotyzacji sięgają po argument pro-pracowniczy: tak jak agenci AI mają przejąć od pracowników biurowych najbardziej monotonne zadania, tak roboty mogłyby odciążyć techników serwerowni od prac repetytywnych i niebezpiecznych, pozwalając im skupić się na bardziej złożonych wyzwaniach. Jest w tym ziarno prawdy - ale trudno nie zauważyć, że pracownik cytowany przez Ars Technica nie brzmi jak ktoś, komu obiecano awans na ciekawsze stanowisko.
Dłuższa perspektywa, którą Meta ma na uwadze, jest jeszcze bardziej radykalna: całkowite wyeliminowanie ludzi z równania sprawiłoby, że centra danych można by eksploatować pod wodą, w przestrzeni kosmicznej albo w innych środowiskach nieprzyjaznych organizmom żywym. To nie science fiction - to kierunek, w którym zmierza branża.
A zaczyna się od sztucznego palca naciskającego przycisk reset na Mac Mini.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →


