🎬 Higgsfield Plus na rok 549 zł 1 990 zł -72% zostało 10 szt. albo Gemini Pro na 18 miesięcy 170 zł Kup teraz →
Przejdź do treści
Magazyn

Mój przepis na dobry prompt umarł. I dobrze mu tak

O tym, dlaczego mój sprawdzony przepis na dobry prompt przestał działać i co to mówi o nas samych.

8 min czytania
Mój przepis na dobry prompt umarł. I dobrze mu tak

👁 147 przeczytań

// w skrócie
  • Przepis na dobry prompt - rola, kontekst, zadanie, format, ograniczenia, przykład - przestał działać, bo był dostosowany do konkretnej, słabszej wersji modelu, a nie do samego narzędzia.
  • Z całego sześciopunktowego przepisu nie zestarzały się tylko dwa elementy: kontekst i precyzja intencji, cała reszta to była według autora dekoracja.
  • Im lepsze stają się modele językowe, tym mniej sensu mają techniki promptowania - specjalista od promptów to jak ekspert od ręcznego korbowania po wynalezieniu rozrusznika.

Miałem przepis. Naprawdę. Wypracowany przez setki wieczorów, wystukany w okno czatu tyle razy, że palce robiły to za mnie, zanim głowa zdążyła pomyśleć. Rola, kontekst, zadanie, format, ograniczenia, przykład. Sześć kroków jak sześć nut, które zawsze układały się w tę samą, przyjemną melodię. „Jesteś doświadczonym redaktorem z piętnastoletnim stażem…” - i poszło. Model prężył się, dawał z siebie wszystko, a ja czułem się jak człowiek, który zna sekretne hasło do tylnych drzwi przyszłości.

A potem, jakiś czas temu, ten sam przepis przestał działać. Nie spektakularnie, nie z hukiem. Po prostu odpowiedzi zrobiły się gorsze. Bardziej rozwlekłe tam, gdzie kazałem być zwięzłym. Dziwnie sztywne tam, gdzie kiedyś było lekko. Wstukiwałem moją zaklętą formułę i dostawałem coś, co przypominało dawne wyniki tak, jak podróbka z bazaru przypomina markowy zegarek - z daleka pasuje, z bliska boli.

I oto moja teza, której będę bronił do ostatniego akapitu: większość „technik promptowania”, w które uwierzyliśmy, to przesąd. Rytuał. Taniec deszczu, po którym czasem rzeczywiście padało.

Mój przepis na dobry prompt umarł. I dobrze mu tak

Skąd się wziął kult sześciu kroków

Muszę być uczciwy, bo felieton bez samokrytyki to tylko narzekanie. Sam ten kult współtworzyłem. Pisałem poradniki o tym, że trzeba nadać modelowi rolę. Że trzeba grozić, prosić, obiecywać napiwek. Że jak dodasz „weź głęboki oddech i pomyśl krok po kroku”, to z miernego kalkulatora zrobi się Einstein. I część z tego była prawdą - w swoim czasie, na swoim modelu, w swojej wersji.

Bo tu jest sedno problemu, który większość z nas wyparła: my nie uczyliśmy się obsługi narzędzia, my uczyliśmy się obsługi konkretnej wersji konkretnego narzędzia w konkretnym tygodniu. To różnica jak między znajomością gotowania a znajomością jednej kapryśnej kuchenki, która piecze równo tylko wtedy, gdy uderzysz ją w lewy bok. Można się tego nauczyć. Można nawet napisać o tym poradnik. Ale to nie jest wiedza, to jest tresura.

Kiedy model się zmienia - a zmienia się co kilka tygodni, czasem po cichu, bez ogłaszania światu - tresura przestaje obowiązywać. Kuchenka jest nowa. Lewy bok jest po prawej. A ty stoisz z przepisem w ręku i nie rozumiesz, dlaczego ciasto opadło.

Najzabawniejsze jest to, że branża zbudowała wokół tego całą mitologię. „Prompt engineering” - brzmi jak inżynieria, prawda? Jakby istniały wzory, stałe, prawa fizyki. A tymczasem to była, w dużej mierze, alchemia. Mieszaliśmy składniki, notowaliśmy, co zadziałało, i ogłaszaliśmy uniwersalne prawdy na podstawie trzech udanych prób i jednej szczęśliwej soboty.

Dlaczego „udawaj eksperta” coraz częściej nie działa

Weźmy najświętszą z technik: nadawanie roli. „Jesteś światowej klasy specjalistą od marketingu.” Przez długi czas to miało sens, bo wcześniejsze modele były jak rozkojarzony student - trzeba było im przypomnieć, w którą stronę mają patrzeć. Rola działała jak reflektor punktowy: oświetlała fragment ogromnej, mglistej wiedzy i mówiła „tu szukaj”.

Ale nowsze modele są coraz lepiej dostrojone do tego, żeby po prostu zrozumieć, czego chcesz, z samego zadania. Jak im napiszesz „popraw ten tekst, ma być zwięzły i konkretny”, to one już wiedzą, że nie chodzi o poezję. Dorabianie do tego całej etiudy aktorskiej - „wciel się w rolę nagradzanego copywritera, który zjadł zęby na kampaniach dla globalnych marek” - robi się coraz bardziej zbędne. A czasem wręcz szkodzi, bo model zaczyna grać postać zamiast wykonywać robotę. Dostajesz napuszony ton kogoś, kto bardzo chce udowodnić, że jest nagradzanym copywriterem.

Im mądrzejszy staje się model, tym głupszy okazuje się nasz cały arsenał sztuczek na obejście jego głupoty. Połowa technik promptowania to protezy dla niepełnosprawności, której już nie ma.

I to jest dla mnie najbardziej fascynujący paradoks tej całej historii. My, ludzie od promptów, czuliśmy się mistrzami, bo umieliśmy ominąć ograniczenia maszyny. Byliśmy jak ktoś, kto zna wszystkie objazdy w mieście pełnym korków. A potem zbudowali obwodnicę, korki zniknęły, i nasza tajemna wiedza o objazdach stała się anegdotą do opowiadania na imprezie. Przykrą anegdotą, bo zdradzającą, ile czasu poświęciliśmy na zapamiętywanie ślepych uliczek.

Mój przepis na dobry prompt umarł. I dobrze mu tak

Co tak naprawdę przetrwało

Ale uwaga - bo zaraz ktoś napisze, że ogłaszam śmierć promptowania i mogę iść po naukę gry na trąbce. Nie. Coś przetrwało. I to jest ta część, która mnie autentycznie uspokaja, bo okazuje się, że nie cały tamten wysiłek poszedł na marne. Po prostu wartościowe było co innego, niż myślałem.

Przetrwało myślenie. To brzmi banalnie, więc rozwinę. Z całego mojego sześciopunktowego przepisu nie zestarzały się dwa elementy: kontekst i precyzja intencji. Reszta - role, groźby, napiwki, magiczne zaklęcia o głębokim oddechu - to była dekoracja. To, co naprawdę zawsze działało, to umiejętność jasnego powiedzenia, czego chcę, dla kogo, w jakiej sytuacji i co zrobię z odpowiedzią.

Bo prawda jest taka, że model nie potrzebuje, żebym udawał reżysera teatru. Potrzebuje, żebym wiedział, co mam w głowie. A z tym - i tu uderzam się w pierś razem z większością ludzkości - mamy znacznie większy problem niż z doborem słów kluczowych. Najgorsze prompty nie są źle napisane technicznie. Najgorsze prompty to te, w których człowiek sam nie wie, o co mu chodzi, i ma cichą nadzieję, że maszyna zgadnie za niego.

Wyobraźcie sobie kogoś, kto pisze „napisz mi dobry post na LinkedIn”. I potem jest rozczarowany. Otóż nie ma w tym zdaniu ani grama informacji, na podstawie której cokolwiek mogłoby być dobre. Dobry dla kogo? O czym? Po co? Żeby co? To nie jest problem promptowania. To jest problem człowieka, który nie odrobił pracy myślowej i chce ją zlecić maszynie, a maszyna - choć potrafi już cuda - nie potrafi jeszcze chcieć za nas.

Aktualizacja, która zjadła ekspertów

Jest w tej całej sytuacji coś głęboko niesprawiedliwego i dlatego tak mnie to bawi. Wyobraźcie sobie zawód, w którym co kilka tygodni ktoś niewidzialny zmienia wszystkie reguły, nikomu nic nie mówiąc. W którym podręcznik, nad którym ślęczałeś miesiącami, dezaktualizuje się w nocy z wtorku na środę. W którym „ekspert” to ktoś, kto miał rację trzy wersje temu.

To jest dokładnie sytuacja każdego, kto ogłosił się specjalistą od promptowania. I powiem coś, co może zaboleć część moich czytelników, a pewnie i mnie samego: cała ta dziedzina od początku miała wbudowaną datę ważności. Bo jej istnienie zależało od niedoskonałości narzędzia. Im lepsze stawało się narzędzie, tym mniej było do „inżynierowania”. Specjalista od promptów to trochę jak specjalista od ręcznego korbowania samochodu - mistrz w epoce, która właśnie się kończy, bo wymyślili rozrusznik.

I dobrze. Naprawdę uważam, że dobrze. Bo cały ten przemysł porad, w którym sam brałem udział, opierał się na utrzymywaniu ludzi w przekonaniu, że rozmowa z maszyną to ezoteryczna sztuka dostępna tylko wtajemniczonym. Że trzeba znać hasła. Że bez przewodnika się zgubisz. A to było zawsze trochę nieuczciwe, bo prawdziwy kierunek rozwoju tych narzędzi jest dokładnie odwrotny: one zmierzają do tego, żeby rozumieć normalnego człowieka mówiącego normalnym językiem. Cały sens polega na tym, żeby przestały wymagać tłumacza.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Nowy przepis, który nie jest przepisem

Więc co teraz robię, skoro mój stary przepis leży na cmentarzu technik nieaktualnych, gdzieś obok „dodaj, że dostaniesz sto dolarów napiwku”? Przestałem szukać formuły. To była najtrudniejsza część - porzucić poczucie, że gdzieś jest jedna magiczna struktura, którą trzeba tylko znaleźć i zapamiętać.

Zamiast tego rozmawiam. Naprawdę, tak po prostu. Piszę, czego chcę, normalnymi zdaniami. Jak dostaję coś nie tak, mówię, co jest nie tak, i proszę o poprawkę. Traktuję to jak rozmowę z bardzo zdolnym, bardzo szybkim, ale pozbawionym kontekstu współpracownikiem, który nie czyta mi w myślach. Cała moja „technika” sprowadza się dziś do tego, żeby jasno myśleć i jasno mówić. Co - przyznaję ze wstydem - jest umiejętnością znacznie rzadszą i znacznie trudniejszą niż zapamiętanie sześciu kroków.

Bo widzicie, tu jest ten zwrot akcji, którego się nie spodziewałem. Myślałem, że uczę się obsługiwać maszynę. A maszyna przez cały czas, podstępnie, uczyła mnie obsługiwać samego siebie. Zmuszała do precyzji, której nie wymagała ode mnie żadna ludzka rozmowa, bo ludzie grzecznie zgadują, dopowiadają, wybaczają niejasności. Maszyna nie wybacza. Maszyna bierze dokładnie to, co powiedziałeś, i robi z tego dokładnie to, na co zasłużyłeś.

Mój przepis na dobry prompt przestał działać, bo był przepisem na obsługę słabszej wersji świata. Świat się podkręcił, a ja musiałem podkręcić siebie. I jeśli mam zostawić wam jedną myśl na koniec - bo felietony powinny zostawiać jedną myśl, a nie listę punktów - to taka:

Najlepszym promptem nigdy nie były słowa. Najlepszym promptem zawsze był człowiek, który dokładnie wie, czego chce. Reszta to był taniec deszczu. Przyjemny, efektowny, czasem nawet skuteczny. Ale deszcz i tak padał z zupełnie innych powodów, a my staliśmy w błocie, przekonani, że to nasze tupanie sprowadziło chmury.

Teraz przestałem tupać. Zacząłem myśleć. I wiecie co? Modele jeszcze nigdy nie rozumiały mnie tak dobrze.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Czy techniki promptowania takie jak nadawanie roli modelowi AI nadal działają?

Według autora coraz częściej nie działają, bo nowsze modele potrafią zrozumieć intencję bezpośrednio z zadania, bez aktorskiej etiudy. Dodawanie roli typu 'jesteś światowej klasy specjalistą' bywa wręcz szkodliwe, bo model zaczyna grać postać zamiast wykonywać robotę.

Co jest najważniejsze w dobrym prompcie, jeśli nie konkretna formuła?

Najważniejsza jest jasność myślenia i precyzja intencji - wiedzieć, czego się chce, dla kogo, w jakiej sytuacji i co zrobi się z odpowiedzią. Autor przyznaje, że to umiejętność znacznie rzadsza i trudniejsza niż zapamiętanie sześciu kroków.

Dlaczego prompt engineering stracił na wartości?

Bo jego istnienie zależało od niedoskonałości narzędzi - im lepsze stają się modele, tym mniej jest do 'inżynierowania'. Autor porównuje tę sytuację do specjalisty od ręcznego korbowania samochodu w epoce, gdy właśnie wynaleziono rozrusznik.

Jaki jest najgorszy rodzaj promptu według autora?

Najgorsze są prompty, w których człowiek sam nie wie, czego chce, i ma nadzieję, że maszyna zgadnie za niego - przykładem jest polecenie 'napisz mi dobry post na LinkedIn' bez żadnego kontekstu. Maszyna nie potrafi chcieć za użytkownika, bierze dokładnie to, co zostało powiedziane, i robi z tego dokładnie to, na co zasłużono.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony
🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Cursor Pro+ 99 zł/mc Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie