Syntetyczna nostalgia. Jak algorytmy zabijają naszą przeszłość
Generatywna sztuczna inteligencja pozwala na tworzenie nieistniejących wspomnień i dzieł. Algorytmy mogą zabijać naszą przeszłość, tworząc syntetyczną nostalgię i fałszywe obrazy.
Wyobraź sobie, że odkrywasz nieznany, genialny album The Beatles z 1969 roku. Albo znajdujesz na strychu kasetę VHS ze swoimi wakacjami z dzieciństwa, na której z uśmiechem robisz rzeczy, których w rzeczywistości nigdy nie robiłeś. Dzisiaj to już nie jest scenariusz z powieści science fiction. To kwestia wpisania odpowiedniego polecenia w oknie przeglądarki.
- Algorytmy nie zabijają przeszłości atakiem, lecz zastępują ją nieskończoną pętlą wygenerowanych kopii, które wypierają autentyczne wspomnienia i dokumenty historyczne.
- Brytyjski krytyk Simon Reynolds już ponad dekadę temu opisał w książce "Retromania" kryzys popkultury uzależnionej od przeszłości, zanim AI wielokrotnie wzmocniła to zjawisko.
- Startupy oferują już chatboty budowane z SMS-ów i nagrań głosowych zmarłych, co blokuje naturalny proces żałoby ukształtowany przez miliony lat ewolucji.
Generatywna sztuczna inteligencja, w swoich najwcześniejszych, utopijnych założeniach, miała być naszym ostatecznym wehikułem do przyszłości. Mieliśmy dzięki niej projektować nowe, niewyobrażalne miasta, leczyć nieuleczalne dotąd choroby, optymalizować podróże kosmiczne i wymyślać zupełnie nowe gatunki sztuki. Tymczasem, jak na ironię, najchętniej używamy tych potężnych, wirtualnych superkomputerów do… podróży w czasie wstecz. Narzędzia takie jak Midjourney, Luma, czy najnowocześniejsze modele muzyczne i językowe stały się maszynami do masowej produkcji nostalgii. Pozwalają nam remiksować, wskrzeszać i fetyszować to, co już było, z precyzją, o jakiej nie śniło się fałszerzom sztuki. I choć na pierwszy rzut oka wydaje się to niewinną, internetową zabawą w alternatywną historię, w rzeczywistości właśnie bezpowrotnie majstrujemy przy fundamentach naszej kultury.
Retromania na cyfrowych sterydach
Aby zrozumieć skalę zjawiska, musimy spojrzeć na to, co działo się z naszą kulturą tuż przed wybuchem rewolucji AI. Brytyjski krytyk muzyczny Simon Reynolds już ponad dekadę temu opublikował głośną książkę „Retromania. Jak popkultura uzależniła się od własnej przeszłości”. Reynolds zauważył, że w XXI wieku przestaliśmy wymyślać nowe prądy estetyczne. Zamiast tego zaczęliśmy desperacko konsumować przeszłość. Moda, muzyka, kino - wszystko stało się jednym wielkim recyklingiem. Lata 80. wróciły w serialu „Stranger Things” i muzyce synthwave, lata 90. w modzie ulicznej, a winyle i kasety magnetofonowe znów zagościły na półkach sklepowych. Kultura zaczęła zjadać własny ogon, bo zabrakło jej paliwa do stworzenia autentycznej awangardy.
Reynolds uważał, że popkultura cierpi na kryzys wyobraźni. Co się jednak dzieje, gdy do kultury, która już wcześniej była obsesyjnie zapatrzona w przeszłość, wprowadzimy technologię potrafiącą tę przeszłość klonować i modyfikować w nieskończoność?
Dostajemy retromanię na sterydach. Sztuczna inteligencja sprawiła, że przeszłość przestała być skończonym, zamkniętym zasobem, który można jedynie wspominać lub archiwizować. Stała się surowcem. Nieskończoną kopalnią, z której algorytmy wyciągają style, brzmienia i obrazy, by w ułamku sekundy złożyć z nich syntetyczne nowości. Nie musimy już tęsknić za głosem Franka Sinatry, Freddiego Mercury’ego czy Kory - możemy wygenerować nieskończoną liczbę nowych utworów zaśpiewanych ich cyfrowo zrekonstruowanymi głosami. Przeszłość przestała być czymś, co minęło. Stała się parkiem rozrywki, w którym możemy na nowo przeżywać te same emocje, bez ryzyka konfrontacji z nieznanym.
Widmologia, czyli duchy utraconej przyszłości
Dlaczego tak bardzo uciekamy w to, co już było? Genialnej, choć mrocznej odpowiedzi na to pytanie udzielił nieżyjący już brytyjski filozof i teoretyk kultury, Mark Fisher. Spopularyzował on pojęcie „widmologii” (hauntology) - terminu zapożyczonego od Jacquesa Derridy. Fisher twierdził, że współczesna kultura jest nawiedzana przez „duchy utraconych przyszłości”. W połowie XX wieku ludzkość miała wielkie, modernistyczne wizje tego, jak będzie wyglądał rok 2000. Dziś, gdy te wizje okazały się mrzonką (zamiast latających samochodów dostaliśmy algorytmy optymalizujące reklamy w social mediach, a zamiast podboju kosmosu - kryzys klimatyczny), straciliśmy zdolność do wyobrażania sobie lepszego jutra.
Skoro przyszłość napawa nas lękiem, a teraźniejszość jest zbyt szybka i przebodźcowana, masowo ewakuujemy się do przeszłości. Nostalgia działa tu jak kulturowy środek znieczulający. Sztuczna inteligencja jest idealnym narzędziem tej ucieczki. Jest najwybitniejszym medium spirytystycznym w historii ludzkości - wywołuje duchy estetyki, która dawała nam poczucie bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że te wygenerowane duchy są tak przekonujące, że zaczynamy woleć je od rzeczywistości.
Zamykamy się w bańkach z syntetycznego lo-fi hip-hopu, oglądamy wygenerowane zdjęcia w stylu wiktoriańskim, które nigdy nie powstały, i czytamy „zagubione” rozdziały klasycznych powieści, napisane wczoraj przez model językowy. Fisher ostrzegał, że kultura, która nie potrafi wymyślić swojej przyszłości, powoli umiera. Generatywna sztuczna inteligencja sprawia, że ta śmierć jest po prostu niezwykle wygodna i estetycznie satysfakcjonująca.
Zatrute archiwum i śmierć obiektywnej historii
Jest jednak w tym procesie zjawisko znacznie bardziej niebezpieczne niż tylko estetyczna nuda. To zatrucie globalnego archiwum pamięci. Jean Baudrillard, francuski prorok ponowoczesności, pisał o „hiperrzeczywistości” - stanie, w którym kopia staje się lepsza, ostrzejsza i bardziej przekonująca niż oryginał, aż w końcu mapa zastępuje terytorium.
Dziś doświadczamy tego w czasie rzeczywistym. W sieci krążą wygenerowane przez AI rzekome zdjęcia z wczesnych lat 20. XX wieku, hiperrealistyczne kroniki filmowe ze starożytnego Rzymu (stylizowane na taśmę 8mm) czy alternatywne ujęcia z lądowania na Księżycu. Wyglądają fenomenalnie. Mają w sobie ziarno, rysy i tę specyficzną, starodawną winietę, która krzyczy: „jestem prawdziwym dokumentem epoki”. W rzeczywistości są zlepkiem pikseli wyplutym z serwerów w Kalifornii.
Kiedy archiwa wizualne zostaną zasypane idealnymi fałszywkami przeszłości, stracimy jedyną kotwicę, która łączyła nas z prawdą historyczną. Prawdziwe, szorstkie, niewyraźne zdjęcia z przeszłości będą przegrywać w naszych umysłach z wygenerowanymi, „hollywoodzkimi” odpowiednikami. Jeśli algorytm potrafi wygenerować zarys historyczny szybciej i bardziej elokwentnie niż jakikolwiek historyk, a Midjourney potrafi „zrekonstruować” spalone miasto z doskonałą dbałością o detal architektoniczny - pojęcie dowodu historycznego traci rację bytu. Przeszłość staje się plasteliną, z której każdy może ulepić własną, subiektywną narrację. Zamiast wspólnej, obiektywnej bazy wiedzy, otrzymujemy miliony wygenerowanych wariantów minionych dekad.
Hakowanie intymności i outsourcing pamięci
Ten mechanizm plastelinowej przeszłości nie zatrzymuje się tylko na wielkiej historii. Wkracza w najbardziej kruchą i intymną sferę ludzkiego życia - nasze osobiste wspomnienia i procesy żałoby. Startupy technologiczne już teraz oferują usługi „ożywiania” starych fotografii. Aplikacje potrafią wziąć czarno-białe, wyblakłe zdjęcie twojego zmarłego pradziadka i sprawić, by zaczął mrugać, uśmiechać się i rozglądać po pokoju. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. Powstają usługi, które na podstawie dawnych SMS-ów, maili i nagrań głosowych zmarłych bliskich generują interaktywne chatboty (griefbots), z którymi można „porozmawiać” na komunikatorze w rocznicę śmierci.
Technologia bezpardonowo ingeruje tu w mechanizmy, które ewolucja kształtowała w nas przez miliony lat. Ludzka pamięć nie jest bezdusznym dyskiem twardym. Nasze wspomnienia naturalnie blakną, a ból po stracie ulega stępieniu. To konieczny proces, biologiczny system obronny, który pozwala nam przetrwać traumę, zintegrować stratę i iść dalej. Ewolucja uczy nas sztuki pożegnania.
Co jednak się dzieje, gdy krzemowe algorytmy uniemożliwiają nam zapomnienie? Gdy zamiast przejść przez trudny proces żałoby, możemy odpalić aplikację i porozmawiać z wirtualnym duchem kogoś, kto odszedł? Sztuczna inteligencja zrywa tę naturalną nić zapominania. Trzyma nas w emocjonalnym zakładzie z przeszłością, która jest jednocześnie perfekcyjnie wyrenderowana i absolutnie pusta w środku. To już nie jest nostalgia. To nekromancja w jakości 4K.
Przyszłość, której zabrakło miejsca
Prawdziwym, długoterminowym kosztem generatywnej rewolucji AI nie jest to, że maszyny przejmą nad nami władzę w morderczym buncie rodem ze wspomnianego „Terminatora”. Prawdziwym zagrożeniem jest to, że maszyny sprawią, iż rozsiądziemy się w naszej wygenerowanej, nostalgicznej kanapie tak głęboko, że po prostu zapomnimy wstać.
Karmimy modele uczenia maszynowego dosłownie wszystkim, co ludzkość stworzyła od początku istnienia pisma i sztuki. To potężne, cyfrowe archiwum. Kiedy jednak jedynym, co z tego archiwum wyciągamy, jest endless loop (nieskończona pętla) rzeczy, które już znamy, wpadamy w pułapkę stagnacji. AI nie niszczy naszej przyszłości wybuchami; AI ją po prostu unieważnia, zastępując ją nieskończonym, perfekcyjnie wygenerowanym echem przeszłości.
Jeśli nie zorientujemy się, w jaki sposób technologia hakuje naszą tęsknotę za tym, co bezpieczne i znane, możemy obudzić się w świecie, który z technicznego punktu widzenia będzie niezwykle zaawansowany, ale kulturowo pozostanie całkowicie martwy. Będzie to świat, w którym będziemy patrzeć w lustro najnowocześniejszych technologii tylko po to, by zobaczyć w nim perfekcyjnie odrestaurowane, nieprawdziwe odbicie tego, kim byliśmy wczoraj.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →Najczęstsze pytania
Czy sztuczna inteligencja może wygenerować nowe nagranie głosem Freddiego Mercury'ego lub Franka Sinatry?
Tak, według artykułu generatywna AI umożliwia tworzenie nowych utworów z cyfrowo zrekonstruowanymi głosami takich artystów jak Freddie Mercury, Frank Sinatra czy Kora. Przeszłość przestała być zamkniętym zasobem, a stała się surowcem, z którego algorytmy składają syntetyczne nowości w ułamku sekundy.
Czym są griefboty i jak działają?
Griefboty to interaktywne chatboty generowane na podstawie dawnych SMS-ów, maili i nagrań głosowych zmarłych bliskich, z którymi można rozmawiać na komunikatorze. Firmy oferują te usługi m.in. przy okazji rocznic śmierci, ingerując w biologiczny proces żałoby, który ewolucja kształtowała przez miliony lat.
Co Mark Fisher miał na myśli mówiąc o duchach utraconych przyszłości?
Fisher twierdził, że współczesna kultura jest nawiedzana przez duchy wielkich modernistycznych wizji, które nigdy się nie spełniły - zamiast latających samochodów i podboju kosmosu pojawiły się algorytmy reklamowe i kryzys klimatyczny. Utrata tych wizji sprawiła, że ludzie masowo uciekają w nostalgię, a AI stała się według artykułu najwybitniejszym medium spirytystycznym w historii.
Dlaczego fałszywe zdjęcia generowane przez AI są groźne dla historii?
Wygenerowane obrazy stylizowane na autentyczne dokumenty - jak rzekome kroniki z lat 20. XX wieku czy alternatywne ujęcia z lądowania na Księżycu - są tak przekonujące, że wypierają w ludzkich umysłach prawdziwe, szorstkie materiały historyczne. Gdy archiwa wizualne zostaną zasypane idealnymi fałszywkami, pojęcie dowodu historycznego traci rację bytu, a każdy może ulepić własną narrację o przeszłości.



