› Kiedyś eksperta trzeba było ugłaskać.
› Umówić się z tygodniowym wyprzedzeniem, dopasować do jego kalendarza, wysłać maila z trzema uprzejmościami na wstępie, żeby w ogóle raczył odpisać.
› Potem zapłacić za godzinę tyle, ile ja płacę dziś za miesiąc dostępu do modelu językowego, który odpowiada mi o trzeciej w nocy, w niedzielę, w Wielkanoc, i ani razu nie wzdycha, gdy proszę o czwartą wersję tego samego akapitu.
› Tyle kosztuje mnie miesięcznie najbardziej cierpliwy, najlepiej oczytany i najmniej urażony współpracownik, jakiego kiedykolwiek miałem.