Im więcej używamy AI, tym mniej jej ufamy. I to nie jest sprzeczność
Nowe badanie Pew pokazuje paradoks: chatbotów używa już połowa Amerykanów, ale dwie trzecie uważa, że AI pędzi za szybko.
👁 141 przeczytań
Moja teza jest prosta i lekko nieprzyjemna: nie boimy się sztucznej inteligencji dlatego, że jej nie rozumiemy. Boimy się jej dokładnie dlatego, że zaczynamy ją rozumieć. Im bliżej podchodzimy, tym mniej nam się to wszystko podoba. I właśnie ten mechanizm widać jak na dłoni w najnowszym sondażu Pew Research Center, który The Verge podsumował jednym zdaniem: dwie trzecie Amerykanów uważa, że AI rozwija się zbyt szybko.
Zatrzymajmy się na liczbach, bo są wyjątkowo wymowne. Z chatbotów korzysta dziś przynajmniej okazjonalnie 49 procent Amerykanów. Jeszcze w 2024 roku było to 33 procent. Samego ChatuGPT używało kiedyś 22 procent badanych, dziś już 44 procent - dokładnie dwa razy więcej niż w 2023 roku. A jednocześnie tylko 16 procent ludzi wierzy, że AI będzie miała pozytywny wpływ na społeczeństwo.
Czyli: masowo wpuszczamy tę technologię do swojego życia, a równocześnie machamy ręką, że to się źle skończy. Normalnie nazwałbym to hipokryzją. Tym razem nie nazwę.
Młodzi: używają najwięcej, wierzą najmniej
Najciekawszy zwrot akcji kryje się w danych pokoleniowych - i jest dokładnie odwrotny do tego, czego uczy nas zdrowy rozsądek o „cyfrowych tubylcach”. To najmłodsi, w wieku 18-29 lat, korzystają z chatbotów najczęściej - aż 66 procent z nich sięga po te narzędzia. I to oni są wobec AI najbardziej pesymistyczni: 48 procent uważa, że jej wpływ będzie negatywny, a zaledwie 14 procent - że pozytywny.
Im starsza grupa, tym mniej korzystania z chatbotów, ale też tym mniej czarnowidztwa. Czyli im mniej ktoś zna AI z codziennego użycia, tym łagodniej ją ocenia. To jest dane, nad którym warto się zatrzymać dłużej niż na jedno westchnienie.
Bo to wywraca wygodną narrację branży technologicznej. Ulubiona linia obrony Doliny Krzemowej brzmi mniej więcej tak: ludzie się boją, bo nie rozumieją, dajcie im poużywać, a strach minie. Otóż nie minie. Pokolenie, które używa AI najintensywniej, patrzy na nią najtrzeźwiej i najchłodniej. Znajomość nie rodzi miłości. Rodzi rezerwę.
Narzędzie tak, zbawiciel nie
Co nie znaczy, że ludzie AI nie cenią. Cenią - tylko prozaicznie, bez fajerwerków. Najwięcej z niej wyciska grupa 30-49 lat: 34 procent z nich sięga po chatbota co najmniej raz dziennie. Mniej więcej czterech na dziesięciu Amerykanów używa AI do zadań w pracy. 30 procent czuje, że dzięki niej jest bardziej produktywna, a 28 procent - że lepiej poinformowana.
I tu robi się pikantnie, bo akurat to ostatnie jest delikatnie mówiąc dyskusyjne. Wszyscy wiemy, że to, co serwuje nam AI, bywa w najlepszym razie wątpliwe. Pew sam to wyłapał już w 2024 roku, kiedy 66 procent dorosłych Amerykanów przyznawało, że martwi ich rozpowszechnianie przez AI nieprawdziwych informacji.
Mamy więc obraz człowieka, który otwiera chatbota, żeby „być lepiej poinformowanym”, i jednocześnie boi się, że ten sam chatbot go okłamie. To nie jest schizofrenia. To jest dojrzałość. To dokładnie taka relacja, jaką dorosły człowiek powinien mieć z narzędziem: używam, bo się przydaje, ale nie wkładam mu ręki do ognia.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Dlaczego „za szybko” to nie technofobia
Wracam do mojej tezy. Te 63 procent, które mówi „za szybko”, to nie banda technofobów z widłami. To ludzie, którzy w ciągu dwóch lat zobaczyli, jak coś, czego prawie nie było, nagle znalazło się w ich pracy, w wyszukiwarce, w mailach dzieci i w nagłówkach gazet. „Za szybko” to nie ocena technologii. To ocena tempa, w jakim zostaliśmy do niej dokooptowani bez pytania o zdanie.
I szczerze? Bardziej niepokoiłbym się, gdyby te liczby wyglądały inaczej. Gdyby połowa kraju używała czegoś, czemu wciąż nie do końca dowierza, a przy tym entuzjastycznie wierzyła, że to ją zbawi - to dopiero byłby powód do zmartwień. Bo to byłby dowód, że nikt już niczego nie sprawdza.
Tymczasem Amerykanie robią dokładnie to, co powinniśmy robić wszyscy: korzystają i nie ufają jednocześnie. Branża AI może to traktować jak problem PR-owy do rozwiązania kolejną kampanią o „odpowiedzialnym AI”. Ja traktuję to jako najzdrowszy sygnał, jaki w tej całej rewolucji do tej pory widziałem.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
AI w grach potrzebuje mniej gadania, a więcej konsekwencji. NPC ma pamiętać, co zrobił graczPremium
Robotyka potrzebuje mniej humanoidów, a więcej zdrowego rozsądku. Prawdziwa rewolucja zacznie się od magazynuPremium
LLM-y piszą przeglądy literatury: co się psuje, gdy dajesz im więcej tekstuNewsy
