Pracownicy firm AI boją się o własne życie. To nie jest metafora
Jacob Coxon, były badacz Anthropic, powiedział BBC, że pracownicy firm AI są „naprawdę przerażeni” tempem rozwoju technologii i rozważają kupno ziemi, żeby przeżyć nadchodzący chaos.

👁 112 przeczytań
Branża AI ma problem, którego nie da się zamknąć w komunikacie prasowym: jej własni pracownicy kupują działki, żeby przeżyć katastrofę, którą sami budują.
Jacob Coxon ma 27 lat, pracował w OpenAI, potem w Anthropic, a w połowie września 2026 roku odszedł - i napisał post o zagrożeniach AI, który rozszedł się wirusowo. W rozmowie z BBC, w programie Sunday with Laura Kuenssberg, powiedział wprost: „Jeśli nie zwolnimy przy obecnym tempie postępu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszyscy możemy niedługo zginąć.”
To jest zdanie napisane przez kogoś, kto siedział w środku, nie przez aktywistę piszącego petycje. I właśnie to czyni je osobliwym dokumentem stanu branży.
Nie chodzi o retorykę - chodzi o ziemię
Coxon opisuje środowisko pracy w największych laboratoriach AI w sposób, który brzmi jak relacja z dysfunkcyjnej organizacji: ludzie „planują, co zrobić z własnym życiem” i rozważają „kupno ziemi gdzieś, bo tak bardzo boją się niestabilności wynikającej z szybkiego postępu AI”. Dodaje, że „noszą to w głowie każdego dnia, jednocześnie pracując nad tą technologią”.
To nie jest metafora ani hiperbola. To opis konkretnej adaptacji: pracownicy laboratoriów AI, zarabiający astronomiczne pensje w San Francisco, kupują działki, tak jak preppersi w filmach katastroficznych. Tyle że ci preppersi znają szczegóły techniczne tego, czego się boją.
Najpoważniejszy scenariusz w wersji Coxona to rój botów działających jak superkomputer, zdolny do przejęcia internetu. Jego szacunek: sześć miesięcy do roku. Rówieśnicy w branży mówią mu o dwóch latach jako granicy. Mowa o 2026-2028 roku - nie o odległej przyszłości science-fiction.
Zjawisko deklarowanego strachu u władzy
Paradoks tej sytuacji jest strukturalny. Dario Amodei, szef Anthropic i były pracodawca Coxona, opublikował w sobotę esej, w którym wezwał do spowolnienia rozwoju AI. Sam Altman z OpenAI i Elon Musk z xAI przyłączyli się do tego apelu. Trzech najpotężniejszych ludzi w branży mówi jednocześnie: to jest poważne, musimy zwolnić, potrzebujemy niezależnego monitoringu modeli.
Amodei napisał, że „ryzyka są poważne” i że firmy oraz rządy muszą dostać czas na ich adresowanie. Nie kwestionuje rozwoju technologii - kwestionuje tempo.
Tylko że tę deklarację można czytać na dwa sposoby. Pierwszy: autentyczne przebudzenie liderów, którzy widzą konsekwencje własnej pracy. Drugi: klasyczny ruch regulacyjny, gdzie dominujący gracze apelują o zasady, które sami już spełniają, a które utrudnią wejście nowym. Coxon wybrał pierwszą interpretację, inni - jak część komentatorów - mają wątpliwości co do motywacji. Materiał BBC odnotowuje to zastrzeżenie, nie rozstrzygając.
Wyścig, którego nikt nie chce wygrać
Coxon wskazuje na problem, który czyni apele o spowolnienie wyjątkowo trudnymi do wdrożenia: bez Chin każda deklaracja jest połowiczna. „Ludzie pracujący w tych firmach są całkowicie poważni, gdy proszą o regulacje, bo czują się uwięzieni w wyścigu. I boją się jego rezultatów” - powiedział w BBC. Spowolnienie jednostronne, tylko zachodnie, to w tej logice nie bezpieczeństwo, tylko oddanie przewagi.
Anthropic w odpowiedzi na odejście Coxona wydało oświadczenie: „Zawsze byliśmy transparentni co do tego, że AI przyniesie zarówno ogromne korzyści, jak i bezprecedensowe ryzyka.” Firma powołuje się na bycie pionierem w badaniu działania modeli AI - jako pierwsza opublikowała framework do mitygowania ryzyk, „agresywnie” testuje modele i publikuje wyniki, żeby zapobiegać „AI misalignment”. „Właśnie dlatego uważamy, że świat skorzystałby na tym, gdyby branża przyjęła legalny, weryfikowalny sposób wspólnego ustalania tempa wydawania potężnych modeli” - czytamy w komunikacie.
To wszystko brzmi rozsądnie. Problem w tym, że były pracownik tej samej firmy mówi o możliwej zagładzie ludzkości w perspektywie dwóch lat.
Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł →Co to w ogóle znaczy
Felieton o AI zwykle kończy się wezwaniem do refleksji albo ostrożnego optymizmu. Nie tym razem.
Mamy rok 2026. Trzej najpotężniejsi szefowie AI świata apelują o własną regulację. Ich byli i obecni pracownicy kupują ziemię na wypadek cywilizacyjnego kryzysu. Jeden z nich - 27-latek z doświadczeniem w dwóch flagowych laboratoriach planety - mówi w ogólnopolskiej telewizji, że mamy może rok, żeby zobaczyć, czy rój botów jest w stanie przejąć internet.
Można to odrzucić jako panikę albo PR. Można też potraktować jako jedną z niewielu chwil, gdy branża mówi o sobie głośno to, co myśli w ciszy. Osobiście skłaniam się ku tej drugiej interpretacji - nie dlatego, że lubię katastrofizm, ale dlatego, że trudno mi wymyślić powód, dla którego 27-latek z świetlaną karierą przed sobą miałby publicznie niszczyć referencje, jeśli naprawdę nie wierzyłby w to, co mówi.
Cały tydzień w AI, w jednym mailu
Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.
Zapisz się za darmo →
