Przejdź do treści
Premium

Google daje użytkownikom preferowane źródła. Brzmi jak wybór, ale problem jest głębszy

Google wprowadza możliwość wskazania preferowanych źródeł, co ma zwiększyć kontrolę użytkowników. Może to być jednak wygodne przerzucenie odpowiedzialności na użytkownika.

3 min czytania
Dłoń podtrzymująca czytelnika wybierającego karty źródeł

👁 125 przeczytań

// w skrócie
  • Nowa funkcja Google pozwala użytkownikom wskazywać preferowane źródła, ale większość z nich nigdy tego nie zrobi, bo domyślność jest w technologii najważniejsza.
  • Realna władza nadal pozostaje po stronie domyślnego algorytmu Google, a nie po stronie użytkownika - funkcja tworzy jedynie wrażenie większej kontroli.
  • Dla wydawców wniosek jest brutalny: trzeba budować bezpośrednie relacje z czytelnikami przez newslettery, subskrypcje i aplikacje, zamiast polegać na ruchu z wyszukiwarki.

Google daje użytkownikom możliwość wskazania preferowanych źródeł. Brzmi jak większa kontrola, ale może być też wygodnym przerzuceniem odpowiedzialności.

Na pierwszy rzut oka pomysł jest dobry. Skoro ktoś ufa konkretnym redakcjom, powinien móc widzieć je częściej w wynikach. W świecie zalanym śmieciowymi treściami, automatycznymi poradnikami i stronami pisanymi pod algorytm, ręczne wskazanie zaufanych źródeł wydaje się rozsądne. Problem polega na tym, że większość użytkowników nigdy tego nie zrobi.

Domyślność jest w technologii najważniejsza. To, co wymaga kliknięcia, konfiguracji i świadomości, zawsze będzie niszą. Google przez lata budowało pozycję na obietnicy, że samo potrafi najlepiej uporządkować internet. Jeśli dziś mówi użytkownikowi: wybierz sobie lepsze źródła, można zapytać, dlaczego domyślna wyszukiwarka nie potrafi robić tego wystarczająco dobrze.

W tle jest kryzys jakości internetu. Wyniki wyszukiwania coraz częściej konkurują z treściami masowo produkowanymi, powielanymi i optymalizowanymi nie pod człowieka, lecz pod widoczność. Do tego dochodzą odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję, które zatrzymują użytkownika w interfejsie wyszukiwarki. Wydawcy tworzą treści, ale coraz częściej nie dostają za nie ruchu.

Źródło jako surowiec

Dawny układ był nieidealny, ale czytelny: media publikowały, Google indeksowało i odsyłało użytkowników. Teraz treść wydawcy może stać się surowcem do odpowiedzi, której użytkownik przeczyta bez wejścia na stronę. Preferowane źródła nie rozwiązują tej asymetrii. Mogą jedynie stworzyć wrażenie, że użytkownik ma większy wpływ na system.

Dla Google taka funkcja jest wygodna. Firma może mówić regulatorom i wydawcom, że daje ludziom kontrolę. Może zachęcać media, by prosiły odbiorców o dodanie ich do listy. Ale realna władza nadal pozostaje po stronie domyślnego algorytmu, układu wyników i interfejsu, który decyduje, czy użytkownik w ogóle kliknie w źródło.

Jest jeszcze ryzyko baniek informacyjnych. Ludzie mogą wybierać nie tyle najlepsze źródła, ile najwygodniejsze ideologicznie. Wtedy wyszukiwarka staje się jeszcze bardziej spersonalizowanym lustrem. Komfort rośnie, ale kontakt z innym punktem widzenia maleje.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Co zostaje wydawcom

Mam to spisane w całości

Zebrałem te rzeczy w ebookach, które możesz pobrać za darmo - bez zapisu na listę, bez haczyka.

Pobierz ebooki

Dla redakcji wniosek jest brutalny: nie można budować całej przyszłości na ruchu z wyszukiwarki. Trzeba mieć bezpośrednią relację z czytelnikiem: newslettery, społeczności, subskrypcje, aplikacje, autorów i marki, do których ludzie wracają bez pośrednika. W świecie, w którym platforma może streścić internet, najcenniejszy jest odbiorca przychodzący z własnej woli.

Preferowane źródła mogą być użyteczną funkcją. Ale nie są lekarstwem na kryzys wyszukiwania. To raczej elegancka latarka wręczona użytkownikowi w lesie, który sama platforma przez lata pomagała zagęszczać.

Największy problem polega na tym, że odpowiedzialność za jakość informacji nie powinna spadać wyłącznie na użytkownika. Oczywiście każdy powinien świadomie wybierać media. Ale wyszukiwarka, która przez lata stała się bramą do internetu, ma własną odpowiedzialność za to, co domyślnie pokazuje i jak kształtuje obieg wiedzy.

Preferowane źródła mogą pomóc osobom, które już wiedzą, komu ufają. Nie pomogą jednak tym, którzy szukają dopiero orientacji. A to właśnie oni są najbardziej podatni na treści niskiej jakości, strony podszywające się pod ekspertów i materiały produkowane tylko po to, by przejąć kliknięcie. Dobra wyszukiwarka powinna chronić także nieświadomego użytkownika.

Dla mediów to kolejny sygnał, że marka i zaufanie stają się ważniejsze niż techniczne SEO. W świecie, w którym algorytm może zmienić zasady z dnia na dzień, najlepszą obroną jest odbiorca, który sam chce wracać. Preferowane źródła są dodatkiem. Prawdziwym celem powinno być zbudowanie takiej relacji, w której użytkownik nie potrzebuje przypomnienia od Google, by wejść na stronę.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Co daje nowa funkcja preferowanych źródeł w Google?

Funkcja pozwala użytkownikom wskazać konkretne redakcje, które chcą widzieć częściej w wynikach wyszukiwania. Google może dzięki temu mówić regulatorom i wydawcom, że daje ludziom kontrolę, ale realna władza nadal pozostaje po stronie domyślnego algorytmu.

Czy preferowane źródła w Google rozwiążą problem jakości wyników wyszukiwania?

Nie - funkcja nie rozwiązuje asymetrii, w której treść wydawcy staje się surowcem do odpowiedzi AI, którą użytkownik przeczyta bez wejścia na stronę. Może jedynie pomóc osobom, które już wiedzą, komu ufają, nie pomoże natomiast tym, którzy dopiero szukają orientacji.

Jakie ryzyko niesie za sobą wybór preferowanych źródeł przez użytkowników?

Istnieje ryzyko powstawania baniek informacyjnych, bo ludzie mogą wybierać nie najlepsze źródła, lecz najwygodniejsze ideologicznie. Wtedy wyszukiwarka staje się jeszcze bardziej spersonalizowanym lustrem - komfort rośnie, ale kontakt z innym punktem widzenia maleje.

Jak wydawcy powinni reagować na zmiany wprowadzane przez Google?

Powinni budować bezpośrednią relację z czytelnikiem przez newslettery, społeczności, subskrypcje i aplikacje, zamiast opierać całą przyszłość na ruchu z wyszukiwarki. W świecie, w którym platforma może streścić internet, najcenniejszy jest odbiorca przychodzący z własnej woli.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony
🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok n8n Cloud Starter 320 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie