🔥 5 promocji w KinetyceGemini Pro 170 zł -91%Adobe CC 169 zł -84%Brain.fm 109 zł -70%i 2 więcej do 13.09 Zobacz →
Przejdź do treści
Magazyn

OpenAI stał się korporacją. I to nie jest dobra wiadomość

OpenAI przeszło drogę od organizacji non-profit z manifestem do korporacji z działem prawnym większym niż sumienie - i to zmienia wszystko.

8 min czytania
OpenAI stał się korporacją. I to nie jest dobra wiadomość

👁 287 przeczytań

// w skrócie
  • OpenAI, założone w 2015 roku jako organizacja non-profit dla dobra ludzkości, przekształciło się w jedną z najcenniejszych korporacji w historii kapitalizmu.
  • Autor wskazuje, że z firmy odchodzili ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo, a zostawali ci odpowiedzialni za przyspieszanie - co opisuje jako grawitację kapitału, nie teorię spiskową.

Jest takie zdanie, które chodzi za mną od kilku miesięcy i nie chce odejść. Kiedy w 2015 roku garstka ludzi zakładała OpenAI, napisali w statucie coś, co brzmiało jak przysięga rycerska: będziemy budować sztuczną inteligencję dla dobra całej ludzkości, a nie dla zysku. Nie dla akcjonariuszy. Nie dla wyceny. Dla ludzkości - z dużej „L”, z patosem, z ręką na sercu. Dziesięć lat później ta sama firma negocjuje warunki, na jakich stanie się jednym z najcenniejszych przedsiębiorstw w historii kapitalizmu, a słowo „non-profit” brzmi w jej ustach mniej więcej tak wiarygodnie, jak „ostatni papieros” w ustach nałogowca.

I wiecie co? Nie jestem oburzony. Oburzenie to za mało. Jestem rozczarowany w ten specyficzny, dorosły sposób, w jaki rozczarowujemy się do rzeczy, w które naprawdę chcieliśmy wierzyć.

OpenAI stał się korporacją. I to nie jest dobra wiadomość

Bajka o misji, która skończyła się jak każda bajka o misji

Muszę być uczciwy: nigdy nie byłem naiwny wobec Doliny Krzemowej. Wiem, jak to działa. Wiem, że „zmieniamy świat” jest tam pozdrowieniem, a nie deklaracją. Ale OpenAI od początku sprzedawało coś innego. Sprzedawało nam narrację o wyjątkowości. O tym, że oto powstaje organizacja, która jest na tyle dorosła i na tyle przerażona własnym wynalazkiem, że dobrowolnie zakłada sobie kaganiec. Miała być strukturą non-profit, która trzyma za smycz komercyjne ambicje. Radą, która może powiedzieć „stop” nawet własnemu prezesowi.

Pamiętacie, jak to się skończyło? Rada rzeczywiście kiedyś powiedziała „stop”. Zwolniła Sama Altmana pewnego listopadowego weekendu, a świat technologii wstrzymał oddech. I co się stało? W ciągu kilku dni ta sama rada leżała na łopatkach, Altman wracał na tron jak król, którego lud sam wyniósł z powrotem, a struktura, która miała być bezpiecznikiem, okazała się dekoracją. To był moment, w którym powinniśmy byli zrozumieć wszystko. Kaganiec był z papieru. Wystarczyło szarpnąć.

Od tamtej pory obserwuję powolne, metodyczne demontowanie idealizmu. Kolejne przekształcenia struktury prawnej, kolejne rundy finansowania, kolejne odejścia ludzi, którzy przyszli tu ratować świat, a odkryli, że pracują w start-upie z dobrym PR-em. Każdy taki ruch jest tłumaczony jako „konieczny, żeby realizować misję”. To piękny trik retoryczny. Bo skoro każdy krok w stronę pieniędzy jest uzasadniany misją, to misja stała się usprawiedliwieniem dla wszystkiego, a więc przestała cokolwiek znaczyć.

Dlaczego akurat OpenAI, a nie Google czy Meta

Ktoś powie: Piotr, przecież Google od zawsze jest korporacją, Meta karmi się naszymi danymi od dekady, Microsoft to instytucja starsza niż połowa czytelników tego bloga. Dlaczego czepiasz się akurat OpenAI? Przecież oni tylko robią to, co wszyscy.

I to jest dokładnie sedno mojego problemu. Google nigdy nie obiecywało, że jest inne. To znaczy - obiecywało, „don’t be evil”, ale zdjęli to hasło ze ściany tak dyskretnie, że nikt nie zdążył się rozczarować. Meta nie udawała zakonu. Kiedy Zuckerberg mówi o łączeniu ludzi, wszyscy wiemy, że chodzi o łączenie ich z reklamami. To jest brutalne, ale przynajmniej szczere w swojej cyniczności.

OpenAI zbudowało swoją tożsamość na tym, że jest inne. Że rozumie stawkę. Że AI to nie kolejna apka do zamawiania jedzenia, tylko technologia, która może przeorać cywilizację, więc nie można jej powierzyć zwykłej logice kwartalnych wyników. I właśnie dlatego jego przemiana boli bardziej. Bo to nie jest upadek firmy. To jest upadek pewnego wyobrażenia o tym, że w tej branży ktoś może zrobić inaczej.

OpenAI nie sprzedało nam produktu. Sprzedało nam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. A potem tę nadzieję zutylizowało w kolejnej rundzie finansowania i wystawiło fakturę.

Kiedy organizacja z misją zamienia się w korporację, tracimy nie jedną firmę. Tracimy dowód, że alternatywa była w ogóle możliwa. Bo teraz każdy kolejny idealista, który zapuka do inwestorów z manifestem o dobru ludzkości, usłyszy: „Jasne, jasne. Tak samo mówili w OpenAI. A skończyli tam, gdzie wszyscy”.

OpenAI stał się korporacją. I to nie jest dobra wiadomość

Kto teraz pilnuje strażnika

Największym paradoksem tej całej historii jest to, że OpenAI zbudowało swoją wiarygodność na strachu. Na powtarzanym do znudzenia komunikacie: sztuczna inteligencja jest niebezpieczna, więc musi ją tworzyć ktoś odpowiedzialny. To był genialny chwyt. Sprzedawali jednocześnie zapałki i strach przed pożarem, ustawiając się w roli jedynej straży pożarnej, której można zaufać.

Problem w tym, że straż pożarna, która jednocześnie handluje zapałkami, ma dość specyficzny konflikt interesów. Im więcej mówili o zagrożeniach, tym bardziej rosło przekonanie, że tylko oni potrafią je okiełznać. A im bardziej byli niezastąpieni, tym większa robiła się wycena. Strach okazał się doskonałym modelem biznesowym.

I tu dochodzimy do momentu, w którym z firmy zaczęli odchodzić ludzie od bezpieczeństwa. Nie będę wymieniał nazwisk ani udawał, że znam kulisy - nie znam. Ale wzorzec jest publiczny i czytelny jak neon. Ludzie, których zadaniem było hamowanie, odchodzili. Ludzie, których zadaniem było przyspieszanie, zostawali. To nie jest teoria spiskowa. To jest po prostu grawitacja kapitału. Kiedy firma warta jest setki miliardów, dział, który mówi „zwolnijmy”, zaczyna być traktowany jak koszt, a nie jak sumienie.

Pytanie, które zadaję sobie na trzeźwo, brzmi: skoro strażnik, który sam siebie mianował, właśnie zdjął mundur i przebrał się w garnitur - to kto teraz pilnuje strażnika? Odpowiedź jest niewygodna: nikt. Regulatorzy są kilka lat za technologią, dziennikarze dostają dawkowane wycieki, a my, użytkownicy, jesteśmy zbyt zajęci zachwytem nad tym, że model potrafi napisać nam wiersz o kocie, żeby zauważyć, kto trzyma pilota.

Co się dzieje z produktem, gdy misja odchodzi

Możecie mi zarzucić, że narzekam na filozofię, a nie na konkrety. Że użytkownika obchodzi to, czy narzędzie działa, a nie to, jaki dokument założycielski wisi w gablocie zarządu. Sprawiedliwie. Więc pomówmy o konkretach.

Odkąd OpenAI myśli jak korporacja, zaczęło się zachowywać jak korporacja - również w rzeczach, które dotykają nas bezpośrednio. Reklamy pukają do drzwi asystenta, o którym jeszcze niedawno mówiono, że będzie czysty jak łza. Modele są zmieniane, wyłączane i „optymalizowane” w tempie, które dla profesjonalisty budującego swój warsztat na tych narzędziach oznacza permanentną niepewność. Coś, co działało w poniedziałek, w środę odpowiada inaczej, bo w tle przestawiono suwaki, których nikt nam nie pokazał.

To jest właśnie cena korporacyjnego myślenia. Firma z misją optymalizuje pod użytkownika. Korporacja optymalizuje pod wynik. A te dwie rzeczy tylko czasami się pokrywają. Kiedy się rozjeżdżają, korporacja zawsze, ale to zawsze, wybierze wynik - i znajdzie na to piękne słowa. „Ulepszamy doświadczenie”. „Dostosowujemy ofertę”. „Zwiększamy dostępność”. W tłumaczeniu z korporacyjnego na polski: znaleźliśmy nowy sposób, żeby na tobie zarobić, i mamy nadzieję, że nie zauważysz.

Nie twierdzę, że OpenAI robi złe produkty. Robi świetne. Używam ich codziennie i nie zamierzam z nich rezygnować, bo byłoby to intelektualnie nieuczciwe - narzędzie jest znakomite. Ale zaczynam ich używać tak, jak używam każdej dużej platformy: z założeniem, że ta firma nie jest moim przyjacielem. Że jej interes i mój interes są zbieżne dopóty, dopóki im się to opłaca. I to jest, przyznaję, całkiem zdrowe podejście. Szkoda tylko, że musiałem się go nauczyć wobec kogoś, kto obiecywał, że będzie inaczej.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Rozczarowanie jako forma dojrzałości

Zastanawiam się czasem, czy nie jestem po prostu naiwniakiem, który wpadł w cudzą narrację. Może cała ta opowieść o misji była od początku strategią marketingową, a ja połknąłem haczyk razem z żyłką. Może w kapitalizmie nie da się inaczej i każdy manifest to tylko prospekt emisyjny napisany ładniejszą czcionką.

Ale wtedy myślę: nie, to nie jest wina mojej naiwności. To jest wina tego, że ktoś świadomie sprzedawał idealizm, wiedząc, że kiedyś przyjdzie moment, w którym trzeba będzie ten idealizm spieniężyć. Bo idealizm w Dolinie Krzemowej to nie jest wartość. To jest aktywo. Kupuje się go tanio - kilkoma emocjonalnymi przemówieniami i dobrze napisanym statutem - a sprzedaje drogo, gdy przychodzą inwestorzy głodni historii, w którą można uwierzyć.

I dlatego mój tytuł mówi, że to nie jest dobra wiadomość. Nie dlatego, że OpenAI upadnie - nie upadnie, będzie się miało świetnie. Nie dlatego, że produkty się popsują - będą coraz lepsze. To nie jest dobra wiadomość, bo właśnie na naszych oczach zamknęło się pewne okno. Okno, w którym wydawało się, że najpotężniejszą technologię naszego stulecia można oddać w ręce kogoś, kto myśli o niej inaczej niż o źródle zysku. To okno się zatrzasnęło, a klamka została po tamtej stronie.

Zostaje mi więc to, co zostaje każdemu dorosłemu po utracie złudzeń: trzeźwość. Będę korzystał z tych narzędzi, będę je testował, będę o nich pisał - i będę pilnował własnych interesów, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi. A kiedy następnym razem jakiś start-up przyjdzie do mnie z manifestem o ratowaniu ludzkości, uśmiechnę się grzecznie i zapytam o strukturę własnościową. Bo nauczyłem się, że misję najlepiej czytać nie w gablocie zarządu, tylko w tabeli akcjonariuszy.

OpenAI chciało być tym jedynym, który zrobi inaczej. A skończyło jako dowód, że nikt nie robi inaczej. I nie wiem, co jest smutniejsze - że firma się zmieniła, czy że gdzieś w środku wcale mnie to już nie dziwi.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Dlaczego przekształcenie OpenAI w korporację jest złą wiadomością?

Autor twierdzi, że to nie jest zła wiadomość dla samej firmy, bo ta będzie się miała świetnie, lecz dla całej branży - zamknęło się okno, w którym wydawało się możliwe powierzenie najpotężniejszej technologii stulecia komuś myślącemu inaczej niż o zysku. Każdy kolejny idealista z manifestem usłyszy teraz: 'Tak samo mówili w OpenAI'.

Co się stało z radą OpenAI, która zwolniła Sama Altmana?

Rada w ciągu kilku dni od zwolnienia Altmana wycofała swoją decyzję, a on wrócił na stanowisko prezesa. Autor opisuje to jako moment, w którym struktura mająca być bezpiecznikiem okazała się dekoracją, a kaganiec - z papieru.

Czym OpenAI różni się od Google czy Mety, jeśli chodzi o obietnice?

Google i Meta nigdy nie budowały swojej tożsamości na tym, że są inne od zwykłych korporacji - Google dyskretnie zdjęło hasło 'don't be evil', a Meta otwarcie zarabia na reklamach. OpenAI od początku sprzedawało narrację o wyjątkowości i dobrowolnym zakładaniu sobie kagańca, dlatego jego przemiana boli bardziej.

Jak zmiana w OpenAI wpływa na codziennych użytkowników produktów firmy?

Modele są zmieniane, wyłączane i 'optymalizowane' w tempie powodującym permanentną niepewność - coś działającego w poniedziałek w środę odpowiada inaczej, bo przestawiono suwaki niepokazane użytkownikom. Do drzwi asystenta pukają też reklamy, o których jeszcze niedawno mówiono, że nie będzie ich tam wcale.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony
🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Lovable Pro 336 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie