90 835 odpowiedzi z botów na 118 756 zgłoszeń. Policzyłem, ile kosztowało zalanie brytyjskiej konsultacji
Brytyjskie ministerstwo zdrowia wykryło, że 76 procent zgłoszeń w konsultacji ustawy o wyrobach tytoniowych wygenerowały boty. Policzyłem koszt takiej operacji przy obecnych cenach modeli językowych i zestawiłem to z polskim systemem konsultacji, w którym nikt nigdy nie sprawdzał, kto naprawdę pisze.

👁 119 przeczytań
W 2023 roku brytyjskie Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej prowadziło konsultacje nad ustawą o wyrobach tytoniowych i e-papierosach, w tym nad zakazem sprzedaży jednorazowych waporyzatorów. Wpłynęło 118 756 zgłoszeń. Po zastosowaniu narzędzi do wykrywania automatyzacji resort uznał, że 90 835 z nich - dokładnie 76,5 procent - pochodziło od botów. Wszystkie poza dwoma odpowiadały na to samo pytanie i wszystkie były przeciw zakazowi. Przychodziły zduplikowane, z dużą częstotliwością, z garstki adresów IP.
Opisali to dr Nason Maani z Uniwersytetu w Edynburgu i prof. Anna Gilmore z Uniwersytetu w Bath w czasopiśmie „Tobacco Control”. To według nich pierwszy udokumentowany przypadek masowej automatycznej ingerencji w formalną konsultację dotyczącą zdrowia publicznego. Resort odrzucił sporne zgłoszenia, a rząd Keira Starmera przepchnął ustawę w 2024 roku. Zakaz obowiązuje.

Policzyłem, ile kosztuje wyprodukowanie 90 tysięcy fałszywych opinii obywatelskich
Najciekawsza liczba w tej historii nie została podana przez nikogo, bo wymaga rachunku. Przeciętna odpowiedź w konsultacji publicznej to kilkaset znaków - przyjmijmy 300 słów, czyli mniej więcej 400 tokenów na wyjście i podobnie na prompt wejściowy. Przy cenach modeli z końca 2026 roku, gdzie generowanie miliona tokenów w tańszych modelach klasy GPT-4o mini albo Gemini Flash kosztuje około 0,60 dolara na wyjściu, 90 835 odpowiedzi to około 36 milionów tokenów wyjścia. To daje mniej więcej 22 dolary, czyli 83 złote przy kursie 3,78 zł. Doliczając tokeny wejściowe, infrastrukturę proxy i prosty skrypt wysyłający formularze, cała operacja mieści się w kilkuset złotych.
Inaczej: jedna sfałszowana opinia obywatelska kosztowała około 0,0009 złotego. Za cenę jednego biletu miesięcznego w Warszawie można wyprodukować liczbę zgłoszeń, która w polskich warunkach przekroczyłaby całkowity dorobek konsultacyjny niejednego resortu za cały rok. To jest właściwa skala problemu - nie to, że ktoś to zrobił, tylko to, że próg wejścia spadł poniżej poziomu, przy którym opłaca się komukolwiek stawiać zapory.
Dla porównania: tradycyjna kampania astroturfingowa, w której płaci się ludziom za wypełnienie formularza, kosztuje od kilku do kilkunastu złotych za sztukę. Różnica rzędu czterech do pięciu rzędów wielkości. Zestawiłem to w tabeli, bo to jedyne porównanie w tym tekście, które naprawdę coś zmienia.
| Metoda | Koszt jednej odpowiedzi | Koszt 90 835 odpowiedzi |
| Opłacony człowiek (astroturfing klasyczny) | ok. 8 zł | ok. 727 000 zł |
| Model językowy klasy flash/mini (2026) | ok. 0,0009 zł | ok. 83 zł |
Maani: „czego nie wyłapiemy, o tym nie wiemy”
Autor badania nie udaje, że brytyjski sukces coś zamyka. Przeciwnie - traktuje go jako przypadek, który udało się złapać, bo sprawcy byli niechlujni: te same adresy IP, ta sama odpowiedź na to samo pytanie, duplikaty.
Zagrożenie polega na tym, że przyszłe kampanie będą trudniejsze do wykrycia, a czego nie wyłapiemy, o tym nie wiemy. Takie kampanie są groźne, bo otwierają możliwość, by garstka wpływowych interesów wyglądała jak masowy ruch społeczny.
dr Nason Maani, University of Edinburgh, cytowany w Guardianie
Azzurra Moores z think tanku Demos nazwała sprawę „dość alarmującą” i wskazała na dylemat, którego nie da się łatwo rozwiązać: każda bariera, która wypycha boty, utrudnia udział prawdziwym ludziom. Caroline Cerny z organizacji Action on Smoking and Health przypomniała, że branża tytoniowa ma długą historię podkopywania regulacji zdrowotnych i że trzeba zakładać, iż nowe technologie zostaną do tego użyte.
Jak wygląda polski system konsultacji i dlaczego nikt go nie audytuje
W Polsce konsultacje publiczne projektów ustaw i rozporządzeń prowadzone są na Rządowym Centrum Legislacji, a zasady opisuje regulamin pracy Rady Ministrów. Kluczowa różnica wobec modelu brytyjskiego jest taka, że polskie konsultacje w większości nie mają formy ankiety z zamkniętymi pytaniami, na którą odpowiada się jednym kliknięciem. Dominuje model pisemny: organizacja albo obywatel przesyła stanowisko mailem lub przez ePUAP, a resort publikuje je w zakładce projektu razem z raportem z konsultacji.
To przypadkowa zaleta, nie zabezpieczenie. W raportach z konsultacji resortów liczba podmiotów zgłaszających uwagi do przeciętnego projektu idzie w dziesiątki, rzadko w setki. Przy takiej skali 90 835 zgłoszeń nie trzeba by nawet wykrywać - zauważyłby je portier. Problem zaczyna się tam, gdzie administracja przechodzi na formularze masowe: konsultacje społeczne samorządów, budżety obywatelskie, petycje elektroniczne, ankiety ministerialne przy strategiach sektorowych. Tam liczba głosów jest argumentem politycznym, a weryfikacja sprowadza się najwyżej do CAPTCHY i numeru PESEL, jeśli w ogóle.
Sprawdziłem, czy polskie przepisy przewidują odrzucenie zgłoszenia dlatego, że wygenerowała je maszyna. Nie przewidują. Uchwała nr 190 Rady Ministrów - Regulamin pracy Rady Ministrów nakłada na organ wnioskujący obowiązek sporządzenia raportu z konsultacji, ale nie określa żadnych kryteriów dopuszczalności pojedynczego stanowiska ani procedury jego odrzucenia. W praktyce oznacza to, że resort ma pełną swobodę oceny - może potraktować tysiąc identycznych maili jako jeden głos albo jako tysiąc. Nie ma też obowiązku ujawnienia, którą drogę wybrał. Brytyjski DHSC zrobił coś, czego polskie prawo nie nakazuje ani nie zakazuje: policzył boty i napisał o tym publicznie.
Podobnie wygląda sprawa petycji. Ustawa z 11 lipca 2014 r. o petycjach wymaga oznaczenia podmiotu wnoszącego i jego adresu, ale wniesienie petycji drogą elektroniczną nie wymaga podpisu kwalifikowanego - wystarczy adres poczty elektronicznej. Tożsamość nie jest weryfikowana. Przy tysiącu skrzynek pocztowych i jednym skrypcie koszt wygenerowania tysiąca petycji liczy się w groszach.
Co z tego ma polski czytelnik
Nie przepłacaj za te subskrypcje
Prowadzę sklep z rocznymi dostępami do narzędzi AI - te same konta, o których piszę wyżej, tylko taniej niż w cenniku producenta.
Jeśli bierzesz udział w konsultacjach - jako obywatel, pracownik organizacji albo firmy - zrób jedną rzecz, która podnosi wartość twojego głosu w nowej sytuacji: pisz uwagi odnoszące się do konkretnej jednostki redakcyjnej projektu. Nie „jesteśmy przeciw”, tylko „w art. 12 ust. 3 proponujemy wykreślenie wyrazów…” z uzasadnieniem opartym na danych albo na własnej praktyce. Urzędnik, który dostanie dziesięć tysięcy ogólnych deklaracji poparcia i jedną uwagę redakcyjną z liczbą, uwzględni tę drugą, bo tylko ona nadaje się do wpisania do raportu z konsultacji. Masowe kampanie zalewające formularze paradoksalnie podnoszą wartość zgłoszeń, których nie da się wyprodukować seryjnie.
Druga rzecz praktyczna: jeśli reprezentujesz organizację i zależy ci, żeby liczba twoich sygnatariuszy nie została zbagatelizowana, archiwizuj metadane. Logi zgłoszeń, rozkład czasowy podpisów, zróżnicowanie treści. Przy pierwszej polskiej aferze tego typu to organizacje obywatelskie będą musiały udowadniać, że ich kampania była prawdziwa, a nie resort, że była fałszywa.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego Wielka Brytania złapała, a my nawet nie szukamy
Brytyjski przypadek udał się dlatego, że resort w ogóle sprawdzał. DHSC zastosował metody wykrywania botów i opublikował wynik - 90 835 odrzuconych zgłoszeń na 118 756 - co pozwoliło badaczom zrobić z tego materiał naukowy. Gdyby nie opublikował, mielibyśmy dziś konsultację, w której trzy czwarte głosów wspiera interes branżowy, i nikt by nie wiedział dlaczego.
Polska administracja nie publikuje żadnych danych o próbach automatycznej ingerencji w konsultacje, bo ich nie zbiera. Nie oznacza to, że ingerencji nie ma. Oznacza, że jeśli jest, przechodzi jako autentyczny głos opinii publicznej i trafia do raportu z konsultacji jako liczba, którą potem cytuje się w uzasadnieniu projektu albo w sejmowej debacie. Przy koszcie 83 złotych za dziewięćdziesiąt tysięcy opinii to nie jest scenariusz hipotetyczny - to kwestia tego, kiedy ktoś uzna, że mu się opłaca.
Minimalna zmiana, która by to naprawiła, nie wymaga nowej ustawy. Wystarczyłby obowiązek, by raport z konsultacji zawierał informację o liczbie zgłoszeń odrzuconych jako zduplikowane lub automatyczne, wraz z zastosowaną metodą. To jedno zdanie w regulaminie pracy Rady Ministrów. Dopóki go nie ma, polskie konsultacje są tańsze do zmanipulowania niż brytyjskie, bo nikt nie liczy.
Fakty sprawdzone 29 października 2026 r. Przeliczenia według kursu 3,78 zł za dolara. Koszt generowania odpowiedzi oszacowany na podstawie cenników tańszych modeli językowych dostępnych komercyjnie w 2026 r., przy założeniu 400 tokenów wyjścia na jedno zgłoszenie.
Źródła:
- The Guardian - AI bots flooded 2023 UK government consultation on disposable vapes ban
- Tobacco Control (BMJ) - czasopismo publikujące badanie Maaniego i Gilmore
- Rządowe Centrum Legislacji - Rządowy Proces Legislacyjny
- Uchwała nr 190 Rady Ministrów - Regulamin pracy Rady Ministrów (ISAP)
- Ustawa z 11 lipca 2014 r. o petycjach (ISAP)
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
