› Zacznę od sceny, którą każdy polski freelancer zna na pamięć, nawet jeśli nie chce się do niej przyznać.
› Jest dwudziesty drugi wieczorem, klient pisze "da się taniej?", a ty już wiesz, że da się, bo zawsze się dawało, bo rynek jest zalany ludźmi, którzy zrobią to samo za połowę stawki.
› Przez dwadzieścia lat to była podstawowa choroba polskiego freelancingu: nadpodaż rąk do klawiatury i wieczna presja na dół.
› A potem przyszła AI i okazało się, że te ręce można zastąpić czymś, co nie śpi, nie choruje i nie prosi o fakturę.