🔥 5 promocji w KinetyceGemini Pro 170 zł -91%Adobe CC 169 zł -84%Brain.fm 109 zł -70%i 2 więcej do 13.09 Zobacz →
Przejdź do treści
Article demo: Promptowy / centered Back to selected homepage demo
Magazyn

Kupowali książki, żeby je pociąć. Sąd uznał, że to legalne

Anthropic skupował książki, odcinał grzbiety i skanował kartki - sędzia uznał to za dozwolony użytek, ale za piractwo firma zapłaciła półtora miliarda dolarów. Tymczasem prawdziwa zmiana dzieje się nie w sądzie, tylko w studiu nagraniowym i u tłumacza.

9 min czytania
Stos książek z odciętymi grzbietami, kartki wachlarzem wpadające do leja - ilustracja

👁 155 przeczytań

// w skrócie
  • Sędzia William Alsup w czerwcu 2025 roku uznał, że trenowanie modeli AI na legalnie kupionych i zeskanowanych książkach jest dozwolonym użytkiem transformatywnym.
  • Anthropic zapłacił półtora miliarda dolarów ugody za korzystanie z pirackich bibliotek LibGen i PiLiMi, co objęło blisko pół miliona utworów po około 3000 dolarów za tytuł.
  • W Polsce 82 procent badanych woli ludzkiego lektora w audiobookach, a głos AI wybiera tylko 3 procent - wynika z badania OPB Ariadna z 27 marca 2026 roku.

Na początku 2024 roku w Anthropic ruszył projekt o kryptonimie Panama. Z dokumentów ujawnionych później w sądzie wynika, że jego celem było zdigitalizowanie „wszystkich książek świata”. Metoda była brutalnie prosta: kupić egzemplarz, odciąć grzbiet, przepuścić kartki przez skaner, a papier oddać na przemiał.

Firmy AI zaczęły wykupywać antykwariaty. Nie dlatego, że brakowało im tekstu - internet jest go pełen. Dlatego, że książka wydana drukiem to tekst czysty: napisany przez człowieka, zredagowany, sprawdzony, wolny od tego, czym sieć zdążyła się już zapchać. Gdy modele coraz częściej uczą się na tym, co same wyprodukowały, stary papier stał się surowcem strategicznym.

I tu zaczyna się rzecz, która wywróciła całą dyskusję o prawie autorskim: sąd uznał, że to było legalne.

Wyrok, który przeciął książkę na pół

W czerwcu 2025 roku sędzia William Alsup z sądu federalnego w Kalifornii wydał orzeczenie, które branża technologiczna czytała jak zwycięstwo, a pisarze jak wyrok. Alsup rozdzielił dwie rzeczy, które wcześniej wrzucano do jednego worka.

Trenowanie modelu na książkach zdobytych legalnie uznał za dozwolony użytek o charakterze transformatywnym. Firma kupiła egzemplarz, zrobiła z niego cyfrową kopię na własne potrzeby, nie udostępniła jej na zewnątrz, a papierowy oryginał zniszczyła - z punktu widzenia prawa nie powstała żadna dodatkowa kopia w obiegu. Rozcinanie książek przeszło.

Nie przeszło co innego: ściąganie pirackich bibliotek. Anthropic korzystał ze zbiorów LibGen i PiLiMi, a to Alsup ocenił zupełnie inaczej. Skończyło się największą wypłatą w historii amerykańskiego prawa autorskiego.

Ugoda w sprawie Bartz przeciwko Anthropic, ogłoszona na przełomie sierpnia i września 2025 roku, opiewa na półtora miliarda dolarów. Objęła blisko pół miliona utworów, co daje około trzech tysięcy dolarów na tytuł. Pozew wnieśli thrillerzystka Andrea Bartz oraz autorzy literatury faktu Charles Graeber i Kirk Wallace Johnson - trzy osoby, które reprezentowały setki tysięcy innych. Ugoda zamyka wyłącznie roszczenia za przeszłość: nie daje firmie licencji na przyszłość i nie obejmuje niczego, co wydarzyło się po 25 sierpnia 2025 roku.

Sens tego wyroku dla pisarza jest zaskakująco praktyczny. Twoja książka może zostać kupiona, pocięta i zeskanowana, a Ty nie masz nic do powiedzenia. Ale jeśli ktoś ściągnie ją z torrenta - płaci.

Dwa i pół tysiąca dolarów za tytuł

Skoro trening na legalnie kupionych książkach jest dozwolony, pojawiło się oczywiste pytanie: po co w ogóle płacić autorom? Odpowiedź brzmi: żeby uniknąć kolejnych procesów i mieć czysty łańcuch praw.

Pierwsze duże wydawnictwo, które wyszło z taką ofertą, to HarperCollins. W listopadzie 2024 roku zaproponowało autorom literatury faktu z katalogu wstecznego umowę licencyjną na trening modeli - partnerem był Microsoft. Warunki: pięć tysięcy dolarów za tytuł, dzielone po połowie między wydawcę a autora, umowa na trzy lata, udział wyłącznie za zgodą. Na rękę autora zostaje dwa i pół tysiąca dolarów.

Reakcje były gwałtowne. Agenci i część autorów uznali kwotę za obraźliwą wobec książki, nad którą pracuje się latami. Authors Guild ostrzegała przed przyjmowaniem takich ofert bez zbiorowej negocjacji stawek.

Znaleźli się jednak i tacy, którzy wzięli czek i publicznie to uzasadnili. Amerykański autor Josh Bernoff opisał swoją decyzję wprost: jego książka i tak jest w modelach, dwa i pół tysiąca to więcej niż zero, a trzyletni okres licencji oznacza, że nie oddaje niczego na zawsze. Trudno mu odmówić rachunkowej racji. Trudno też nie zauważyć, że to jest dokładnie ta sama logika, którą stosuje się przy sprzedaży czegoś, co i tak zostało już zabrane.

Organizacja, która pękła na tym pytaniu

Nie wszyscy przetrwali samo zajęcie stanowiska. NaNoWriMo, amerykańska organizacja stojąca za listopadowym maratonem pisania powieści, w 2024 roku ogłosiła, że ani nie popiera, ani nie potępia użycia AI w pisaniu. I dołożyła do tego jedno zdanie za dużo.

Kategoryczne potępienie sztucznej inteligencji ma klasistowski i ableistyczny wydźwięk.

Ze stanowiska NaNoWriMo w sprawie AI, 2024

Zdanie było próbą obrony osób, którym pisanie przychodzi trudniej - z powodu niepełnosprawności albo braku wykształcenia. W teorii szlachetne. W praktyce organizacja utrzymywana ze składek pisarzy powiedziała pisarzom, że ich sprzeciw jest formą uprzedzenia.

Środowisko zareagowało natychmiast. Z rady pisarzy odeszli między innymi Daniel José Older i Maureen Johnson, autorka bestsellerów z list „New York Timesa”, tłumacząc to obawą o wykorzystanie prac uczestników do trenowania modeli. Inni znani autorzy publicznie się odcięli.

Skończyło się likwidacją. W kwietniu 2025 roku organizacja ogłosiła zakończenie działalności - oficjalnie z powodów finansowych, ale liczby mówią same za siebie: darowizny spadły z 612 tysięcy dolarów w 2021 roku do 373 tysięcy w 2023, a po oświadczeniu o AI runęły dalej. Dwadzieścia lat wspólnoty pisarskiej rozsypało się na jednym akapicie o technologii.

Z drugiej strony powstało coś odwrotnego. Authors Guild uruchomiła certyfikat „Human Authored” - zastrzeżony znak, którym autor lub wydawca może oznaczyć książkę napisaną przez człowieka, z dopuszczeniem wyłącznie drobnych zastosowań AI w rodzaju sprawdzania pisowni. Program ruszył w wersji testowej dla członków w styczniu 2025 roku, a potem został otwarty na wszystkich autorów publikujących w Stanach. Innymi słowy: „bez AI” stało się cechą produktu, którą trzeba certyfikować - jak „bez glutenu” na opakowaniu.

Sto głosów, cztery języki

Druga część tej rewolucji dzieje się nie na etapie treningu, tylko produkcji - i uderza w zawód, o którym w dyskusjach o AI mówi się najmniej.

W maju 2025 roku Audible uruchomiło dla wydawców w pełni obsługiwaną usługę zamiany maszynopisu w audiobook czytany syntetycznym głosem. Do wyboru ponad sto głosów w czterech językach: angielskim, hiszpańskim, francuskim i włoskim. Wydawca może oddać Amazonowi cały proces albo prowadzić go sam tymi samymi narzędziami. Później w tym samym roku doszło tłumaczenie AI w wersji testowej - z angielskiego na hiszpański, francuski, włoski i niemiecki.

To przełomowa szansa na zwiększenie dostępności audiobooków.

Bob Carrigan, prezes Audible

Ogromna większość książek nigdy nie doczekała się wersji audio, bo nagranie z aktorem kosztuje tyle, że opłaca się tylko przy tytułach o przewidywalnej sprzedaży. Synteza otwiera katalog, którego wcześniej po prostu nie było - również dla osób niewidomych i słabowidzących, dla których to nie jest wygoda, tylko dostęp.

Jednocześnie jest to zdanie wypowiedziane w branży, w której czytanie książek na głos jest zawodem. Stephen Briggs, lektor znany z nagrań prozy Terry’ego Pratchetta, publicznie pytał, dokąd to zmierza - i nie było to pytanie retoryczne, bo dla niego to kwestia zleceń.

Amazon szuka środka przez program Voice Replica: lektor tworzy cyfrową kopię własnego głosu na podstawie swoich nagrań, sam wybiera projekty, odsłuchuje wynik i może go poprawić. Amerykańskie stowarzyszenie wydawców audio zaleca przy tym rozróżnianie w metadanych „głosu AI” od „autoryzowanej repliki głosu”, a Audible i Kobo wymagają ujawnienia. To rozróżnienie jest sensowne - o ile ktokolwiek będzie je czytał.

Polska: osiemdziesiąt dwa procent

Na polskim rynku ten spór ma twardą podkładkę liczbową, i to świeżą. 27 marca 2026 roku Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna przeprowadził na zlecenie Audioteki badanie opinii o syntetycznych lektorach. Wyniki są jednoznaczne w stopniu rzadko spotykanym w badaniach społecznych.

Osiemdziesiąt dwa procent badanych woli ludzki głos - z czego pięćdziesiąt procent zdecydowanie. Głos AI wybiera trzy procent. Siedemdziesiąt procent oczekuje wyraźnego oznaczania treści generowanych. Jakość audiobooków czytanych przez AI oceniono negatywnie w pięćdziesięciu czterech procentach odpowiedzi, pozytywnie w trzynastu.

W kwietniu 2026 roku Audioteka odpowiedziała na to deklaracją „human-first”: sztuczna inteligencja może wspierać produkcję i marketing, ale nie zastępuje twórców, aktorów ani lektorów przy tworzeniu treści audio - audiobooków, wysokobudżetowych produkcji i seriali dźwiękowych. Firma zobowiązała się też nie klonować głosów aktorów i jawnie oznaczać każde użycie AI.

Cynik powie: to marketing, a nie etyka. Pewnie po części tak - trudno o lepszy wyróżnik na rynku, na którym cztery piąte klientów mówi, czego chce. Ale to właśnie jest odpowiedź na pytanie, jak wygląda skuteczna obrona przed automatyzacją. Nie apelem, tylko pokazaniem, że publiczność płaci za człowieka.

Klauzula, której dziesięć lat temu nie było

Najciszej ubywa pracy tłumaczom. Nie dlatego, że maszyna tłumaczy dobrze literaturę - nie tłumaczy - tylko dlatego, że wydawca może kazać tłumaczowi „poprawić” wynik z maszyny i zapłacić za to ułamek stawki.

Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury mówi o tym od dawna. Jego prezes Rafał Lisowski już we wrześniu 2024 roku ostrzegał, że polska nowelizacja prawa autorskiego działa odwrotnie, niż powinna.

Ogranicza prawa twórców i pozbawia ich szansy na domaganie się wynagrodzeń za wykorzystywanie ich treści.

Rafał Lisowski, prezes Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, o nowelizacji prawa autorskiego

STL domaga się realnego mechanizmu zastrzeżenia treści przed eksploracją danych, oznaczania treści generowanych zgodnie z AI Act i przejrzystej informacji o tym, na czym trenowane są modele.

Najciekawszy jest jednak szczegół, który Lisowski przywołuje z praktyki rynkowej. Zagraniczne wydawnictwa udzielające licencji na przekład zaczęły wpisywać do umów klauzule zakazujące tłumaczenia maszynowego lub z użyciem AI.

To jest miara zmiany. Dziesięć lat temu taka klauzula byłaby kuriozum, jak zakaz przepisywania książki gęsim piórem. Dziś jest standardowym zabezpieczeniem, bo wszyscy w łańcuchu wiedzą, że pokusa istnieje i że przy odpowiednim pośpiechu ktoś jej ulegnie.

Pierwsze książki tłumaczone z pomocą AI już zresztą na polskim rynku są - jako pierwszą taką publikację opisywano „Od Gutenberga do Zuckerberga. Wstęp do humanistyki cyfrowej”, przy zachowaniu ludzkiej redakcji przekładu. A do polskich księgarń z e-bookami docierają już pozycje generowane maszynowo, głównie poradnikowe, o czym pisał między innymi Świat Czytników. Nikt ich nie kupuje świadomie - one po prostu leżą na półce obok reszty.

Google · Twoje źródłaPromptowy wyżej w Twoim Google - jednym kliknięciemDodaj do preferowanych źródeł

Co z tego zostaje

Z całej tej historii najbardziej uderza mnie jedna asymetria.

Kiedy chodziło o dane treningowe, autorzy dostali wyrok, ugodę i realne pieniądze. Trzy tysiące dolarów za tytuł to nie jest fortuna, ale to jest kwota, która przyznaje, że coś zabrano. Kiedy chodzi o produkcję - o audiobooki, o tłumaczenia, o cały pion zamieniający rękopis w produkt - nie ma żadnego wyroku, żadnej ugody i żadnej stawki. Jest tylko decyzja wydawcy, czy w tym roku zapłaci lektorowi, czy kliknie „generuj”.

Ta druga część jest znacznie ważniejsza dla ludzi, którzy z książek żyją. I to w niej Polska ma coś, czego nie ma większość rynków: badanie, w którym cztery piąte odbiorców jasno mówi, czego chce, i firmę, która na tej podstawie wzięła na siebie zobowiązanie.

Bo przy całym zamieszaniu o prawa autorskie prawdziwy wyrok wydaje nie sędzia w Kalifornii. Wydaje go ktoś, kto stoi z telefonem w księgarni i wybiera między dwiema wersjami tej samej książki - jedną czytaną przez człowieka i drugą tańszą o parę złotych. Amerykańscy autorzy uznali, że trzeba temu komuś ułatwić decyzję, i wymyślili pieczątkę „napisane przez człowieka”. To rozwiązanie ma w sobie coś rozbrajająco smutnego. Ale jeśli badanie Audioteki mówi prawdę, to jest też rozwiązanie, które może zadziałać.

// Newsletter

Cały tydzień w AI, w jednym mailu

Wybrane premiery, narzędzia i analizy. Raz w tygodniu, prosto do skrzynki.

Zapisz się za darmo →
Za darmo. Wypisujesz się jednym kliknięciem.

Najczęstsze pytania

Czy firma AI może legalnie skanować kupione książki do trenowania modelu?

Tak, sąd federalny w Kalifornii uznał w czerwcu 2025 roku, że jest to dozwolony użytek transformatywny. Warunek jest taki, że egzemplarz został kupiony legalnie, cyfrowa kopia nie trafiła do obiegu zewnętrznego, a papierowy oryginał zniszczono.

Ile zapłacił Anthropic za korzystanie z pirackich bibliotek do trenowania AI?

Anthropic zapłacił półtora miliarda dolarów w ramach ugody ogłoszonej na przełomie sierpnia i września 2025 roku. Pozew w sprawie Bartz przeciwko Anthropic wnieśli Andrea Bartz, Charles Graeber i Kirk Wallace Johnson, a ugoda objęła blisko pół miliona utworów.

Ile płaci HarperCollins autorom za licencję na trening modeli AI?

HarperCollins zaproponował w listopadzie 2024 roku pięć tysięcy dolarów za tytuł, z czego autor otrzymuje połowę, czyli dwa i pół tysiąca dolarów. Umowa jest trzyletnia, dotyczy katalogu wstecznego literatury faktu, a partnerem wydawnictwa był Microsoft.

Dlaczego NaNoWriMo zakończyło działalność?

Organizacja ogłosiła likwidację w kwietniu 2025 roku oficjalnie z powodów finansowych, jednak darowizny spadły z 612 tysięcy dolarów w 2021 roku do 373 tysięcy w 2023 roku, a po kontrowersyjnym oświadczeniu o AI runęły dalej. Ze środowiskiem pisarzy poróżniło NaNoWriMo stwierdzenie, że kategoryczne potępienie AI ma klasistowski i ableistyczny wydźwięk.

// czytaj też

Podobne tematy na Promptowym

Piotr Olszewski

Piotr Olszewski

ADMINISTRATOR

Piotr Olszewski - twórca i autor Promptowego, polskiego serwisu o sztucznej inteligencji. Codziennie śledzi premiery modeli, narzędzia i regulacje AI, i tłumaczy je prostym, konkretnym językiem.

// mapa strony
🛒 Sklep Kinetyka Google AI Gemini Pro 170 zł CapCut Pro 460 zł/rok Cursor Pro 440 zł/rok Zobacz wszystko →
promptowy w liczbach 0tekstów w archiwum0newsów z ostatnich 7 dni0modeli wideo w obserwatorium0zagadek w grach
× powiększenie