Skip to content
Premium

Roboty potrzebują twojej kuchni. Nowy wyścig AI zaczyna się od mopowania podłogi

Firmy AI chcą nagrań z domowych prac, bo roboty nie nauczą się świata fizycznego z samego internetu. Dane z kuchni, łazienki i pralni stają się nową walutą sztucznej inteligencji.

4 min read
Domowa kuchnia staje się poligonem, na którym roboty uczą się zwykłych, trudnych czynności

Startupy od robotyki zaczynają płacić ludziom nie za kliknięcia, lecz za prawdziwe czynności: zmywanie, sprzątanie, pranie, krojenie, podnoszenie przedmiotów. Powód jest prosty: robot nie nauczy się fizycznego świata z samego tekstu i obrazków z internetu. Najcenniejsze dane AI mogą teraz pochodzić z twojej kuchni.

Era taniego skrobania internetu powoli się kończy, a przynajmniej przestaje wystarczać. Chatboty nauczyły się języka na tekstach, obrazach, filmach i kodzie. Roboty potrzebują czegoś trudniejszego: danych o świecie fizycznym. Muszą rozumieć, jak wygląda kubek widziany pod dziwnym kątem, jak mokra szmatka zachowuje się na blacie, jak mocno złapać jabłko, żeby go nie zgnieść, i co zrobić, gdy koszulka nie składa się tak, jak w idealnym filmie instruktażowym. The Verge opisał, jak startupy zaczynają płacić ludziom lub oferować im usługi w zamian za nagrania codziennych domowych prac.

Najbardziej medialny przykład to Shift, startup, który chce czyścić domy nowojorczyków za darmo, ale w zamian oczekuje nagrań pracy sprzątaczy: mycia naczyń, wycierania blatów, odkurzania, mopowania. Planowana jest też ekspansja do innych miast, w tym Londynu. Z pozoru to dobry interes: ktoś sprząta mieszkanie, klient nie płaci, firma dostaje dane. Ale w tej prostej wymianie kryje się wielki problem przyszłej robotyki: kto ma prawo zamienić prywatną przestrzeń w laboratorium treningowe?

Roboty mają problem, którego chatboty nie miały

Modele językowe rozwijały się w świecie, gdzie dane były wszędzie i długo nikt skutecznie nie pilnował, kto je pobiera. Teksty, fora, książki, repozytoria kodu, obrazy i filmy stworzyły ogromne zbiory treningowe. W robotyce tak łatwo nie będzie. Nie da się po cichu „zeskrobać” milionów godzin prawdziwego sprzątania w mieszkaniach, magazynach i kuchniach. Ktoś musi wejść do pomieszczenia, założyć kamerę, wykonać zadanie i zgodzić się na nagrywanie.

To dlatego dane fizyczne stają się wąskim gardłem. Robot może mieć świetny model językowy, ale bez doświadczenia z ruchem, dotykiem, przestrzenią i przypadkowością będzie bezużyteczny w domu. Świat realny jest brudny, nierówny i pełen wyjątków. Szklanki stoją krzywo, dzieci zostawiają zabawki na podłodze, kable plączą się pod biurkiem, a światło w kuchni pada inaczej rano i wieczorem. Dla człowieka to tło. Dla robota — lawina zmiennych.

Dane z domu są bardziej intymne niż historia przeglądarki

Nowa gospodarka danych będzie bardziej osobista niż poprzednia. Historia wyszukiwania mówi dużo, ale kamera w mieszkaniu mówi więcej. Pokazuje rozkład domu, nawyki, poziom zamożności, obecność dzieci, zwierząt, dokumentów, leków, przedmiotów prywatnych. Nawet jeśli firma obiecuje anonimizację, samo pytanie o zakres zgody staje się trudne. Czy osoba zamawiająca sprzątanie może zgodzić się na nagrywanie przestrzeni, w której mieszkają też inni? Czy pracownik noszący kamerę ma realny wybór? Czy klient rozumie, że nagranie nie jest tylko nagraniem, lecz materiałem do modelu, który może później zasilać produkt sprzedawany globalnie?

The Verge przywołuje też przykłady z Indii, gdzie platforma usług domowych Pronto miała używać mieszkań klientów jako źródła nagrań do treningu AI przy gotowaniu, sprzątaniu i praniu. Firma deklarowała opt-in, ale sam pomysł wywołał reakcję rynku. I słusznie, bo robotyka wchodzi w obszar, który dotąd był względnie chroniony przed przemysłowym pozyskiwaniem danych: domowe czynności wykonywane poza wzrokiem platform.

Najpierw darmowe sprzątanie, potem abonament na robota

Model biznesowy jest czytelny. Dziś firma oferuje usługę lub wypłatę za nagrania. Jutro te dane pomagają wytrenować robota. Pojutrze robot trafia do sprzedaży lub najmu. Użytkownik, który oddał dane, może później zapłacić za produkt wytrenowany częściowo na pracy ludzi takich jak on. To nie musi być z definicji złe, ale wymaga uczciwej rozmowy o wynagrodzeniu, zgodzie i wartości danych.

W internecie przez lata dominował układ: dostajesz darmową usługę, oddajesz dane. W robotyce może pojawić się jego fizyczna wersja: dostajesz darmowe sprzątanie, oddajesz obraz życia domowego. Różnica polega na tym, że prywatność mieszkania jest trudniejsza do odzyskania niż prywatność kliknięcia.

Największe firmy będą potrzebować gigantycznych zbiorów danych z realnego świata, bo roboty mają stać się następną wielką platformą AI. Jeśli humanoidy i roboty domowe mają wyjść z pokazów na scenie, muszą przeżyć zderzenie z chaosem przeciętnej kuchni. A chaosu nie da się zasymulować do końca.

Dlatego nowy wyścig AI nie zaczyna się tylko w laboratoriach Nvidii i centrach danych. Zaczyna się przy zlewie, w pralni i pod stołem. Kto zbierze najwięcej prawdziwego świata, ten nauczy maszyny, jak w nim nie polec.

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Entuzjasta technologii, od 5 lat śledzi rozwój sztucznej inteligencji. Specjalizuje się w modelach językowych i Midjourney.