Przejdź do treści
Newsy

Czy gwizdy na Pichaiu w Stanfordzie to początek końca romansu młodych z Big Techem?

Około 200 absolwentów Stanfordu wyszło z ceremonii podczas przemówienia szefa Google’a - w proteście przeciw kontraktom firmy z izraelskim wojskiem i amerykańską ICE.

4 min czytania
Ostatnia aktualizacja:
Czy gwizdy na Pichaiu w Stanfordzie to początek końca romansu młodych z Big Techem?

👁 121 przeczytań

Wyobraź sobie, że wracasz na swoją uczelnię jako absolwent, który zaszedł najwyżej ze wszystkich. Sundar Pichai zrobił dokładnie to w miniony weekend - przyjechał do Stanfordu, gdzie zdobył dyplom z inżynierii materiałowej, żeby wygłosić mowę do nowego rocznika. Zamiast owacji dostał gwizdy. A około 200 absolwentów po prostu wstało i wyszło.

To nie był jednorazowy wybuch frustracji. To była zorganizowana akcja, i to wymierzona z chirurgiczną precyzją - nie w abstrakcyjny „hype na AI”, ale w konkretne decyzje biznesowe firmy, którą Pichai prowadzi.

Google · Twoje źródłaDodaj promptowy.com do preferowanych źródeł w Google

O co właściwie poszło

W centrum protestu znalazł się Project Nimbus - kontrakt wart 1,2 miliarda dolarów, który Google dzieli z Amazonem, na dostarczanie usług chmurowych i AI izraelskiemu wojsku. Drugim punktem zapalnym były powiązania Google’a z amerykańską agencją imigracyjną ICE.

Studenci nie owijali w bawełnę. Na transparentach widniały hasła „ICE SPIES WITH GOOGLE AI” oraz „GENOCIDE RUNS ON GOOGLE”, obok flag palestyńskich i okrzyków „free Palestine”. W oświadczeniu towarzyszącym protestowi padło zdanie, które dobrze oddaje ton całej akcji:

Wychodzimy, ponieważ odmawiamy gloryfikowania korporacji, które napędzają tę przemoc, i korzystamy z naszej władzy, by wybrać inaczej.

Akcję zorganizowały kampusowe grupy aktywistów, między innymi Stanford Students for Justice in Palestine, No Tech for Apartheid oraz Tech for Liberation. Google poproszono o komentarz.

To nie pierwsza burza wokół Nimbusa

Project Nimbus ciągnie za Google’em kłopoty od dawna - i to zarówno z zewnątrz, jak i od środka. W 2024 roku firma zwolniła 28 pracowników za protesty przeciw kontraktowi, ale wewnętrzny sprzeciw nie ucichł. Niedawno Google skrytykowała też organizacja Electronic Frontier Foundation, zarzucając firmie i innym gigantom, że „wybierają patrzenie w drugą stronę” wobec tego, jak Izrael wykorzystuje ich usługi.

Ciekawe jest tu zestawienie z konkurencją. Microsoft, również krytykowany za współpracę z izraelskim wojskiem, po wewnętrznym śledztwie ograniczył dostęp izraelskiego rządu do swojej technologii - okazało się, że chmura firmy służyła do masowej inwigilacji Palestyńczyków. Google i Amazon takiego kroku nie zrobiły.

Dolina Krzemowa kontratakuje

Protest natychmiast wywołał reakcję po drugiej stronie. Vinod Khosla, miliarder, współzałożyciel Sun Microsystems i jeden z najbardziej wpływowych inwestorów venture w Dolinie Krzemowej, nie wytrzymał. Na X napisał, że protest był „stronniczy, idiotyczny, krótkowzroczny i bardzo egoistyczny”.

Egoistyczny - bo jego zdaniem studenci zignorowali „3 miliardy najuboższych ludzi na tej planecie, którzy mogliby skorzystać z AI”, a zamiast tego martwią się o swój „źle poinformowany, egoistyczny interes”.

To wymowny argument, bo doskonale pokazuje, jak dwie strony tej rozmowy mijają się w powietrzu. Khosla mówi o potencjalnym dobru AI w skali globalnej. Studenci mówią o konkretnym kontrakcie i konkretnych zastosowaniach technologii tu i teraz. To nie jest spór o to, czy AI jest dobre. To spór o to, komu i do czego ta technologia służy w praktyce.

Szerszy nastrój pokolenia

Pichai nie jest wyjątkiem. Mówcy na ceremoniach ukończenia uczelni w całych Stanach mierzą się ostatnio z gwizdami, gdy próbują rozpalić entuzjazm absolwentów wokół sztucznej inteligencji. Ale rzadko ta niechęć była tak precyzyjnie wymierzona jak w przypadku szefa Google’a. Tu nie chodziło o ogólne zmęczenie marketingowym szumem - chodziło o personalia i o adres firmy.

W tle jest jednak coś jeszcze. Młodzi ludzie coraz częściej widzą w AI zagrożenie dla własnych szans na rynku pracy - i podejrzewają, że technologia psuje także inne części społeczeństwa. Dla rocznika, który właśnie wchodzi w dorosłość, sztuczna inteligencja nie jest neutralnym narzędziem przyszłości. Jest siłą, która już teraz przesądza o tym, czy znajdą pracę, i która - jak wierzą - bywa wprzęgana w nadzór i przemoc.

I tu robi się naprawdę niewygodnie dla Doliny Krzemowej. Bo te 200 osób, które wstały z krzeseł w Stanfordzie, to nie są przypadkowi przechodnie. To absolwenci jednej z najbardziej elitarnych uczelni technologicznych świata - dokładnie ten zbiór ludzi, których firmy takie jak Google chcą zatrudniać, i z których za dekadę wyrosną kolejni Pichaiowie i Khoslowie.

Moim zdaniem to jest sygnał, którego Big Tech nie powinien zlekceważyć. Można odmachać ręką pojedynczy protest. Trudniej zignorować moment, w którym najzdolniejsza część przyszłej kadry zaczyna patrzeć na branżę nie jak na wymarzonego pracodawcę, lecz jak na coś, czego trzeba pilnować. Pichai wrócił do Stanfordu po laury. Wyszedł stamtąd z lekcją, której program studiów nie przewidywał.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Wypisujesz się jednym kliknięciem.
// Zapytaj AI o ten news
Co o tym sądzisz?
Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

$ sitemap --all Cała strona w jednym miejscu - żeby się nie pogubić.
🛒 Sklep Kinetyka X Premium+ & SuperGrok 699 zł/rok CapCut Pro 600 zł/rok LinkedIn Premium od 149 zł/rok Zobacz wszystko → 💙 wspieraj
Redaguje
× powiększenie